Nigdy nie wiadomo
Jest to pierwszy rozdział mojego opowiadania. To dopiero początek, ale miło by było poznać jakieś uwagi już teraz.Serdecznie dziękuję i pozdrawiam. Mag
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Razem z Duśką pisałyśmy szalenie pasjonujące sprawozdanie z mechaniki, gdy nagle ogłuszyło mnie bolesne pacnięcie w czoło. Podniosłam głowę i dostrzegłam szelmowski uśmieszek na twarzy mojej koleżanki. – Czyś ty zgłupiała do reszty? – warknęłam na nią – Odłóż lepiej tą linijkę bo nie ręczę za siebie! Mogłabyś być tak uprzejma i skupić się na wyliczeniach, hę? – Oj, przestań się wygłupiać – odparła Duśka – Zrobiłabyś dobry uczynek i przez chwilę oderwała się od tych bzdur. – A co? Wynik się nie zgadza? – odparowałam z przekąsem. – E tam, wynik... – Dusia! – za wszelką cenę próbowałam sprowadzić ją na ziemię – To nie powód by walić mnie po głowie. Co ci odbiło? – No, bo tak sobie właśnie pomyślałam... Wiesz, mój wujek Zbyszek, poznałaś go. Taki wysoki blondyn. – Co z nim? Wszystko w porządku? – Otóż właśnie, że nie wiem – zamyśliła się Duśka – No, ale posłuchaj. On jakieś trzy miesiące temu wyruszył na podbój Anglii. Roboty w Polsce nie miał, a jak coś mu w ręce wpadło, to za psie pieniądze. Postanowił więc pojechać do Londynu, do pracy. Ciotka mało nie dostała apopleksji, ale puściła w końcu męża i teraz umiera ze zgryzoty. – Może ma powody? – spytałam – No wiesz, twój wuj jest całkiem do przyjęcia facet. – Dałabyś spokój! Owszem, ma powody, ale zupełnie nie takiej natury. – No to rozumiem, że robimy przerwę w sprawozdaniu? Inaczej będziesz mnie packała po głowie co pięć minut. – Żebyś ty wiedziała dlaczego – odparowała przyjaciółka. – Co? Dlaczego packała? Mam nadzieję, że się rychło dowiem, bo ci nie daruję, kiedy nasz doktorek zwróci nasze sprawozdanie do poprawki. – Skończ wreszcie z tym sprawozdaniem. Nie udawaj takiej pilnej. On i tak go nie przeczyta i rzuci prosto do kosza. – Nie byłabym tego taka pewna. Wolę nie ryzykować – powiedziałam – Nigdy nic nie wiadomo...
Była już piąta po południu, a dzień wydawał się niezwykle ponury. Żadnej z nas nie paliło się do mechaniki i nękane pokusą przerwania męczarni wybrałyśmy się do kuchni na najlepszą kawę na świecie. Dusia, moja przyjaciółka odkąd rozpoczęłam studia, tak naprawdę miała na imię Adela. Słodkie zdrobnienie jej imienia bardzo przypadło mi do gustu tym bardziej, że poniekąd odzwierciedlało jej wrażliwą i delikatną naturę. Jest długowłosą, ładną szatynką i nie można ukryć faktu, że wiele dziewcząt zamieniłoby się z nią na urodę a chłopcy na numery telefonów. Niemal od zawsze lubiłyśmy działać sobie na nerwy, toteż nigdy nie próbowałyśmy unikać po temu okazji. W tej jednak chwili siedziała przede mną z lekko zmarszczonym czołem wlepiając oczy w kubek najlepszej kawy na świecie. – Słuchaj, Beata. On zniknął – wystrzeliła z przejęciem – Kto? – Wujek Zbyszek – No, co ty Duśka! – powiedziałam z niedowierzaniem – Na jakiej podstawie tak stwierdzasz? – Nie dzwonił do domu już ładne trzy tygodnie. – E tam! Zaraz zniknął! Nie dzwoni jakiś czas a wy już siejecie panikę. A poza tym, jesteś pewna, że nie przylgnęła do niego jakaś rozwiązła Brytolka? – No, pięknie – zareagowała niemal natychmiast – Cała rodzina zamartwia się o jego los przeczuwając najgorsze a ty wyjeżdżasz mi tu z takim obelżywym świństwem. – Łał – powiedziałam z podziwem – Potrafisz mi dociąć. Wyrabiasz się. Jak kawa? – trzeba przyznać, nieudana próba zmiany tematu. – Wujek Zbyszek wyjechał na saksy trzy miesiące temu – uporczywie kontynuowała opowiadać swój rodzinny dramat - I odkąd wyjechał dzwonił raz na tydzień. Zawsze w niedzielę. Jednak od trzech niedziel jest cicho jak makiem zasiał. Ciocia odchodzi od zmysłów. Więc proszę nie ironizuj. – Hej! Spokojnie. Czy rzeczywiście macie powody do niepokoju? Może zwyczajnie w świecie dorwał jakąś robotę, od której nie może się oderwać. – zasugerowałam. – Nie, to nie to. Zadzwoniłby. On jest naprawdę bardzo uczciwym człowiekiem i ponad wszystko ceni własną rodzinę. – Beata – powiedziała po chwili namysłu bardzo poważnie – On musi mieć poważne kłopoty, bo nie ma takiej możliwości, żeby się nie odezwał.
Pomyślałam wtenczas, że Dusia jak zwykle się zdarza, przesadza i wystarczy poczekać do najbliższej niedzieli, a wuj się odezwie. Jednakże aż głupio przyznać pomyliłam się i powoli przerażało mnie to wypowiedziane proroctwo.
Następnego dnia nie wydarzyło się właściwie nic interesującego poza tym, że był leniwy wieczór i właśnie oglądałam z mamą kolejny odcinek „Klanu”, który to był tak samo leniwy i mało interesujący jak mój kot Pafnucy wylegujący się na fotelu ojca. Jednak w trakcie mało pasjonującej sceny, w której Ryśku gani Grażynkę za nie pozmywanie naczyń, zadzwonił telefon, który w pewien sposób mnie ucieszył: – No – pomyślałam – Wreszcie coś się dzieje. – Słucham – powiedziałam do słuchawki. – Cześć Beata, masz 5 minut? – Czołem Duśka, zależy, na co. Bo jak na 5 minut więcej „Klanu”, to ja odpadam. Beata zachichotała i z miejsca zaprosiła mnie do siebie, na jutrzejszy podwieczorek z rodziną. – No cóż, ja właściwie rozumiem. Twoi rodzice mnie znają i, jak mniemam, lubią, ale podwieczorek razem? Hej! A wy przypadkiem czegoś nie kombinujecie? Na przykład jakiegoś przesłuchanie z cyklu:, „kiedy po raz ostatni widziałam twojego wujka Zbyszka”? – E tam, bredzisz – westchnęła – Przyjdziesz, to sama zobaczysz. Tylko nie mów mi, że się zastanowisz, bo mama jeszcze pomyśli, że jesteś zarozumiała. – Jak zwykle milutko do mnie mówisz – odparowałam – Ale przyjdę, oczywiście. – W takim razie do jutra.
Wraz z sobotą zaświeciło radośnie słońce, na co mama już na wstępie uświadomiła mnie, co do swoich, a także jak się okazało i moich, planów porządkowych na ten dzień. Niechętnie spojrzałam na Pafnucego, który na swoje szczęście był tylko kotem i nie odstępował fotela ojca, kiedy tylko był pusty. Zabrałam się więc za wycieranie kurzu z mebli w stołowym pokoju. Dla towarzystwa, bo przecież nie mogę liczyć na kota, włączyłam telewizor i niemalże od razu wmurowało mnie w ulubiony dywan mamusi. Niebywałe, że akurat leciał program o Polakach w Anglii wykorzystujących rodaków do ciężkich prac. Dziwnym trafem skojarzenie nasuwało się samo. Pomyślałam o panu Zbyszku. – Nie – zaprzeczyłam w myślach – On dobrze zna Angielski i w ogóle to raczej zaradny facet. A może...
Do Duśki zawitałam o szóstej. Jej rodzice, państwo Różyccy, powitali mnie jak zwykle sympatycznie. Nie spodziewałam się jednak widoku ciotki Dusi. Była zamyślona, ale wciąż starała się uśmiechać. Szybko zorientowałam się, że zaproszono mnie specjalnie na owy podwieczorek i stało się wręcz jasne, że nie było sposobu, ażeby móc się wykręcić. Pani Maria zwana także ciocią Dusi spostrzegła, że prawdopodobnie zrozumiałam, po co mnie tu ściągnięto, pierwsza przystąpiła do wyjaśnień prowadząc mnie przy tym do salonu, gdzie czekały już na nas faworki i dzbanek herbaty. – Beatko – zaczęła – Proszę, rozgość się. Niezmiernie mi przykro, że spotykamy się w takich okolicznościach. Mój mąż... – westchnęła i urwała. – Mój mąż nie zadzwonił od kilku tygodni i kiedy się dowiedziałam od Adeli, że opowiedziała ci, co się dzieje przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Widzisz kochanie, jest mi szalenie głupio o tym mówić, ale już sama nie wiem, co jest słuszne, tak bardzo się martwię. Słuchała jej cała rodzina Duśki. Wszyscy, poza ojcem, patrzyli się to raz na ciotkę Marię, to na mnie, czekając na to, co się wydarzy. Tata Dusi przeglądał bieżącą prasę i nie sądzę, aby robił to, bo miał na to chęć. Moim skromnym zdaniem był zażenowany i wyraźnie było mu głupio. Pani Maria z kolei zaróżowiła się całkiem pokaźnie, puder na jej twarzy zapewne robił, co może, żeby to ukryć, ale nic z tego. Ciocia Dusi przypominała coraz bardziej świnkę Pigi umizgującą się do Kermita. Z tym, że ja miałabym być tym drugim. Hmm, nawet mielibyśmy coś wspólnego. Oboje całkowicie zieleni. – Beatko – kontynuowała Pigi – Ja wiem, że to może zabrzmi nierozsądnie, ale chcę cię prosić o zastanowienie się nad jedną rzeczą. – O Boże kochany – krzyczałam w myślach – Królestwo za konkrety!!! Ciotka zrobiła pauzę, rodzina siedziała spięta, ojciec Dusi podniósł głowę zza gazety... – Taaaak? – zachęciłam nieszczęsną i coraz bardziej podobną do bohaterki Muppet Show ciotkę. – Khm – tym razem odezwał się ojciec Dusi – Marysiu, wyduśże wreszcie, co ci leży na wątrobie, bo spotkanie zaczyna przypominać powoli stypę. Nie ukrywam, że zachciało mi się histerycznie śmiać. Na szczęście w miarę możliwości powstrzymałam się od tego, ale widoczny na mojej twarzy lekki uśmiech najwyraźniej ośmielił ciotkę Marię, która tym razem wystrzeliła jak karabin maszynowy: – Pomyśl, czy nie zechciałabyś pojechać z Adelką do Anglii. Mogłybyście poszukać mojego męża. Jestem praktycznie pewna, że szybko go znajdziecie i będzie po sprawie. Chcę tylko się upewnić, że nic mu nie jest a resztą zajmę się sama. Całą wyprawę zasponsoruję, tylko na Boga zgódź się pojechać. Z tego co mówi Adelka twój angielski jest wyśmienity. Razem na pewno dacie radę. Ja znam tylko rosyjski, nie potrafiłabym w Anglii...Proszę, drogie dziecko, zastanów się.
Cisza. Ojciec Dusi podniósł jedną brew i najwyraźniej gratulował swojej szwagierce animuszu. Czułam, że napięcie jest już wszechobecne, a co najciekawsze wcale nie chciałam odpowiadać. Nie wiedziałam jak się zachować. Przeniosłam swój wzrok na mamę Dusi, panią Lucynę. Zapewne domyśliła się, że obecna sytuacja nie jest dla mnie najdogodniejsza, bo otworzyła usta, żeby coś powiedzieć. Rozejrzała się po zebranych członkach rodziny, którzy wciąż milczeli w oczekiwaniu i pełnym powagi głosem przemówiła: – Może ktoś ma chęć na faworka? Dusia roześmiała się nerwowo ale szybko oprzytomniała. Wszystkie pary oczu były skierowane w jej stronę. Ja z kolei byłam jej wdzięczna, za próbę rozładowania nastroju. Stwierdziłam jednak, że wypadałoby coś powiedzieć i mocno się krygowałam, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa. Zebrałam się więc na odwagę i wreszcie powiedziałam: – Proszę państwa. Ja nie wiem, czy powinnam odpowiedzieć już teraz. Dobrze rozumiem panią Marię i wierzę, że jest pani bardzo niezręcznie prosić kogokolwiek, a w szczególności kogoś spoza rodziny, o podobną przysługę. Rozumiem pani położenie, ale jednakże nie potrafię państwu odpowiedzieć dzisiaj, w tej chwili. Proszę o czas. Trzeba przemyśleć parę istotnych spraw.
Państwo Różyccy z panią Marią na czele wyraźnie odczuli ulgę, bo niemalże od razu się ożywili. – Ależ Beatko – powiedziała pani Lucyna – o nic nie musisz się martwić. Nawet lepiej byłoby, gdybyś podeszła do tego jak do przygody. Nie oczekujemy od ciebie, właściwie od was, niewiadomo czego. Po prostu pomóżcie na tyle, ile zdołacie. I tak będziemy wam wdzięczni. Chcemy się upewnić, że Zbyszek jest cały i zdrowy. Martwimy się, że nie dzwoni, bo na przykład ktoś go okradł i nie ma pieniędzy nawet na telefon, albo miał wypadek i stracił pamięć. Nie wiemy. Dlatego to wszystko.
Pani Maria wyraźnie zmieniła kolor. Jeszcze przed chwilą była purpurowa, teraz była bardziej Kermitem niż Pigi. – Lepiej pójdę się położyć – powiedziała. – O nie, kochana! Ty zostaniesz z nami. I o nic się nie martw. To tylko najprostsze domysły. Wolę cię mieć przy sobie niż zostawiać cię na pastwę własnych myśli. – pani Lucyna powiedziała zdecydowanym głosem. – Lusiu – powiedział do żony pan Różycki – czy teraz mogę dostać parę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mag
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…