Wróć do katalogu

MSN

Bezduszność komunikatorów.

somebody_like_you, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozjarzony niebieską poświatą monitor emanował zimnym blaskiem, nurzając w nim bezprzewodową klawiaturę. Gdy się temu przyjrzał, uprzytomnił sobie że zasnął z głową opartą o blat biurka. Z salonu dochodził przeszywający boleśnie pisk; repertuar państwowej telewizji na tę noc wyczerpał się już dawno, a ostatnim jego gwoździem był obraz kontrolny. Towarzyszący mu przeraźliwy dźwięk podniósłby z trumny umarłego. Z niemałym trudem podźwignął się z fotela i poczłapał w głąb mieszkania, by wyłączyć telewizor. Cisza była wystarczającą nagrodą za uczyniony wysiłek. Po chwili namysłu podążył jeszcze do kuchni. Zapragnął kawy, gęstej jak lepik i prawie jak on czarnej. Ekspres do kawy spisał się na medal; kawa była zaparzona perfekcyjnie. Na jej powierzchni unosił się menisk kremowej pianki, dokładnie takiej jak w reklamach Illy Cafe. Aromat rozlazł się po parterze i wciskał w każdą szparę, jak śmiercionośny sarin. Grzejąc dłonie filiżanką pełną świeżego naparu wrócił do gabinetu. Nazywał tak pokój z komputerem, choć nazewnictwo było nieco na wyrost. Umeblowanie jego wnętrza było przypadkowe. Próżno było doszukiwać się w nim jakiejkolwiek konsekwencji. Składały się na nie stół i ława, oraz przeszklona witryna; wszystkie z buczyny wrażliwej na wgniecenia i zarysowania. Lata użytkowania, a zwłaszcza przeprowadzka ze starego mieszkania, pozostawiły na nich sporo niezatartych śladów. Stały nadal w tym samym szyku, w jakim pozostawili je tragarze i nie przychodziło mu do głowy, by je zastąpić czymś bardziej gustownym… Jeśli musiałby zgłębić przyczynę dla której otaczał się czymś takim, doszedłby w krótkim czasie do jej istoty; nie wyrzucał ich, jak w jego rodzinnym domu nie wyrzucało się chleba. Tak…chyba stąd właśnie wywodził swój sentyment do tych niemodnych gratów i nie przeszkadzało mu nawet to, że szuflady sekretarzyka były zbyt płytkie, a w barku litrowa butelka Glenfiddich’a mieściła się jedynie na leżąco. Monitor (no właśnie! powinien był już dawno temu wystawić go przed dom razem z tą stertą bukowych klepek!) zajmował połowę biurka, niczym archaiczny kolorowy telewizor marki Rubin. W latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia telewizory takie, arcydzieła radzieckich inżynierów, uchodziły za wyznacznik majętności i symbol społecznego statusu. Statystycznie wybuchał jedynie co piąty egzemplarz… Ekran przeszedł samoczynnie w tryb oszczędzania energii i gabinet tonął w mroku. Z ulgą zanurzył się w objęciach fotela, sięgając po wydrążoną z wiśniowego drewna fajkę. Wcisnął „enter”. Ikona MSN mrugała do niego porozumiewawczo, ukryta w pasku narzędzi. Kliknął ją nieco wbrew sobie…

-Ilekroć chciałam tu zajrzeć bałam się, że nie będzie tu już Ciebie, że nie zechcesz dłużej przystawać na mój rodzaj nieobecności . Głęboko się wzruszyłam, gdy ujrzałam, że mimo wszystko, na przekór moim wyobrażeniom jesteś przy mnie. Nie dlatego, że myślałam inaczej, sądziłam, że zbytnio krzywdzę, byś mógł nie mieć mi tego za złe. Zamiast milczeć mogłabym Ci o wszystkim powiedzieć...Nie żegnam się kochanie...

Paraliż mięśni był na szczęście chwilowy. Krew przestała płynąć, jak zatamowana przez gigantyczny zakrzep. Przeżył to kiedyś i do dzisiaj pamiętał piekący ból lewego podudzia, który unieruchomił go na cały tydzień, nie pozwalając nawet ruszyć nogą. W obawie przed zakrzepicą, przed wylotem do Nowego Jorku szprycował się potem Clexane w toalecie paryskiego lotniska. Uzbrojony w jednorazową strzykawkę szukał ustronnego miejsca, by wbić igłę we własny brzuch i czuł się jak ćpun ścigany setką zaciekawionych spojrzeń. Minęło kilkanaście sekund i dotarło do niego, że odzyskuje tętno.

-Chciałabym z Tobą powstawać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych