Anioł - rozdział 1-4 poprawione
poprawione rozdziały
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ROZDZIAŁ 1 Anioły nad Wasonz
Noc z 30 kwietnia na 1 maja była ciepła. Niebo okradzione z gwiazd, czarne jak smoła nie zwiastowało nic nadzwyczajnego, jednak ponad chmurami działy się rzeczy, do których normalni mieszkańcy Wasonz w Kalifornii nie mieli prawa mieć dostępu. Dwa oddziały aniołów leciały ku sobie, powoli i majestatycznie. Na przedzie każdego z nich byli dowódcy z długimi na dwa metry mieczami, odziani w białe togi, na których lśniły zbroje. Długość mieczy i waga stali nie była dla nich przeszkodą bowiem byli kilkakrotnie wyżsi od przeciętnego człowieka, a ich mięśnie lśniły w świetle gwiazd i księżyca jak wykute z żelaza. Ich twarze były piękne, nie wyrażały żadnych emocji, lecz idealne, ostre rysy nadawały im zaciętego i poważnego wyrazu. Zmierzwione przez wiatr włosy, mimo że były w nieładzie i opadały im na czoła i oczy, były też kwintesencją męskości. Za nimi w trzydziestu równych rzędach po trzydzieści aniołów w każdym, lecieli wojownicy, anioły nie tak majestatyczne, wyniosłe i pedantyczne, jednak posturą dorównujące swoim przełożonym. Ci z przodu mieli łuki i kołczany wypełnione całkowicie połyskującymi to srebrnym, to krwawym blaskiem strzałami. Anioły na końcach oddziałów uzbrojone były w miecze podobne to tych, które nieśli dowódcy, lecz wykute z widocznie gorszej jakości materiału. Żaden szanujący się anielski strateg nie przykładał wagi do ich uzbrojenia, zazwyczaj były to anioły skazane, wysłane do bitwy tylko po to, by zostały zgładzone. Oddziały zatrzymały się w odległości stu metrów od siebie i rozpoczęło się widowisko, którego Ziemia nie widziała i prawdopodobnie nigdy nie zobaczy. Dowódcy podlecieli do siebie, podali sobie dłonie i równocześnie wypowiedzieli słowa : "Niech Bóg rozsądzi ten spór." po czym wrócili do swoich wojsk i jakby czytając przeciwnikowi w myślach wydali w tym samym momencie rozkaz ataku. Błysnęła stal i z anielskich gardeł wydarł się melodyjny i piękny bojowy okrzyk. Anioły ruszyły ku sobie powoli. Gdy z łuków wyleciały strzały i pierwszy anioł zginął, w ziemię uderzył piorun. Tej nocy zobaczyć ich można było jeszcze tysiąc osiemset, choć uśpieni wyjątkową mocą mieszkańcy Wasonz nie zauważyli ani jednego. Dla nich ta noc była spokojna, a powietrze w ich domach aż ciężkie od ciszy. Nie słychać było ujadania psów, szelestu liści ani nawet bzyczenia owadów. Caro obudziła się jak zwykle spóźniona do szkoły. Wzięła szybki prysznic, spakowała co trzeba i wybiegła przed dom, ale to co tam zobaczyła, nie było tym, czego się spodziewała. Dzień był ciepły, ale rześki jak po burzy. Słońca nie zakrywała żadna chmura. Rozejrzała się i stanęła jak wryta. Jej samochód, czarna Impala, którą kupiła za pieniądze ojczyma, zainspirowana serialem „Supernatural”, została zgnieciona. Na jej dachu leżał półnagi mężczyzna, który, jak zdawało się na pierwszy rzut oka, nie żył, jednak po chwili zauważyła powolny puls żyły na jego szyi. 'Co to, kurna, jest?" pomyślała odwracając się na pięcie i pobiegła do domu, by wezwać karetkę. Potykając się o podwinięty dywan, Caro długim ślizgiem dotarła do telefonu. Automatycznie wystukała "112" i nerwowo bębniąc palcami o blat kuchennego stołu stojącego przy ścianie z telefonem, czekała na połączenie. Wreszcie po drugiej stronie słuchawki odezwał się żeński, trochę zmęczony głos. - Słucham, w czym mogę pomóc? - Na moim samochodzie jest mężczyzna, wygląda to tak, jakby spadł z dużej wysokości, na początku myślałam, że nie żyje, ale zauważyłam puls. Nie wiem co z nim zrobić, nie wiem co się stało i jak mu pomóc. Proszę o wysłanie karetki. Sztormowa 19. - wyrzuciła w sobie tylko właściwym tempie, co oznacza, że cała ta kwestia wydobyła się z jej ust w czasie krótszym niż pół minuty. - Czy może pani powtórzyć dwa razy wolniej? - powiedziała spokojnie telefonistka. - Mężczyzna. Na samochodzie. Żyje. Ledwo. Karetka. Na Sztormową 19. - Tak lepiej, już wysyłam karetkę. Proszę nie panikować i sprawdzić, czy poszkodowany jest przytomny. Caro powoli odłożyła słuchawkę. Szpital był niedaleko, więc spodziewała się karetki za nie więcej niż dziesięć minut. Wyszła więc na taras, gdzie zastała ten sam widok co przed kilkoma minutami. Podeszła bliżej do samochodu i ciągle leżącego na nim mężczyzny. Miał na oko około dwadzieścia, góra dwadzieścia pięć lat. Był wysoki - zajmował cały dach samochodu, przy czym nogi zbiły przednią szybę. Miał blond włosy i śniadą cerę. Zaczynał dawać coraz więcej oznak życia. Powoli poruszał palcami, jego oczy ruszały się niespokojnie pod powiekami, brzuch unosił się i opadał przy każdym z trudem łapanym oddechu. - Jest pan przytomny? Słyszy mnie pan? - zapytała Caro. Oczy mężczyzny otworzyły się w setnej sekundy i wyrażały przerażenie. Usiadł gwałtownie, ale kilka sekund później opadł znów bezwiednie na plecy, miał połamane żebra, to pewne. Gdy się podniósł, dziewczyna zobaczyła, że jest naprawdę potężnej postury. Miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt. Wziął kilka głębokich oddechów, jakby potrzebował chwili, by przetrawić wszystkie informacje, które dotarły do niego w ciągu tej krótkiej chwili. - Czy Ty mnie widzisz? - zapytał wyraźnie zaintrygowany i przestraszony. Jego oczy błądziły po całym otoczeniu. - Oczywiście! Czemu niby miałabym nie widzieć wielkiego faceta, który prawie wgniótł w ziemie mój samochód. - Ale to jest przecież niemożliwe! Bitwa, polegli, anioły, przecież ja... Nie, to jakiś podstęp. To Nadesar miesza mi w głowie... Więcej nie powiedział, stracił przytomność zostawiając Caro całkowicie zbitą z tropu. Co on bredził? Pewnie ma wstrząs mózgu... Nadesar, co to właściwie jest? Nowy narkotyk? Jej przemyślenia przerwała syrena karetki. - No nareszcie. - powiedziała pod nosem i wyszła w stronę ulicy by pomachać kierowcy i naprowadzić go na właściwą drogę. Po chwili tajemniczego mężczyznę wnosili już do ambulansu, a Caro opowiadała wszystko co wydarzyło się tego ranka jakiemuś szpakowatemu ratownikowi. Kiedy karetka odjechała Caro przypomniała sobie o szkole i o tym, że właśnie mija jej matma. Pomyślała, że nauczycielka, Czarna Mamba, jak mówili na nią wszyscy w szkole z powodu jej czarnych włosów i zawsze ciemnego stroju, będzie mścić się na niej za dzisiejszą nieobecność do końca roku, ale mimo utraty ukochanego samochodu piątkowy poranek bez matematyki wróżył dobry weekend. Dotarła do szkoły na pieszo. Gdy wchodziła akurat dzwonił dzwonek na przerwę i trzy setki "napełnionych wiedzą" ciał wylewały się na korytarze. Pierwszoklasiści jak zwykle zebrali się pod sklepikiem szkolnym, by kupić drugie śniadanie, ich starsi koledzy odrabiali jakieś zadania siedząc pod ścianą, a jej rówieśnicy rozeszli się grupkami po szkole. Kilka dziewczyn z równoległej klasy minęło ją chichocząc, kiedy szła pod salę gimnastyczną, gdzie zawsze przesiadywała z przyjaciółkami w czasie przerw. Stały tam dwie kanapy, które trzeba było zająć nie później niż minutę po dzwonku, bo później nie było już szans nawet na przycupnięcie na oparciu. Znalazła Maję i Tamarę rozmawiające z przystojnym nauczycielem przyrody, który miał właśnie zmianę na tym korytarzu. Kiedy w końcu przestały z nim flirtować, udało jej się odciągnąć je w kąt i opowiedzieć o tym, co wydarzyło się rano. Zatrzymała się na dłużej przy opisie wyglądu tajemniczego mężczyzny. - Kurna, Caro, anioł spadł ci z nieba na samochód, anioł! - wykrzyknęła Tamara. Caro nie wiedziała jeszcze, że jej przyjaciółka trafiła tym stwierdzeniem w "kurna dziesiątkę". *** Caro po wyjątkowo "luźnym" piątku wróciła do domu autobusem. Zgnieciona Impala nadal smętnie stała na podjeździe. Musiała coś z nią zrobić, bo jutro przyjechać miała do niej matka z ojczymem, a to przecież prezent od niego. Tak samo jak dość duży, parterowy dom i niezła sumka na koncie. Jej biologiczni rodzice rozwiedli się, kiedy była małą dziewczynką. Matka długo wychowywała ją sama, aż w końcu, gdy Caro miała dwanaście lat, poznała "mężczyznę swoich marzeń", czyli innymi słowy bogacza. Był on właścicielem firmy zajmującej się wprowadzaniem najnowszych technologii na rynek. Nie bardzo odpowiadało mu to, że urodziwa rozwódka, w której się zakochał, miała nieletnią córkę. Dlatego też najpierw wysłał ją do szkoły z internatem, a kiedy ją ukończyła i miała iść do szkoły średniej, zafundował jej dom na przedmieściach, samochód i luksusowy sprzęt, byleby mieć ją jak najdalej od siebie. Caro nie miała nic przeciwko. Z matką kłóciła się tak często, jak się z nią widywała, a ojczym starał się być miły i co rusz obdarowywał ją nowymi sprzętami, których jego firma jeszcze nie wprowadziła na rynek. Ci, którzy nie znali sytuacji rodzinnej Caro, widzieli tylko, że ma najnowszy telefon, najdroższe ciuchy i wypasiony samochód. Jej przyjaciółki dawno przyzwyczaiły się do tego stanu rzeczy, a Caro nie była typem osoby, która chwaliła się tym co posiada, często nawet zdarzyło się, że gadżet, którego nie potrzebowała lądował u jednej z nich. Postanowiła, że samochód odda jak najszybciej do mechanika, wiec zostawiła plecak w salonie i udała się do kuchni, by zadzwonić po lawetę. Jej kuchnia była dość duża. Caro już jako mała dziewczynka nauczyła się gotować i sprawiało jej to przyjemność, dlatego, mimo że mieszkała sama, lubiła gotować wyszukane potrawy, bądź eksperymentować i wymyślać swoje własne przepisy. Dbała też o to, by dom był dobrze utrzymany, czysty i by wszystko w nim działało jak należy. To co zobaczyła, gdy już do kuchni dotarła, bardzo ją zaskoczyło. Na stole kuchennym siedział "anioł". Podczas dnia spędzonego na dyskusjach kim był tajemniczy mężczyzna z jej samochodu, właśnie taki dziewczyny nadały mu przydomek. Był zgarbiony i wpatrywał się w drzwi, przez które właśnie przeszła. Z tej perspektywy widziała dokładnie jego muskularne ramiona i zarys klatki piersiowej pod materiałem. - Co pan tu robi?! Jak pan tu wszedł?! Niezapowiedziany gość wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę prawie nie mrugając. Na pierwszy rzut oka nie widać po nim było obrażeń, które prawdę mówiąc już dawno powinny spowodować jego śmierć. Z trudem zszedł ze stołu i spojrzał wielkimi zielonymi oczyma prosto na Caro. - Wyjaśnij mi, co się stało i jak się tu znalazłem? - powiedział wolno i spokojnie. Jego głos był tak głęboki i męski, że przez chwile Caro nie mogła oderwać oczu od ust, z których się wydobywał, włosy na jej rękach stanęły dęba, a po karku przebiegł łagodny dreszczyk podniecenia. Było trochę tak, jakby w końcu dopasowała wygląd lektora filmowego do jego twarzy i to połączenie bardzo jej się podobało. - Emm, yyy... No tak, skąd ty... A skąd ja mam to kurna wiedzieć?! - opamiętała się w końcu i odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Musisz wiedzieć, ty mnie tu przywołałaś, ty sprawiłaś, że przeżyłem. - spojrzenie jego zielonych oczu niesamowicie ją rozpraszała i musiała odwrócić wzrok, by znów móc zebrać myśli. - Ja?! O co ci facet chodzi? Wstaję rano, idę do samochodu, patrzę, a na nim leży wielki facet i ledwo dycha. Wiem o całej tej sytuacji tylko tyle, że zgniotłeś moją Impalę i mam zamiar wyciągnąć od ciebie za to odszkodowanie! - To wszystko jest jakieś... - powiedział wstając, ale po chwili zachwiał się i stracił przytomność omal nie uderzając głową o kant stołu. Caro po raz kolejny tego dnia zmuszona była wezwać pogotowie.
ROZDZIAŁ 2 Anioł stróż
W końcu go zabrali. Caro miała nadzieję, że już więcej go nie zobaczy. Chociaż może... Kilka godzin po tym, jak karetka odjechała sprzed jej domu dziewczyna zaczęła dogłębniej analizować wygląd Anioła. W dalszym ciągu nie znała jego imienia. A szkoda, pomyślała, mogłabym odwiedzić go w szpitalu. Na samą myśl uśmiechnęła się do siebie. Anioł był tak bardzo przystojny... Te wielkie zielone oczy... Dawno nie widziała tak soczystej zieleni. Nie można było jej porównać z trawą, która w Kalifornii, ze względu na temperaturę, jest chyba bardziej żółta niż zielona. Przypominały szafiry, ale w nich zawarta była jakaś historia. Klejnoty są puste, po prostu zielone, a w oczach Anioła zieleń, choć bardzo wyrazista, była tylko dodatkiem i choć Caro myślała o tym cały piątkowy wieczór i pół soboty, nie mogła dojść do tego, do czego była ona dodatkiem. Poza oczami Anioł miał też idealny nos. Dość duży, bo przecież prawdziwy mężczyzna nie może mieć noska jak dziewczynka, prosty i leciuteńko zadarty. Włosy Anioła były dłuższe od tych przyjmowanych za "normalne" dla chłopaka, ale nie Bieberowsko długie, wyprostowane i zaczesane na słodziutką grzyweczkę, blee. Włosy Anioła były po prostu dłuższe, falowane na końcach i dodające mu męskości. Jego usta były pełne, duże i soczyste, a ciało, które widziała przez białą koszulę, umięśnione i wymodelowane. Dopiero teraz, kiedy myślała o tym bardzo intensywnie Caro zdała sobie sprawę jak był ubrany i całkowicie ją to zszokowało, bo to, co na pierwszy rzut oka wzięła za białą koszulą, tak naprawdę było togą, białą, rzymską togą. Taką o jakiej uczyła się na lekcji historii. Zdała sobie również sprawę, że pod togą próżno było się doszukiwać spodni. W tym momencie jej myśli pogalopowały w ciemną uliczkę i sprowadziły ją do pytania "Czy Anioł miał, kurna, bieliznę?!". Ale nie było sensu szukać odpowiedzi na to pytanie w pamięci, bo nie zauważyła nic podobnego ani rano, ani w czasie incydentu w kuchni. Caro, której głowę zaprzątały te oto myśli, leżała w salonie na swojej puszystej kanapie. Włączony i lekko przyciszony telewizor pełnił funkcję tła dźwiękowego jej przemyśleń. Nagle w głębokiej zadumy wyrwał ją dzwonek do drzwi. - O kurna, o kurna, o kurna! Całkiem zapomniałam, że matka przyjeżdża... - powiedziała sama do siebie Caro zrywając się na równe nogi. Nieprzygotowany obiad i nieposprzątane mieszkanie nie były teraz największymi zmartwieniami Caro. Zgnieciona Impala nadal stała na podjeździe, bo w zaistniałej sytuacji kompletnie zapomniała zadzwonić po lawetę. Dzwonek do drzwi co chwile dawał o sobie znać, co oznaczało tylko to, że ojczym nie był zbyt zadowolony ze stanu, w którym zastał prezent od siebie. Caro wzięła kilka głębokich wdechów. Zapowiadała się awantura. Zdarzały się one przy każdej wizycie, ale nigdy nie zaczynały się jeszcze przed frontowymi drzwiami. Kiedy w końcu zebrała się w sobie, otworzyła. - Co to ma znaczyć?! Dachowałaś! Przyznaj się! Jak mogłaś jeździć tak nieuważnie?! - mimo wszystko było lepiej niż się spodziewała, krzyczał ojczym, nie matka. - To nie ja! Ja mogę wyjaśnić. Wczoraj rano znalazłam na nim jakiegoś półnagiego faceta, to on! - kurna, użyłam w jednym zdaniu słów półnagi i facet... Teraz się zacznie...Od razu zrozumiała jak wielki błąd popełniła. I miała rację. Matka wzięła sprawy w swoje ręce. - Zrobiłaś imprezę, na której byli półnadzy faceci?! Jeszcze na dodatek jeden z nich schlał się na tyle żeby zdemolować ci samochód?! Co ty sobie myślałaś?! Dostałaś ten dom w prezencie, jesteś niepełnoletnia i śmiesz robić takie rzeczy?! Musimy się poważnie zastanowić, czy nadal będziesz mieszkać tu sama! Caro przestraszyła się nie na żarty. - To nie była impreza! Ja go po prostu znalazłam! Nawet go nie znam! Poza tym kończę osiemnaście lat w listopadzie! To za pół roku! I tak w kółko. Matka i ojczym wyszli od niej około dwudziestej pierwszej z głębokim postanowieniem, by odwiedzać ją częściej i niezapowiedzianie. Caro wiedziała, że nie wzięli jej ze sobą, bo ojczym nigdy by się na to nie zgodził, a matka dobrze o tym wiedziała i zagroziła jej tym tylko po to, by ją nastraszyć. Caro zrobiła sobie kilka kanapek i wróciła przed telewizor. Akurat leciało "Miasto Aniołów" z Nicolasem Cage'em i Meg Ryan, więc przypomniał jej się automatycznie jej Anioł i stwierdziła, że nie miałaby nic przeciwko, by znowu ją odwiedził. Wykrakała... Znalazł się w jej kuchni nie przypadkowo. Wiedział, że coś go z nią łączy i musiał się dowiedzieć co to było. Poza tym przypominał sobie coraz więcej faktów z bitwy. Był jednym ze skazańców idących z tyłu. Wszyscy inni widocznie się pozabijali, a on próbując ratować jednego ze swoich poleciał razem z nim na ziemię, kiedy ten zmarł i zmienił się w piorun. Teraz w końcu mógł przyjrzeć się jej dokładnie. Była niska, miała lekko falowane brązowe włosy, ładną proporcjonalną twarz i piwne oczy, a jej usta, kiedy była zaskoczona, rozchylały się lekko, co wywoływało u niego szybsze bicie serca. Kiedy go zauważyła, próbował dowiedzieć się od niej co tu robi, ale ból w klatce piersiowej był zbyt duży i stracił przytomność. Ocknął się w tym dużym białym budynku, do którego trafił już rano i tym razem wiedział już dokładnie jak szybko i niezauważenie się z niego wydostać. Najpierw udał się oczywiście do kościoła, bo gdzie indziej anioł ma szukać odpowiedzi na swoje pytania, jednak mężczyzna, który, zdaje się, pełnił tam funkcję Boga, nie był w stanie odpowiedzieć mu na żadne z jego pytań. Zawiedziony musiał na własną rękę znaleźć odpowiedzi. Za pomocą znanych każdemu aniołowi znaków przywołał anielską wyrocznię, która powiedziała mu, że utracił skrzydła, a kobieta, którą widział rano jest z nim ściśle powiązana i tylko ona może pomóc mu stać się znów aniołem, na razie jest wyrzutkiem i nie może już więcej używać żadnej z anielskich mocy, po czym zniknęła. Czas na ziemi płynął inaczej niż w niebie, więc kiedy skończył rozmawiać z wyrocznią, była już noc. Postanowił, że musi wrócić do domu swojej jedynej nadziei. Caro zasnęła chwilę przed napisami końcowymi. Wcześniej ustawiła auto wyłączanie, więc, kiedy to się stało, w domu było cicho i ciemno. Żadne z drzwi nie skrzypnęły, lecz słuchać było ciche kroki bosych stóp na panelach salonu. Intruz skierował się intuicyjnie do kanapy i pochylił nad leżącą na niej postacią. Najpierw zrównał się z twarzą Caro kucając przed nią, a potem powoli i delikatnie złapał ją za ramię po czym bez większych ceregieli zaczął je szarpać. Caro wybudzona z pięknego snu z początku nie wiedziała co się dzieje, jednak, kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności wrzasnęła wystraszona tak głośno, że gdyby mieszkała w bloku, w minutę wszyscy mieszkańcy znaleźliby się pod jej drzwiami. - Co ty tu, kurna, znowu robisz?! - ryknęła wściekła na kucającego przed nią Anioła. - Która jest godzina?! Jakim cudem znowu wydostałeś się ze szpitala? Jakim, kurna, cudem udało ci się wejść tutaj bez włączania alarmu?! - Spokojnie. W szpitalu byłem tylko chwilę, potem uciekłem, ale musiałem poszukać odpowiedzi. Niewiele udało mi się znaleźć, z resztą musisz pomóc mi ty. - Czego ty ode mnie chcesz człowieku?! Demolujesz mi samochód, włamujesz się już drugi raz do mojego domu! Co ja ci takiego zrobiłam, że mnie prześladujesz?! Szczerze mówiąc Caro nie była aż tak zdenerwowana, bo obecność Anioła dziwnie ją uspakajała, ale mimo wszystko musiała się dowiedzieć o co chodzi z tą całą akcją "Anioł nawiedza Caro". To nie jest ważne. Chcę tylko prosić cię o pomoc, możesz to dla mnie zrobić? Jaką pomoc? Na początek nocleg. Całą resztę spróbuję wyjaśnić ci jutro rano. Ech... skoro nie masz gdzie spać... Ale śpisz tu, ja idę do siebie. Dobranoc. - Wiele ryzykowała pozwalając mu zostać, ale „raz się żyje”, nie? Do domu Caro Anioł dotarł ostatkiem sił i kiedy w końcu położył się na kanapie usnął kamiennym snem. Dziewczyna zaniepokojona obudziła go dopiero o 13, ale i wtedy Anioł nie był w stanie wykrzesać z siebie tyle energii, by chociaż usiąść. Swoje nadludzkie umiejętności stracił podczas rozmowy z wyrocznią i teraz mógł tylko leżeć i, jeśli bardzo się postarał, mówić. Dziewczyna chcąc nie chcąc musiała się nim zaopiekować. Przynosiła mu wody, zmieniała okłady z czoła, które było bardzo rozpalone, a kiedy chciała mu zmierzyć temperaturę, termometr wskazał 39 stopni. Przy każdym dotyku Anioł wykrzywiał się z bólu, było pewne, że złamał co najmniej 3 żebra, ma wybity bark i cudem uniknął złamania kręgosłupa. Nie chciał nic jeść, co też ją zaniepokoiło. - Co z tobą facet? - nadal nie znała jego imienia, ale nie myślała o tym - musisz jeść żeby wyzdrowieć i wytłumaczyć mi co tu się kurna dzieje... Mówiła to bardziej pieszczotliwym niż zdenerwowanym tonem. Od czasu do czasu, kiedy ich oczy się spotykały, czuła, że między nimi potężnie iskrzy. - Słuchaj - powiedziała pod wieczór wkładając książki do plecaka - jutro rano wyjdę na kilka godzin. Muszę iść do szkoły. Wodę postawię ci zaraz obok, wiem, że może cię to sporo kosztować, ale musisz poradzić sobie przez ten czas sam. Anioł przymknął powieki i delikatnie kiwnął głową na znak, ze rozumie. - Chcesz coś pooglądać? - nie czekając na odpowiedź włączyła telewizor. Akurat leciał jej serial - zobacz, to jest Jess, chodzi z Markiem, ale on ją zdradza... - wyjaśniła mu całą fabułę serialu co jakiś czas zerkając czy słucha. Z zaciekawionego wyrazu twarzy i wpatrzonego w nią spojrzenia wywnioskowała, że tak. Po chwili jednak, kiedy się odwróciła, zobaczyła, że Anioł zasnął. Wyłączyła telewizor i poszła do sypialni. Rano, kiedy wychodziła, zerknęła na umięśnione ciało przykryte lekkim kocem. Postanowił nie mówić nic przyjaciółkom. Wiedziała, że chciałyby przyjść do niej i go zobaczyć, a coś sprawiało, że czuła się odpowiedzialna i w jakiś sposób wyróżniona tym, że przyszedł właśnie do niej i nie chciała się nim z nikim dzielić. Sprawdziła jeszcze tylko czy dzbanek z wodą stoi dostatecznie blisko i na wszelki wypadek, gdyby obudził się wcześnie, położyła obok dzbanka pilot do telewizora. Otuliła go szczelniej kocem i wyszła zakluczając za sobą drzwi. Do szkoły musiała jechać autobusem. Lekcje dłużyły się niesamowicie. Bardziej niż zwykle, bo ciągle zastanawiała się, co dzieje się u niej w domu. Przyjaciółki zauważyły, że coś jest nie tak. - Co jest Caro? Wszystko ok? Jesteś dziś taka nieobecna. - zapytała Maja podczas którejś z przerw. - Tak, tak. Jestem trochę przybita, bo w sobotę była u mnie matka z ojczymem i zobaczyli zgniecioną Impalę. Matka zagroziła, że jeszcze jeden taki wybryk i zamieszkam z nimi. - powiedziała prawdę, choć nie to zaprzątało teraz jej głowę. - Co się martwisz. Ojczym w życiu się na to nie zgodzi, Spokojnie mała, jedyne co mogą zrobić to zmniejszyć ci kieszonkowe, a i tak bieda i głód ci nie grożą. - Tamara puściła do niej oczko. Dobrze znała ją i jej sytuację, więc żeby się nie wkopać Caro zmieniła temat. - Widziałyście jak ubrała się dziś Marta? Czy ona nie ma za grosz wyczucia stylu? Anioł czuł się wyczerpany nawet po kilkunastu godzinach snu. Opieka "tej dziewczyny", jak ją w myślach nazywał, była tak czuła, że zaczynał powoli przywiązywać się do opiekuńczego spojrzenia jej oczu i dłoni na czole, sprawdzającej gorączkę. W końcu, kiedy wieczorem zapowiedziała swoją nieobecność serce trochę zakuło go z żalu, ale trudno, będzie musiał sobie radzić sam. Potem dziewczyna włączyła grające pudełko i zaczęła mu coś tłumaczyć, więc udawał zaciekawionego, tylko po to, by mieć jakieś wytłumaczenie tego, że nie może oderwać od niej wzroku, jednak po kilku minutach zmęczenie wygrało. Obudził się, kiedy słońce było już wysoko, ale dziewczyny nadal nie było w domu. Chwilę leżał bez ruchu, by nie napinać obolałych mięśni, lecz nie wytrzymał długo. Chciało mu się pić i nie bardzo wiedział, jak może sobie ulżyć bez przysparzania sobie większych cierpień. W końcu, kiedy pragnienie było naprawdę silne, wyciągnął powoli rękę i chwycił za dzbanek. Już samo to spowodowało grymas bólu na jego twarzy. Teraz musiał jeszcze przecież dzbanek podnieść do ust. Czuł, że nie jest w stanie tego dokonać, przynajmniej na razie, więc spróbował użyć swojej dawnej mocy. Przymknął oczy wpatrzone w naczynie i intensywnie myślał o tym, że chce, żeby się ono uniosło. Na początku nie działo się nic. Po wielu nieudanych próbach, dzbanek drgnął. Całkowicie udało mu się go podnieść dopiero po jakichś trzech godzinach, akurat wtedy, kiedy jego pragnienie sięgało zenitu, a do zamka w drzwiach frontowych ktoś włożył klucz. Pięknie, teraz dziewczyna dowie się, że ma nadprzyrodzone zdolności... Wytężył wszystkie swoje siły i uniósł szybko rękę, łapiąc dzbanek. Zdążył w ostatniej chwili, bo Caro napierała właśnie na drzwi, które nie miały wcale ochoty się jej sprzeciwiać i otworzyły się z rozmachem. Dzbanek, którego Anioł nie utrzymywał już w powietrzy swoją mocą wywołał dość silny ból w jego klatce piersiowej. Musiało to odbić się na jego twarzy, bo Caro od razu to zauważyła. - Biedaku, nie miałeś sił podnieść nawet dzbanka? Jutro zostawię ci wodę w kilku szklankach, będzie łatwiej. No i jutro wracam szybciej. Pan od wf'u zachorował i nie mam ostatniej lekcji. - kiedy tylko weszła do domu, zrobiło się cieplej i weselej. Jej nieustanne mówienie o niczym wprawiało go w dobry humor. - Nawet telewizora sobie nie włączyłeś? - Nie... wiedziałem... jak... - powiedział z trudem, ale mniejszym niż poprzedniego dnia. - Oooo patrzcie, nasza niemowa odzyskuje głos - powiedział Caro radośnie i puściła do niego oko. - Pewnie miałeś u siebie innego pilota... Skąd ty…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil diammy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…