Wróć do katalogu

Anioł - rozdział 5

kolejny rozdział

diammy, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 5 MIASTO ANIOŁÓW.

Anioł obudził się w środku nocy. Nie z własnej woli. Obudziły go dziwne dźwięki z sąsiedniego pokoju. Wstał i rozejrzał się. Nadal był w pracowni Caro. Siedział na dużym staromodnym fotelu, a przed nim stało biurko z ciemnego drewna całe zasłane rysunkami dziewczyny. Było ciemno, ale jego wyrok dostrzegał bordowy kolor ścian. Okno zasłonięte było ciężkimi kotarami o trochę jaśniejszym odcieniu. Wstał powoli i wyszedł sprawdzić co dzieje się obok. Zapukał cicho, ale nikt mu nie odpowiedział. Przystawił ucho do drzwi i usłyszał kogoś kto chodzi po pokoju w pośpiechu. Najciszej jak potrafił uchylił drzwi i wtedy ją zobaczył. Caro stała przed swoim łóżkiem z ołówkiem w zębach i przyglądała się kartce, na której rozpoczęty był jakiś rysunek. Stała tyłem do drzwi, więc nie widział jej twarzy. Dziewczyna pozostawała w tej pozycji przez kilka minut, a potem usiadła na brzegu łóżka, położyła kartkę na stoliku nocnym, wyjęła ołówek z ust i zaczęła coś zaciekle szkicować. Siadając na łóżku odwróciła się do niego bokiem, więc mógł widzieć zarys jej twarzy. Z początku nie zauważył nic dziwnego, ale kiedy spojrzał a jej oczy, zobaczył, że są one perłowo białe. Przestraszył się nie na żary i już chciał wejść do pokoju i wybudzić ją z tego dziwnego stanu, ale akurat w chwili, gdy pchnął mocniej drzwi, dziewczyna opadła na łóżko. Wypuściła z ręki ołówek, który potoczył się po stoliku i spadł na ziemię. Tu dzieje się coś niedobrego, pomyślał Anioł, ona nie szkicuje sama z siebie. Ma wizje związane ze mną. To pewnie ma coś wspólnego z przepowiednią wyroczni... Podszedł do Caro i przyjrzał jej się uważnie. Oddychała spokojnie, jej źrenice nie poruszały się pod powiekami. Odsłonił kołdrę i przeniósł ją bliżej środka łóżka, by nie spadła, a potem przykrył dokładnie i wyszedł z pokoju. Cały czas do głowy przychodziły mu różne pytania, ale na razie nie był w stanie sobie na nie odpowiedzieć. *** Nadesar spędził kilka dni po wyjściu ze szpitala tułając się po mieście. Nie miał ludzkich pieniędzy, nie znał kultury ani obyczajów mieszkańców Ziemi. W końcu znudził się chodzeniem ciągle w te same miejsca i postanowił się gdzieś „osiedlić”. Pewnego wieczora spotkał starszego mężczyznę, który dosiadł się do niego w parku. Opowiedział mu on o tym, że kilka lat temu zmarła jego żona, dzieci już wyfrunęły z rodzinnego gniazda, a on mieszka sam na ulicy Statkowej 34. Nadesar nie zrobił mu krzywdy tylko dlatego, że był bardzo wyczerpany, po tym, jak użył dużo mocy w szpitalu. Teraz dziękował za to losowi. Jego siły wróciły i postanowił pogrzebać trochę w umyśle lokatora Statkowej 34, tak by ten pozwolił mu u siebie mieszkać, na czas kiedy nie skontaktują się z nim jego przełożeni, bo przecież muszą się odezwać, pomyślał pukając do drzwi. Otworzył mu ten sam miły staruszek z parku. Z początku go nie poznał, ale kiedy Nadesar opowiedział jak się poznali, mężczyzna uśmiechnął się przyjaźniej i zaprosił go na herbatę. - Co cię do mnie młodzieńcze sprowadza? - Zapytał, stawiając czajnik na kuchence gazowej. - Pomyślałem o tym, co pan mi mówił w parku, o tym, że mieszka pan zupełnie sam i doszedłem do wniosku, że może potrzebuje pan pomocy. - Och to miło z twojej strony, ale nie chcę nikogo wykorzystywać... - odparł trochę zmieszany starusze. - To żaden problem – odparł Nadesar – w sumie to nie bardzo mam gdzie się podziać i byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym mógł się tu zatrzymać. Oczywiście nie za darmo. Mogę robić zakupu, jakieś naprawy... Nie mam dużo pieniędzy, nie stać mnie na wynajem... - zobaczył na twarzy gospodarza autentyczne współczucie. Obyło się bez używania mocy, tym lepiej dla mnie, pomyślał. - Skoro jest tak, jak mówisz, to grzechem byłoby nie pomóc. I dobrze myślałeś, faktycznie przyda mi się pomoc w domowych obowiązkach. Jestem już stary, nie z wszystkim sobie radzę. - Czajnik zaczął gwizdać. - O, nasza herbata już gotowa, napijemy się i pokażę ci gdzie możesz spać. Masz jakieś rzeczy osobiste, bo nie widzę, żebyś miał ze sobą torbę. - Nie, nie mam. Wyjechałem w pośpiechu, nie miałem czasu niczego zabrać. - skłamał. - Ale nie jesteś żadnym zbrodniarzem uciekającym przed policją? - Nie, oczywiście, że nie. Sprawy rodzinne się trochę pokomplikowały i wie pan jak to jest... - Oj wiem, nawet nie wiesz jak dobrze. Kiedy wypili już herbatę, pan Henryk, bo tak się nazywał staruszek, zaprowadził Nadesara na pierwsze piętro swojego domku i pokazał jego pokój i łazienkę. Pierwsze pomieszczenie było dość małe, ale mieściło się w nim jednoosobowe łóżko, biurko i szafa. Łazienka również była mała, ale schludna i czysta. Kiedy wszedł do niej po raz pierwszy, przestraszył się nie na żarty. W niebie nie było luster, a on sam nie pamiętał jak wyglądał za życia, bo nie miał jeszcze dostępu do swojej kostki wspomnień, choć dzieliło go od tego tylko jedno zwycięstwo w bitwie. To co zobaczył w lustrze nawet mu się spodobało. Był wysoki, miał brązowe oczy i włosy tego samego koloru. Grube brwi i wąskie usta nadawały mu poważny wygląd. Był też bardzo umięśniony, co widać było przez zbyt małą bluzkę, którą zabrał jakiemuś mężczyźnie w szpitalu. Nadesar przyzwyczajony był, do przepychu i elegancji, ale w tej sytuacji nie miał prawa narzekać na to w jakich warunkach przyjdzie mu mieszkać. Cały czas powtarzał sobie, że ktoś z góry musi się z im skontaktować, a do tego czasu nie może zbytnio wyróżniać się z tłumu. Pan Henryk był bardzo miły. Codziennie przygotowywał dla nich posiłki, posyłał Nadesara po zakupy, a nawet udało mu się załatwić mu pracę jako konsultant w jakiejś małej firmie. Anioł był mu wdzięczny, ale z dnia na dzień coraz bardziej denerwował się na swoich przełożonych, że nie dają mu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych