Co pochodzi z serca – trafia do serca
Jest to wiązanka opowiadania i wierszy opowiadajaca i komentująca zarazem pewną historię o jakże optymistycznym wydźwięku.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Paradoks Czy najczarniejsza noc może wydawać się dniem? Czy coś nieskończenie czarne może wydawać się białe?
Leżeć koło osoby, którą kochasz, Nic nie robić. Nic nie mówić, O niczym nie myśleć. Po prostu leżeć. Leżeć i delektować się chwilą. To uczucie jest najbardziej ludzkie, A zarazem najrzadsze wśród ludzi.
Najczarniejsza noc jest dniem! A wszystko nieskończenie czarne jest białe!
Cień z obozu dwadzieścia jeden Duży, ciemny pokój z przygaszonym tylko światłem. Zasłonięte okna, zwinięty dywan i huk. Ryk kolumn prowizorycznie podłączonych do kompa obsadzonego przez domorosłego didżeja. Przy ścianie miejsca siedzące tymczasowo importowane z sąsiednich pomieszczeń i przyrośli do nich ludzie. Czterdzieści osób, w tym pięć znajomych. Co drugi twierdzi, że ziomalem. Jeden siedział samotnie, zamyślony, rozmarzony. Siedział, czekając na zbawienie. Jeden z goryli zajmujących miejsca naprzeciwko wstał i chwiejnym krokiem przeszedł przez pokój. - Jak się nazywasz? – zapytał, próbując przekrzyczeć kolumny Siedzący spojrzał na niego obojętnie. Nie przejął się. To jeden z pajaców, którzy weszli przez nikogo niezaproszeni, niechciani, nielubiani. Nic nie mówiąc, odwrócił wzrok i dalej wpatrywał się w podłogę. - Jak się nazywasz? – powtórzył - Nie Twoja sprawa – odpowiedział spokojnie, nie zaszczycając go choćby spojrzeniem - Co? – intruder pochylił się nad rozmówcą - Nie Twoja sprawa – powoli powtórzył odpowiedź - Jak się nazywasz i skąd jesteś? – powtórzył podenerwowany - Przygłuchy jesteś? - Nie, tylko nie podoba mi się Twoja gęba i jak dalej będziesz podskakiwał, to w końcu oberwiesz! - Odwal się – odparł lekceważąco - Mówiłem już, że jak będziesz fikał, to dostaniesz! – groził, łapiąc siedzącego za koszulkę - A ja powiedziałem, żebyś się odwalił – odparł wykręcając napastnikowi rękę trzymającą jego koszulkę – Ale jak masz ochotę, to zapraszam na zewnątrz. I nie jestem tu sam, ale nie zamierzam zawracać gitary kumplom tylko dlatego, że jakiś palant się czepia niewłaściwej osoby. I jeśli zostały ci jeszcze jakieś resztki honoru, to ty też wyjdziesz samotnie – skończywszy odepchnął go tak, że ten wylądował na środku pokoju. Nieznajomy wstał i wrócił na swoje miejsce wkurzony. Kumple nabijali się z niego, ale żaden nie miał ochoty wstawać. Samotnik jedynie gapił się na nich wyzywająco. Był pewien, że żaden nie ruszy się, to nie ten typ ludzi. Tymczasem do pokoju weszła dziewczyna. Miała długie blond włosy, swobodnie falujące w rytmie jej energicznych kroków. Jej smukła sylwetka wyraźnie rysowała się przy słabym oświetleniu przez obcisłą, białą bluzkę i dżinsy. Rysów twarzy nie dawało się rozróżnić w panującym półmroku, ale on nie potrzebował światła, aby zobaczyć jej twarz… Podeszła do gościa uporczywie wpatrującego się w parkiet. - Coś przegapiłam? – zapytała siadając mu na kolanach - Nic ciekawego – odparł spokojnie, rzucając okiem na znajomych z naprzeciwka. Pochyliła się i pocałowała go. Prawą ręką objął ją w pasie. Położyła głowę na jego lewym ramieniu. Zamknęła oczy. Delikatnie gładził ją po głowie. Trwali tak delektując się chwilą, czując bliskość swych ciał, powiew oddechów, ciepłotę skóry. Trwali tak w zupełnym bezruchu. Wyciągnął spod niej lewą rękę o objął ją w pasie. Nawet nie drgnęła. - Może pozwiedzamy parkiet? – zaproponował po dłuższej chwili - Czemu nie? Wstali i już po chwili zataczali się na parkiecie. Znów oparła głowę na jego ramieniu i zamknęła oczy. Była jakaś dziwna, nieswoja, nieobecna. Było koło trzeciej, więc może zmęczona, śpiąca? Wtuliła się w jego ramię i pozwoliła prowadzić. Objęła jego szyję o opierała się na nim w tańcu. On niemal podtrzymywał ją w talii. Co się dzieje? Co jej jest? Może źle się czuje? … Nagle rozluźniła uścisk na jego szyi. Wysunęła mu się z rąk. Upadła na twardy parkiet. Głowa uderzyła o podłogę, odbiła się od niej i wzniosła na dwa może trzy centymetry. Opadła ponownie i przekręciła się powoli na prawą stronę, nieznacznie drgając jeszcze przez chwilę. Jej cudowne, długie blond włosy chaotycznie pokrywały jej twarz. Tors nienaturalnie wykrzywiony. Lewa ręka leżała na podłodze wyciągnięta w jego stronę z otwartą dłonią. Stał nieruchomo z opuszczonymi rękami. Wpatrywał się w leżącą dziewczynę. Dlaczego upadła? Co się stało? W jego głowie zrodziła się straszna myśl… Podszedł do niej. Schylił się i położył dwa palce na krtani, jednocześnie nasłuchując oddechu. Zamknął oczy i odetchnął z ulgą. Sięgnął ręką do kieszeni w jej spodniach. Wyjął i włożył do drugiej. Wyciągnął po niemiłosiernie dłużącej się chwili. Nie musiał otwierać dłoni, aby mieć pewność… Trzymał małą, przezroczystą, wodoszczelną torebkę z białym proszkiem. Niewiele myśląc schował skarb do kieszeni tak, aby nikt tego nie zauważył. Rozbłysło jaskrawe światło, które na chwilę wszystkich niemal zupełnie oślepiło. Karetka była już w drodze. Uczestnicy skupili się wokół niej. On nie zwracał na nich uwagi. Siedział w kucki i gapił się w jej twarz pokrytą siatką pojedynczych włosów. Powoli odgarnął je. Z uwagą obserwował jej klatkę piersiową. Góra – dół, góra – dół, góra – dół… Serce waliło mu jak młotem. Świszczący oddech niemal zagłuszał jego myśli. I tak nie byłby w stanie skupić się na czymkolwiek innym, niż jej chaotyczny oddech – nie miarowy, lecz przyśpieszony, z nieregularnymi wdechami, płytki. Było raczej chłodno, lecz jemu na czoło wystąpiły krople zimnego potu. Góra – dół, góra – dół, góra – dół… - analizował wnikliwie. Muzyka ucichła. W pokoju panowała niemal zupełna cisza, zakłócana jedynie dzwonieniem deszczu o metalowe rynny. Jasne światło pochodzące z dwóch symetrycznie rozmieszczonych lamp u powały oświetlało całe pomieszczenie. Butelki gdzieś zniknęły, osoby w stanie niepublicznym zostały wyprowadzone do innego pokoju. Tylko na środku leżała nieprzytomna dziewczyna, a obok niej klęczał zdezorientowany chłopak. Leżała nieruchomo, z włosami rozsypanymi po parkiecie wokół jej głowy, z nienaturalnie ułożonym ciałem, ręką wyciągniętą w jego stronę, otwartą dłonią i głową przypadkiem unikającą jego wzroku. Oto dramat: upadły anioł człowieczeństwa leżał na podłodze nieprzytomny, bez ruchu, bez czucia, bez skazy na przepięknym ciele. On klęczał.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lordbyrad
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…