Wróć do katalogu

Nieznana wyspa Tom 1.

Opowiada o dwójce przyjaciół, którzy wyruszyli na wyspę wraz z rodzicami ( archeologami ). Wyspy nie ma na mapie. Spotyka ich wiele przygód

marwin94, opublikowano , 29 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1 Cześć . Mam na imię Arek. W moim pamiętniku będę wam opisywał moje przygody. A zacznę od rozmowy z tatą, który jest archeologiem. Wszedł do mojego pokoju: - Cześć Arku jak ci minął dzień ? - Dobrze- odpowiedziałem. - Muszę ci coś powiedzieć - Zamieniam się w słuch. - Arku dostałem wiadomość, że dwóch archeologów jest potrzebnych na nieznaną wyspę. - Naprawdę? - Tak, tej wyspy nie ma na mapie świata .Jest na niej las i piramida – budowle egipskie. Na zbadanie tej wyspy wybrano mnie i mojego kolegę. Wyjeżdżamy całymi rodzinami. - Super. - Jeśli się zgodzisz – to jedziesz. - Oczywiście, że się zgadzam. - Twoja mama nie chce jechać- dodał- i twój brat również. - Szkoda, jakoś sobie poradzimy. Wieczorem nie mogłem przestać myśleć o wyspie nazwanej przez tatę nieznaną. O osiemnastej udałem się do gabinetu mojego taty. Uwielbiam tam chodzić. Na środku znajduje się duże biurko z krzesłem. Na podłodze jest parkiet , a ściany pomalowane są na brązowo. Znajduje się na nich dużo map. W regałach jest pełno ciekawych książek. Podszedłem do biurka i powiedziałem: - A twój kolega też jedzie z synem. - Tak, dlaczego pytasz ? - Chciałem się sprawdzić czy będę miał z kim rozmawiać. - Jest w twoim wieku. - To fajnie. Jestem zmęczony. Pójdę spać - Na razie. W nocy także myślałem o wyspie. Byłem ciekaw jakie spotkają mnie przygody oraz jak sobie dam radę. Następnego dnia przyjechała taty koleżanka i jej córka, którzy mieli z nami jechać na wyspę .Byłem zdziwiony. Poprosiłem na chwilkę tatę i powiedziałem : - Przecież to miał być twój kolega z synem - Mój kolega jest chory . - A miał być syn - No zapomniałem że oni maja córkę - Aha , no zobaczymy co to będzie Zaprosiłem nową koleżankę do pokoju gdzie zapytałem: - Jak masz na imię? -Marysia, a ty? - Arek. Rozgość się. - Może porozmawiamy o wyjeździe. - Zgoda. A w ogóle kiedy my tam wyjeżdżamy? - Za dwa tygodnie - A to fajnie. - Jakie masz zainteresowania? - Archeologia, a ty? - Ja mam takie samo. - Co porobimy? - Popatrzymy na mapę aby ustalić gdzie mniej więcej leży wyspa, zgoda? - Zgoda. - Tata mi mówił, że leży ona na równiku na zachód od Afryki. - Musi być tutaj. - Na to wygląda. - Ciekawe czy żyją tam jacyś ludzie a w szczególności zwierzęta - Nie mam pojęcia, ale wiem jedno nie mogę się doczekać do podróży, - Ja również. Dalej dyskutowaliśmy o nieznanej wyspie aż do około godziny piętnastej.

Rozdział 2 W czasie naszych rozmów byliśmy ciekawi co robią nasi rodzice. Wreszcie Marysia powiedziała: - Może podsłuchamy co oni mówią ? - A po co ? - Na pewno mówią o wyspie. Będziemy wiedzieli o wiele więcej. Przecież to cię interesuje. - No tak, ale to bardzo niegrzecznie. - Ojej, nikt się nie dowie. - No dobrze. Wyszliśmy z mojego pokoju . Zeszliśmy schodzić po schodach. Mamy w domu nie było. Była w pracy. Podeszliśmy do drzwi . Nagle usłyszeliśmy głos Marysi mamy: - Grzesiu, znam częściową historię wyspy, chcesz posłuchać? - No jasne, zaczynaj. - Dawno temu, świat był pokazany inaczej. Na południku 0 , koło Afryki leżała wyspa. Nazywała się Zodena. Rządzili tam faraonowie .Były budowane tam piramidy, chaty, apartamenty i wiele innych budowli. Pewnego dnia ogromna fala zalała całą wyspę. Wszyscy zginęli a po wyspie nie było śladu. Po kilku set latach wyspa wynurzyła się z wody. - Coś niesamowitego. Skąd masz tę historię? - Z instytutu. - Ta wyprawa będzie niesamowita, co nie Doroto ? - Oj tak. W oczach zalśniła nam wyspa, której jeszcze nie widzieliśmy na oczy . Jest tak mroczna, ciekawa i ekscytująca. Rozmyślaliśmy o niej. Kiedy to nadejdzie dzień odlotu?. Nagle drzwi się otwierają i mój tata mówi: - Co wy tutaj robicie? - Nic, nic- odpowiedziała Marysia. - Dlaczego podsłuchiwaliście – zapytała mama Marysi. - My jesteśmy ciekawi tematu wyspy. Teraz więcej wiem- wtrąciłem - Już dobrze, zmykajcie do pokoju,- odpowiedział mój tata. W pokoju cały czas rozmyślaliśmy, w pewnym momencie aż to myślenie mi się znudziło. Gdy Marysia poszła w Internecie szukałem informacje o piramidach, faraonach. Chciałem się przygotować do badania. Bo przecież moim marzeniem jest zostać archeologiem. W pewnym momencie przyszedł do pokoju komputerowego mój tata i zapytał: - Arku, boisz się wyjazdu. Nic nie odpowiedziałem i - Kim chcesz zostać w przyszłości ? - Archeologiem. - Czy ty naprawdę wiesz na czym polega ta praca? - Dowiem się. - Ona jest niebezpieczna, a tym bardziej wyjazd na wyspę. - To dlaczego mnie bierzesz? - Bo chcę abyś gdzieś pojechał na wakacje, a w ogóle chcę ci uświadomić czym jest praca archeologa. - Ale tato, przecież sam nim jesteś. - A co chcesz ciągle opuszczać swoją rodzinę , a na przykład w Azji cię zabiją terroryści. - To mogę pracować w Europie. - Więcej jest potrzebnych archeologów w Azji i w Afryce. - Ten zawód mi się bardzo podoba, to moje hobby i mi nie zabronisz. - Oczywiście, że ci nie zabronię, ale często opłaca się posłuchać rodziców. Przecież sam wiesz, że mama jest zła, że wykonuję ten zawód. A co będzie z tobą. I proszę cię nie pyskuj. Cześć. - Cześć. Tata odszedł a ja zostałem sam z problemem

Rozdział 3 .Pewnego dnia wstałem z łóżka i podszedłem do kalendarza i pomyślałem sobie: - To już 10 lipca, dzisiaj lecimy na wyspę. Hura!!! To był dzień w którym miał być wyjazd. Zbiegłem na dół, tata był już w kuchni. W przedsionku były już nasze bagaże. W pewnym momencie odezwałem się

- Dzień dobry, dziś wielki dzień. -O tak. Kiedy mamy jechać na lotnisko ? - Za dwie godziny przylatuje po nas śmigłowiec. - Fajnie, a my wszyscy pomieścimy się w jednej maszynie? - Oczywiście, że nie. Przylecą dwa. - To jeszcze bardziej super. Tato, przepraszam cię, że przez te dwa tygodnie byłem taki zawzięty. - Właśnie, tyle czasu. Co masz na swoje usprawiedliwienie? - Sam będę sobie wybierał zawód. - A rodzice będą ci w tym pomagać. - Dlaczego? - Bo my cię wychowujemy na dobrego i myślącego człowieka. - Ja nie zmienię zdania już nigdy. - Zanim będziesz wybierał sobie zawód, to ci się jeszcze wszystko w głowie poprzekręca. - Nie rozumiem, dlaczego jesteś taki przeciwny. - Już ci to mówiłem przez całe dwa tygodnie. - Ale tato. - Uspokój się. To nie temat na tę chwilę. Powtarzam –masz jeszcze czas na wybór zawodu. - Ojej. - Jedz kanapki, i zbieramy się. Zanim dojedziemy na Lisie Kąty to minie trochę czasu. Lisie Kąty to nasze grudziądzkie lotnisko. Zjadłem śniadanie. Pożegnałem się z mamą i bratem- Markiem. Wyruszyliśmy w podróż. Jechaliśmy jakąś godzinę. Byliśmy na miejscu. Czekały już tam Marysia i jej mama . Wszyscy przywitaliśmy się . Zacząłem rozmowę z

Marysią: - - Nareszcie wyruszamy na Zodenę.

- - No tak. Masz jakiś problem ? - Tak, tata nie chce żebym nawet myślał aby zostać archeologiem. - Dlaczego ? - Bo uważa, że to niebezpieczna praca. - Ma racje. Ale trzeba się poświęcić nauce. W pewnym momencie było słychać dźwięk silników. Na niebie ujrzeliśmy dwa punkty. Były to nasze śmigłowce. Niebo było tego dnia bardzo zachmurzone. Nagle wylądowały. W pojazdach byli kierowcy, którzy będą nam pomagać w misji .Jeden z nich wyszedł i powiedział: - Dzień dobry. Zapraszam na wycieczkę. - Żeby była.- powiedziała mama Marysi. - To co wylatujemy ! – powiedział drugi pilot. - Wylatujemy – odpowiedzieliśmy zgodnie. Podróż trwała pięć godzin. Było cudownie. Myślicie, że przeżywam ? Naprawdę było cudownie. Przez dwie godziny nie zamieniłem ani słowa z Marysią. Byliśmy zapatrzeni na krajobrazy. My jako naukowcy, odkrywcy. Może będą tam dzicy ludzie ? Oby nie. Pewno jakieś z buszu. Nie, nie, nie. To jest niesamowite. Nowe przygody i ...... Nagle Marysia odezwała się : - Widać wyspę !!! - Hura ! - Witaj przygodo. -Otóż to. - Przygody, przygody. - Klapa ! - Co? - Może będą nudy. - Coś czuję, że nie. - Zodeno już nadlatujemy ! Wyspa była bardzo duża. Jak dwie Warszawy. Pełno zieleni. Widać było tylko stare budowle. Nie można je było zaklasyfikować do żadnej z grup budowli starożytnych. Plaże rozlegały się zaledwie do dwudziestu metrów w głąb wyspy. Bujna roślinność. Jestem pod wrażeniem. Już przygotowywaliśmy się do lądowania. Nie mogłem się doczekać stąpania po tej nieznanej ziemi. Pilot zaczął mówić : - Uwaga lądujemy. Proszę sprawdzić czy wszyscy mają zapięte pasy. Zrobiłem mój pierwszy krok. Czułem jakbym go zrobił na księżycu. Na Zodenie było cicho i spokojnie. Nie widać było żadnych ludzi ani niebezpiecznych zwierząt. Słychać tylko było śpiewy ptaków. Nie uwierzycie, jak tam było fajnie. Spróbuję wam to wszystko opisać . Po wylądowaniu pierwsze co zobaczyłem to drzewo będące na środku plaży . To drzewo było największe chyba ze wszystkich na Zodenie. Postanowiliśmy, że ten punkt będzie naszą główna bazą .Rozłożyliśmy koło niego sześć namiotów (każdy dla każdego). A później dorośli zajmowali się stworzeniem warunków umożliwiających przetrwanie. Marysia i ja poszliśmy na spacer. Mijaliśmy wyłącznie drzewa. W pewnym - momencie Marysia powiedziała: - I jak ci się tu podoba ? - No jest fajnie ale jakoś dziwnie ? - Też mam takie uczucie. - Jeżeli będzie nudno to co my będziemy robić ? - Uczyć się być dobrymi archeologami. - Wiesz co zmieniam zdanie, będzie tu chyba fajnie. - Skąd taka pewność. - Intuicja. - Ha ha ha. - Wiesz co nie odchodźmy za daleko w głąb wyspy. - Dlaczego? - Bo mogą tam być kanibale. - Ale śmieszne. - Nie śmieszne tylko żałosne. - Dobra to idźmy teraz w lewo. - Zgoda. Chodziliśmy tak chyba z godzinę. Nic niepokojącego nie zauważyliśmy. Na Zodenie jest chyba bezpiecznie. Nic na razie się nie wydarzyło. Nagle w pewnym momencie usłyszeliśmy dziwne dźwięki. - Co to ? – zapytałem. - Nie wiem. - Może Kanibale. - Przestań. Nagle było słuchać było głosy coraz wyraźniej. Pot nam ciekł z czoła. Co to może być ? .Może to naprawdę Kanibale. W pewnym momencie stanęliśmy jak wryci. Jeden dziki podszedł do nas i powiedział: - A kuku. - Aaaaaaaaa – zaczęliśmy zgodnie krzyczeć. Zaczęliśmy uciekać. Oni biegli w naszą stronę. Marysia się przewróciła. Nie wiedziałem co robić. Uciekać, czy pomóc koleżance. Nagle odezwałem się do Marysi: - Chodź uciekamy. Kontuzjowana wstał. Uciekaliśmy ,, gdzie pieprz rośnie ‘’. Wreszcie zgubiliśmy ich. Byliśmy zmęczeni i niezdolni do życia. Marysia bardzo się trzęsła .Nie wiedziałem co zrobić. Pierwsze godziny, a my jesteśmy w szoku. Jakbym zobaczył zjawę. A jeżeli są to potomkowie Kanibalów ? Boję się. Jeżeli powiemy rodzicom to już nas nigdy samych nigdzie nie puszczą. Ja chcę do domu. - Jak się czujesz ?- zadałem pytanie Marysi. - Dobrze, co to w ogóle było? - Sam nie wiem. Może zjawy. - Wracajmy do obozu. Jeżeli nas znajdą to co . - Boję się. - No właśnie. To wracajmy. - Zgoda. W czasie drogi nic nie mówiliśmy. Byliśmy zdruzgotani. Wreszcie odezwałem się do Marysi i powiedziałem: - Powiemy to wszystko rodzicom ? - Nie wiem. - Może zostawmy to w tajemnicy. - A jeżeli nas w nocy zaatakują. To co w tedy ? - Nie wiem. Ale zaraz będzie afera. Albo nas wyśmieją. - Chłopie to są poważni ludzie. Na pewno wyjdzie to n nam na korzyść niż zostawianie to w tajemnicy. - Może masz rację. Wróciliśmy do obozu. Było pusto, tylko wszystko porozwalane. Jakby tędy przeszedł huragan. Co to teraz będzie ? Co tu się wydarzyło ?

Rozdział 4 Staliśmy wryci. Sorki. Ja , bo Marysia leżała. Nie mogła ze zmęczenia. Po upadku bardzo źle się czuła. Zastanawiało mnie gdzie są wszyscy. Nagle ujrzałem „ kanibala” . Krzyknął coś do swoich kolegów. Nagle powiedziałem do Marysi: - Wstawaj. Musimy uciekać. - Dlaczego ? – zapytał cichym głosem. - Bo znowu nas gonią. Za nami biegło z pięćdziesiąt czarnych. Ruszyliśmy. I znowu historia się powtarza. Marysia dygotała. Nagle wpadłem na świetny pomyśl. Zwróciłem się do Marysi: - Na mój znak skaczemy w trawę. W lewo !!! - OK. Dałem znak. Wylądowaliśmy w krzakach. Doczołgaliśmy się do stawu. Było to odkrycie. Przecież nie wiedzieliśmy nic o stawie. Zgubiliśmy „kanibali”. Franek ledwo co oddychał. Mieliśmy przy sobie manierkę. Napełniłem ją wodą z nieznanego zbiornika. Był niezwykły. Płyn był tak czysty. Widać było dno. Zauważyłem tam jakiś tunel. Przejście było przystosowane dla dorosłego człowieka. Marysia wreszcie odezwał się do mnie i powiedział : - Co to jest ? - Nie wiem. - Jak się czujesz? - Lepiej. - Zobaczę co jest w tym bunkrze. - Jak myślisz, gdzie są wszyscy z naszej brygady ? - Nie wiem. Myślę, że ich znajdziemy. - Oby. I wyruszyłem na misję. Miałem cykora. Znużyłem głowę. Dopłynąłem do bunkra. Było tam ciemno. Doszedłem do miejsca gdzie już nie było wody. Ale było tam okropnie. Ponuro. Zobaczyłem nietoperza. Prawie bym zawału dostał. Myślałem jak radzi sobie Marysia, a jak rodzice. Doszedłem do rozgałęzień wyspy. Tam dopiero było. Wejścia były o wiele mniejsze. Zobaczyłem światło. Nagle ujrzałem ściany. Były one chyba piramidy albo innej budowli. Coraz bardziej się bałem. Zobaczyłem różne rysunki. Na ścianie były narysowane straszne twarze. Świece , które dawały światło były bardzo stare i tajemnicze. W pewnym momencie ujrzałem naszą zagubioną brygadę. Szczęście moje nie dało się opisać. Rzuciłem się tacie w ramiona. Nagle odezwała się Marysi mama : - Gdzie jest moja córka ? - Źle się czuje. Została na polanie przed stawem. Nie miała siły iść ze mną. - Nad jakim stawem – zapytał się mój tata. - Nie ma czasu. Chłopak opowie nam wszystko po drodze – oznajmiła mama Marysi. - Oczywiście – odpowiedziałem. Ruszyliśmy. Opowiedziałem po drodze całą historię. Wszyscy byliśmy zbulwersowani. Dzicy napadli naszą bazę. Brygada musiała uciekać. Wpadła do dołu. No a dalej to już sami dobrze wiecie.

,, U Marysi ” Marysia leżała na ziemi. Nie mogła się doczekać kiedy przyjdę. Noga bolała ją coraz bardziej. Nie mogła wytrzymać z bólu. W pewnym momencie usłyszała dziwne krzyki. Odwróciła się. Zobaczył dzikich. Z przestraszenia straciła przytomność. Opowiadała mi , że czuła jak ją gdzieś niosą. Ocknęła się w dziwnym pomieszczeniu. Była przygnębiona. Chciało jej się płakać. Wiedziała, że jest u dzikich.

,, U reszty odkrywców ”

Poszliśmy w miejsce w którym zostawiłem Marysie. Droga powrotna do tego przedziwnego zakątka wyspy była wyczerpująca. Wyszliśmy na powierzchnię. Mama Marysi zapytała ? : - Gdzie Marysia ? - Nie wiem – odpowiedziałem –Może gdzieś się podczołgała . - Paczcie ! Co to jest ? - Przecież to jakiś dziwny miecz – oznajmiłem - No właśnie. To znaczy ,że obcy tu byli. - Niestety – powiedziała pani Dorota. - Co robimy – zapytał mój tata. -Musimy go szukać – powiedziałem - No ale trzeba do takiej przygody się przygotować?- powiedział mama Marysi. - No właśnie- powiedział mój tata - To zabierajmy się. I to szybko !- krzyknąłem -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych