Akcja · 7 min czytania
Żywe Trupy cz. 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W miejscu, w którym kwatermistrz wraz z pomocnikami wydawali broń, panowała nieposkromiona wrzawa. Każdy słyszał gorączkową obronę na murach i wybuchy rakiet, ale nikt w zasadzie nie wiedział co wybucha, kto atakuje, czym i po co. Gdzieś wśród kłębowiska, ktoś postawił kilka krzeseł, na których stanęli dowódcy grup, między innymi Stary. Wszyscy wiedzieli o co chodzi, więc zbliżyli się na tyle blisko, na ile mogli. Głos zabrał siwy staruszek, z już naciągniętym na głowę hełmem: - Żołnierze! Rycerze Miasta Murów! Przed chwilą zostaliśmy zaatakowani, jak donoszą Strażnicy Murowi, przez żołnierzy miasta Wysokiego. Nasze bataliony spod ich miasta donoszą, iż nie zaobserwowali żeby ktokolwiek opuszczał miasto, więc możliwe że po prostu otoczyli nasze stanowiska lub mają jakiś tunel. Nieważne, bowiem oni już dostali rozkazy aby ich przycisnąć. Właśnie nasze mury są dewastowane przez samobieżną wyrzutnię rakiet, a pod murami zbierają się saperzy, aby wysadzić bramę. Dlatego też każdy to żyw ma zabrać broń i przydziałową amunicję, pierwsi zabiorą się na pojazdy. Reszta będzie się musiała przebiec. Kierowcy otrzymali rozkaz. Bradley, dwa HUMVEE i T-34 pojadą załatwić rakiety. Reszta specyfikuje ludzi pod murami. Broń, szybko znikała z arsenału. James załapał się na wysłużonego Mosin-Nagata, Jeff na MP5, a Steve z racji iż był kierowcą, bez kolejki odebrał swój pistolet M9 oraz UZI. Kiedy zbiegli wraz z resztą żołnierzy na parking, na Jeepie Willisie siedział Starszy, ładujący amunicją M60 zamocowane na obrotowym łożysku. Wielkie bydle dysponujące zabójczą siłą ognia, choć było już nieco przestarzałe. Kiedy zobaczył swoich, przywołał ich do siebie. James usiadł koło Steviego, Jeff zapakował się pod nogi starszemu. Ten tylko przeładował M60 i wydał rozkaz Steviemu, aby ruszył. Jeffrey miał podawać staruszkowi amunicję i pomagać w przeładowywaniu, pilnować aby taśma nabojowa się nie skręcała i podawać pozycje celów, które uzna za najgroźniejsze, na przykład te uzbrojone w granatniki lub wyrzutnie rakiet. Steve nie jechał w konwoju składającym się z Bradleyów, czołgów i innych pojazdów pancernych, za to trzymał się z boku. Kierowali się do bramy, którą wcześniej wjeżdżali. Jeep, nie będący blokowany przez swoich większych braci, po prostu ich wyprzedzał.= Ze wzgórza, które ukrywało Katiusza, rozpościerał się przeraźliwy, ale i zarazem piękny widok. Sypiące się z murów pociski z działek, haubic, armat i CKMów, dostawały to samo od żołnierzy z dołu którzy organizowali sobie spod ziemi coraz większą ilość materiałów wybuchowych, granatników i towarzyszy. Makabrycznego obrazu, dopełniały nadlatujące rakiety, które wybuchały w zetknięciu z murem, wyrzucając w powietrze tony gruzu, pyłu i dymu. Z lewej i prawej strony, kierowały się do miasta prawdziwe, żelazne zastępy pojazdów opancerzonych. Jakieś salwa rakiet trafiła w „Majora”, który niebezpiecznie przechylił się w stronę krawędzi muru, ale zaraz potem runął z impetem. Jeden z żołnierzy miasta Wysokiego, przymierzył i odpalił jednorazowego LAWA, który pofrunął na spotkanie z bojowym wozem piechoty, MCV-80 Warrior. Pocisk rozprysnął się na kabinie wozu, rozrywając ją w efektownego „tulipana”. Wóz, zakręcił się tylko na gąsienicy i zjechał z szutrowej drogi, wprost w głębokiego…