Wróć do katalogu

Kosmiczne resoraki

Historia z życia wzięta, ale odpowiednio przemielona i przetrawiona (tylko czy lekkostrawna?). O środowisku skinheadów.

Podlas, opublikowano , 8 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Błagam go o litość. Klękam przed nim i łkając, błagam o litość. Mówię mu, żeby mnie zostawił, żeby przestał mnie bić. Stoi nade mną, nie bardzo wiedząc co robić. Dziwi go pewnie, jak bardzo człowiek potrafi się poniżyć, żeby nie dostać po mordzie. Jak potrafi się zapłakać i zasmarkać, żeby ominęło go tych kilka siniaków i zadrapań. Klęczę przed nim, mówiąc, że już dłużej tego nie zniosę. W końcu milknę. Wokół nas też jest cicho. Chyba wszystkich trochę to przeraża.

***

Siedzimy w Rewirze co wieczór. Piwo, fajki, bilard. Proste rozmowy o rzeczach codziennych, przyziemnych i przyjemnych. Tylko co jakiś czas braterski okrzyk, nawołujący do walki za Białą Dumę. Odkrzykujemy, że damy się pociąć, byle Nasz Kraj rósł w siłę. Ta cała ceremonia znaczy niewiele więcej niż "Hej chłopaki, jesteście tu dalej?". Słowa kumpla pijanego na tyle, by nie być już pewnym, że jest się wśród swoich. Że nazizm? ch*j w dupie, nie nazizm. Cała ta pseudopolityczna otoczka, to jedynie manifest - "lubię się ponapierdalać". Ot, środkowy palec skierowany w stronę zbulwersowanego wszechświata. Że łysy? Że glany? No co ja mogę powiedzieć: moda. Modne były dzwony, potem adidasy, potem pokemony. Glany są modne. A łysemu się bić wygodniej. Jest zresztą u nas Pasiol. Kudły ma do pasa (niedawno obcinał) i łazi z nimi dumnie po Rewirze. Tylko na napierdalanki robi sobie warkocz i chowa za koszulkę. Że skin to już łysol... Też mi coś! Oluś wbija czarną ósemkę. Uśmiecha się szeroko. Pieprzony farciarz. Wierzcie mi, z nim nie da się wygrać. Na pociechę stawia mi piwo za dobrą partię. Siadamy przy stoliku, obok naszych. Jest Pasiol, jest Jeremiasz, jest kilku innych. Są też dziewczyny no i jest Anastazja. Pytasz jak wygląda skinówa? Taka punkówa najzwyklejsza, tylko zamiast Pidżamy Porno słucha Honoru i zamiast chodzić do ASP, chodzi z nami. Nie jest - Narodowa Wiaro broń! - łysa. Glany ma, ale glany są w modzie i teraz nawet dwunastolatki noszą glany.

***

Umówiliśmy się w parku. Oczywiście czekam, bo jak ostatni debil przyszedłem wcześniej. Siadam na ławce i wyciągam z kieszeni odtwarzacz mp3. Wcale nie kradziony. Jasne. Jak skin to wszystko ma krojone? Od telefonu, przez mp3, aż do paska, nie mówiąc już o spodniach? Odtwarzacz jest mój. Wkładam słuchawki i zanurzam się w hipnotyzujące melodie kwartetu smyczkowego. Co jakiś czas trzeba przełączać na hardcore punkowy kawałek, żeby przechodzące dziewczyny nie pomyślały, że jestem cipka, jednak potem od razu wracam do klasyki. Altówka zdaje się tańczyć, wchodząc w alchemiczne reakcje z wiolonczelą. Skrzypce wieńczą misterną, muzyczną budowlę, wręcz popisowo utrzymując się na jej szczycie. Już ją widzę. Ona też mnie zauważyła. Zbliża się, zwiastując nieuniknione. Jak zwykle zadaję sobie pytanie dlaczego to zrobiłem. Nie czekam na odpowiedź, bo znam odpowiedź. Po prostu ją kocham. - Cześć Anastazja - mówię. Całujemy się na powitanie. Jej język świdruje moje wnętrze. Czuję się jakby badała zawartość mojego żołądka. Jest ostra. Perfidnie. Kończy pocałunek przygryzając moją dolną wargę. Za mocno, ale skarżyć się nie będę. Umówiliśmy się w parku tylko po to, żeby zaraz wybrać się do pobliskiego sklepu, kupić jakiś tani winiak, szlugi i udać się na dach jednej z wyższych z kamienic. Musiałem wyłamać kłódkę, co nie było nowością ani dla mnie, ani dla gospodarza budynku, który wymieniał je regularnie. Facet był uparty - to na pewno. Z dachu można było podziwiać wspaniałą panoramę miasta. Ironia naturalnie. Nie, nie żeby miasto brzydkie czy coś. Po prostu szare, płaskie i zwykłe. Usiedliśmy, opierając się o ścianę potężnego komina. Wino. Fajki. Cisza. Z Anastazją nie za bardzo było o czym pogadać. Pamiętam jak przy naszym pierwszym spotkaniu starałem się rozkręcić rozmowę. Już wtedy okazało się, że jest koszmarnie głupia. Durna idiotka po prostu. Pusta jak kościół w wakacyjną niedzielę. Ale miała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych