Dziecinnik
jak mało wiemy o sobie żyjąc ze sobą tak długo pod jednym dachem... napisane bardzo dawno temu, może trochę dziecinne i "nie-poważne", ale pisałam to jednym tchem-taką miałam wenę wtedy;P mam do niego mały sentyment może jakiś komentarz?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czwartek, 25 lipca
Moje osiemnaste urodziny!
Hura, jestem już pełnoletni! Mogę wszystko! Nikt mi już nigdy nie będzie nic kazał, ani nic zabraniał! Będę mógł zrobić wszystko, na co będę miał ochotę!!! W końcu będę mógł ze sobą skończyć, wtedy kiedy będę chciał... Wszyscy mówią, że to nienormalne, że jestem głupi, bo świat jest cudowny i w ogóle, a życie ma się tylko jedno! Że trzeba wszystkiego spróbować... Ja już spróbowałem... Mogłem być ojcem, ale nie jestem... Może to i dobrze, bo kiepski byłby ze mnie tatuś... Ale kiedy dowiedziałem się, że Sylwia się powiesiła..., bardziej było mi żal dziecka, które w sobie nosiła, niż jej... Suka była i tyle! Żałuję, że ją w ogóle znałem. Na pogrzeb poszedłem, bo nie jestem jeszcze tak całkowicie pozbawiony moralności, skrupułów... Czułem też obowiązek i wdzięczność, że nikomu nie powiedziała, że ja jestem/ byłem ojcem...
Prezenty...? To, co zwykle: koszula, krawat, wieśniackie kapcie, skarpety, majty, jakieś kosmetyki Aha, od Ingi dostałem „ Abigail II –The revenge” mojego kochanego Kinga Diamonda. Ona zawsze wie, jak uszczęśliwić swojego jedynego brata. Kocham Kinga, jak nikogo innego i nie mogę bez niego żyć, jest jak guru, które wyznacza mi cel w życiu... Ale to nie dlatego chcę ze sobą skończyć... Od kumpli oczywiście dostałem 18 gum, „ tak na wszelki wypadek, ale komu, jak komu, tobie chyba ich nie brakuje...”- powiedzieli. Chcieli mi też dać 18 pasów, ale powiedziałem, że mnie to nie bawi... Dostałem też parę kartek z życzeniami i jakieś tam jeszcze duperele...
Forsa poszła na zielsko i amfę... Bałem się trochę, bo dużo tego się nazbierało i gdzie to trzymać? Ale poradziłem sobie. Kto, jak nie ja? Nikt nie wie, że jestem zaawansowany i to tak bardzo, że sam tego nie rzucę... Robię to sam, bo wśród zaawansowanych nie ma przyjaciół, jedyne , co ich łączy to... Rodzice nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć! Bo po co, myślą, że mają grzecznego synka. No bo grzeczny chyba jestem, bo w szkole dobrze i ogólnie niby taż. Niby, bo w rezultacie jest inaczej, ale po co mam komuś zawracać głowę? Raz tylko Inga zobaczyła... Biedna tak się przestraszyła, że na moment straciła przytomność. Nieźle się przestraszyłem, bo ta Jej astma... Musiałem Jej przysięgnąć, że to tylko ten jeden raz i więcej tego nie zrobię... Okłamałem Ją, bo jeszcze tego samego wieczoru leżałem prawie nieprzytomny w pokoju słuchając Kinga...
Niedziela, 10 sierpień
Wróciłem. Było fajowo. 250 tysięcy gębów, wielka scena i hałas... Super klimat, ale zero śniegu i trawy- sztywne reguły... Trzeba było przeżyć i radzić sobie w inny sposób... Zaopatrzyłam się wcześniej w relanium... No i duża pomoc była ze strony alkoholu. Gdyby nie to, to bardzo źle by było ze mną. Oj, bardzo! No i oczywiście przydały się gumy urodzinowe... Choć nie pozwalałem sobie za dużo... Była taka jedna, nawet fajna, ale nie pamiętam zbyt wiele- byłem nieźle naprany Nie mógłbym z nią rozmawiać na trzeźwo, jakaś satanistka z niej była. A ja, mimo wszystko, wierzę, że Bóg jest tylko jeden. To był jej pierwszy raz. Głupio mi się zrobiło, kiedy z niej tak ciekło, nic nie mogłem zrobić... Miała pełno sznyt na nadgarstkach i w ogóle na całym ciele. Nie pytałem, dlaczego! To pewnie ich takie obowiązkowe rytuały. Znałem kiedyś kolesia- satanista, miał nad lewym okiem wytatuowanego czarnego kruka i co tydzień świeże rany na policzkach. Już go nie widzę, może już go nie ma...? Nie rozumiem, dlaczego ludzie robią sobie takie rzeczy, jak ta mała? Głupi jestem! Przecież ja też..., i zrobię to tak do końca...
Wtorek, 19 sierpień
Inga wróciła z obozu żeglarskiego! Była tam miesiąc i strasznie się za nią stęskniłem. Całą noc przegadaliśmy. Była bardzo zadowolona. Podobno się zakochała. Opowiadała, że Maciek jest wspaniały i wszystkie dziewczyny się w nim bujały, a on wybrał właśnie Ją! Boję się o Nią, jest taka łatwowierna, a wiem jacy potrafią być chłopacy... Gadałem z Nią o tym, ale twierdziła, że on taki nie jest. Wymusiłem na Niej przysięgę, że jeżeli będzie przez niego cierpieć, to mi powie! Ja mu wtedy pokażę...
Wczoraj na ulicy zaczepiła mnie jakaś wariatka ubrana cała na czarno, nawet usta miała czarne... Powiedziała, że mnie pamięta, że było cudownie... Nie wiedziałem, o co jej chodzi, ale kiedy zobaczyłem jej nadgarstki wszystko mi się przypomniało. Mówiła, że dzięki mnie przejrzała na oczy i skończyła z satanizmem. Dziwnie na nią spojrzałem, a ona wskazała na swój brzuch. Ze zdziwienia złapałem się za głowę, nie pamiętałem, czy użyłem wtedy gumki... Powiedziała, że nie mam się czym martwić, bo sobie poradzi i poszła... Tyle ją widziałem... Nie wiedziałem, co mam robić! Bałem się. Nie chcę zepsuć sobie reputacji, w końcu pochodzę z szanowanej rodziny, a moje miasteczko nie należy do wielkich i wieści szybko się rozchodzą...
Piątek, 22 sierpień
Matka przyszła z pracy jakaś dziwna. Nic nie mówiła, pomyślałem, że coś wie. Ale skąd? Zaraz potem wróciła Inga. Od progu krzyczała, że w naszym mieście jest skandal. Kiedy zasiedliśmy do obiadu Inga wyparowała, że wczoraj rano na cmentarzu jakaś starsza kobieta znalazła na jednym z grobów zakrwawione ciało młodej dziewczyny. Ojciec zaczął się na Nią drzeć, żeby nie interesowała się takimi rzeczami i plotkami. Biedna aż dostała ataku astmy, tak się go przestraszyła. Poszedłem z Nią do pokoju, żeby Ją uspokoić .
W wieczornych wiadomościach w telewizji regionalnej był krótki reportaż o tym, co się stało na cmentarzu. Powiedzieli tylko, ze była to jakby egzekucja byłej członkini okolicznych satanistów. Gdy pokazali zdjęcie tej dziewczyny odetchnąłem z ulgą. Te niebieskie oczy... Będę je pamiętał już chyba na zawsze... Może to dziwne, ale ucieszyłem się, że to właśnie ona. Wiem, że to nienormalne... I w ten sposób po raz drugi uniknąłem ojcostwa... Nie żal mi tej dziewczyny, bo na pewno wiedziała na co się pisze zostając satanistką Może to i lepiej, że się tak stało? Ale swoją drogą, ciekawe, jakie byłoby to dziecko? Ach, świat jest popieprzony, a życie gówniane. Porobiłem się dzisiaj nieźle, do tego wziąłem jakieś tablety matki, więc nie wiem, czy się jutro obudzę... wolałbym nie... Najbardziej żal mi Ingi. Co Ona biedna zrobi beze mnie z tym wariatem? On Jej na nic nie pozwala, a matka jest mu całkowicie podporządkowana. Wkurza mnie to, ale co mogę zrobić? Ja się stawiam, ale Inga się boi... Współczuję Jej, może zrobię to razem z Nią? Nie wiem, czy tak wolno, Ona chyba chciałaby żyć. Chciałaby też, żebym i ja żył, ale ja nie potrafię... powiedziała mi kiedyś, ze jak coś by mi się stało, to ona się zabije. To byłoby najbardziej odpowiednie rozwiązanie . Kiedy nas nie będzie matka na pewno rozwiedzie się z ojcem. Ona jest z nim tylko ze względu na nas. Na Ingusię i mnie...
Sobota, 23 sierpień
Matka przyszła do mojego pokoju. Usiadła naprzeciwko mnie i patrzyła się dłuższą chwilę mi prosto w oczy. Jejku, jak ja głupio się poczułem, kiedy tak patrzyła... Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Patrzyłem w bok. Zapytała, dlaczego unikam jej wzroku? Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć i popatrzyłem jej prosto w oczy. Rozpłakała się. Chciałem wyjść z pokoju. Zatrzymała mnie i podwinęła rękawy. Wystraszyłem się, bo dopiero się wkułem ( niedawno zacząłem praktykować też dożylnie...). Modliłem się, żeby tego nie zauważyła. Zauważyła. Wstała i powiedziała, że powie ojcu. Zacząłem na nią krzyczeć, że jak to zrobi, to on mnie chyba zabije albo wyrzuci z domu, a wtedy Inga się zabije. Matka rozpłakała się na dobre. Dobrze że Ingi nie było w domu. Nie mogłem patrzeć, jak ona płacze i pyta co chwilę, dlaczego to robię i czy to jej wina. Obiecałem jej, że zacznę się leczyć, że przestanę, że już nigdy tego nie zrobię. Uwierzyła-niestety- i powiedziała, że załatwiła mi miejsce w zakładzie. Nie chciałem iść do zakładu, chciałem się leczyć w domu. Zgodziła się! I to była chyba najgorsza decyzja w jej życiu, zaraz po tym, jak zdecydowała się wyjść za mąż za mojego ojca. Zaraz po jej wyjściu zrobiłem to jeszcze raz i nie wychodziłem z pokoju, nawet jak wołała mnie na obiad. Biedna Inga nie wiedziała, co się dzieje, a ojciec wrzeszczał, że jestem rozkapryszonym i rozpieszczonym bachorem.
Poniedziałek, 25 sierpień
Zaczęło się. Ojciec wyjechał na jakąś głupią delegację. Inga pojechała na wieś, na tydzień do babci. Dziwiła się, że ja nie jadę. Wytłumaczyłem jej, że muszę popracować. Matka, korzystając z nieobecności ojca, wzięła urlop i zaczęła odtruwanie, siedzi przy mnie dzień i noc. Łaziła do jakieś poradni, wydzwaniała do Monaru, aby się dowiedzieć co mi podawać i jak długo ma to trwać. I teraz łykam co 4 godziny jakieś świństwo. Na początku było okropnie: cały byłem zielony, zwijałem się z bólu, czułem się, jakby stado olbrzymich mrówek co chwila przebiegało mi po całym ciele, bolało mnie wszystko, a do tego cały czas rzygałem, nawet jak już nie miałem czym... teraz jest już trochę lepiej, ale cały się pocę i mam dreszcze... Nawet mi się zaczyna to podobać- leżę sobie w ciepłym łóżku, patrzę w sufit, słucham Kinga i myślę... Wyobraziłem sobie siebie i swoje niedoszłe dzieci, jak się nimi opiekuję i jesteśmy szczęśliwi. Ale i tak sądzę, że dobrze się stało, że te dwie dziewuchy już nie żyją. Nienawidziłem ich, jak sobie je teraz przypomnę, to zbiera mi się na wymioty... Kurde, łapie się na tym, że już sam nie wiem, co myślę, czy to ja naprawdę tak myślę, czy ktoś mi tak karze, czy to przez to świństwo, które jeszcze ze mnie wychodzi, czy to dlatego, że już tego w sobie nie mam..., czy ja w ogóle myślę...?
Sobota, 30 sierpień
Koniec odtrucia i tej głupiej kwarantanny Przez ten czas czułem się, jak więzieniu, pod obserwacją czujnego klawisza i kamer. Jak w domu wielkiego Brata. Matka nie spuszczała ze mnie wzroku ani na sekundę... Przyniosła sobie do mojego pokoju łóżko polowe i drzemała obok...
Jestem czysty, a przynajmniej tak się czuję. Chyba przestanę się już wkuwać..., a przynajmniej na razie. Ale z trawą i amfą nie skończyłem. Matce wydaje się, ze to już daleko za mną i ze to już na prawdę koniec, ale ona nie zdaje sobie sprawy, jak to działa... jak ja bardzo tego potrzebuję, jak kocham...wyleczyła, odtruła mi ciało, ale duszy i umysłu nigdy się jej nie uda... Teraz palę, palę majkę, i zwykłe faje... Dużo palę...czasami, czasami częściej niż czasami, sobie pociągnę..., ale w żyłę to na razie nie... I na razie dobrze mi z tym. Przynajmniej mniej forsy na to idzie.
Wczoraj przyjechał ojciec. Od razu zrobił matce awanturę, ze wzięła urlop, kazał jej to odpracować i teraz siedzi w tej
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AKNE
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…