Wróć do katalogu

Normandia 1944, czyli co?

Dość telegraficznie i bez zgłębiania się w szczegóły.

tomekzhp, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Normandia 1944, czyli co?

Dźwięk syreny wdarł się do sypialni jak zawsze bez ostrzeżenia. Długi, przeciągły ryk wrzynał się bezlitośnie w uszy śpiących żołnierzy. Jak automaty wstawali z łóżek, zakładali mundury i biorąc broń ze stojaka przy wejściu ruszali biegiem na stanowiska. Po korytarzu bunkra jak oszalały biegał jeden z oficerów drąc się na całe gardło: - To nie jest alarm! To jest prawdziwa inwazja! Ruszać tyłki! Nikt mu nie wierzył. Obsada Wału Atlantyckiego była w pogotowiu od dwóch miesięcy, alarmy zdarzały się co drugi dzień. Żołnierze rutynowo ustawiali się na zbiórkach i drużynami ruszali na wyznaczone pozycje. Dopiero na miejscu: w okopie na szczycie klifu lub pobliskim bunkrze artyleryjskim, gdy dowódcy drużyn wyjęli lornetki, zobaczyli. Nieprzebrana masa statków płynęła w stronę wybrzeża. W oddziałach liniowych - przerażenie, w lokalnych sztabach – zaskoczenie, w sztabach dywizji – wielki problem: czy to jest prawdziwa inwazja, czy tylko próba odciągnięcia uwagi od prawdziwego miejsca ataku, od Pa de Calais.

...

Przez kilkanaście minut trwa wyczekiwanie. W końcu plutonowi informują żołnierzy: - Oni tu naprawdę płyną! Cały Normandzki odcinek wału ściska mocniej kolby, poprawia oporządzenie, przegląda armaty i moździerze. Lecz nie tylko oni to robią. W bezpiecznej odległości, poza zasięgiem nadbrzeżnych baterii, do barek schodzą tysiące żołnierzy pierwszego rzutu. Kapelani odmawiają ostatnie modlitwy, dowódcy powtarzają instrukcje: - Dopóki jesteście na plaży, jesteście zagrożeni. Musicie jak najszybciej ją pokonać i dopaść umocnienia boszów! Macie ich nie oszczędzać, bo od nich też tego nie zaznacie! God save the Queen! Barki ruszają w stronę brzegu. Rozładowane transportowce odchodzą na tył konwoju, będą czekać na rannych. Teraz do akcji wchodzi ciężki sprzęt: pancerniki, monitory, krążowniki, niszczyciele i wszystko, co ma na pokładzie broń. Podchodzą na odległość strzału, oddają salwę, odpływają. Artyleria Niemców jest wciąż skuteczna.

...

Olbrzymi ryk lecącego pocisku wyrywa przysypiających żołnierzy z letargu. Po chwili następuje wybuch. Pociski najcięższego kalibru roznoszą w pył po kilkanaście metrów okopu lub odłupują olbrzymi kawał bunkra. Piekło właśnie się zaczyna. Zza pierwszej linii umocnień odzywają się ciężkie kolejowe działa. Zaczynają wstrzeliwać się w podpływające okręty. Lekka artyleria zaczyna ostrzeliwać podpływające coraz bliżej barki desantowe. Obsługi karabinów maszynowych po raz ostatni przeglądają zamki i zapas amunicji. Fala barek jest coraz bliżej. Wreszcie nadchodzi rozkaz: - KM-y ognia! Tylko oszczędnie! Z całego klifu wyskakują języczki ognia. To lufy MG-42 zachłystują się pierwszymi seriami w wojnie na froncie zachodnim.

...

Nagłe zwroty rzucają płynącymi w stronę brzegu żołnierzami. To sternicy usiłują omijać wybuchające pociski. Co chwilę któraś z barek otrzymuje trafienie. Pociski wybuchają wewnątrz lub tuż przy burtach. Są pierwsi ranni. W końcu nagły wstrząs obwieszcza koniec jazdy. Opada przednia rampa i dowódca barki drze się w niebogłosy: - Na ląd! Wszyscy na ląd! Ale gazem, bo mi barkę rozwalą! Pierwszych zbiegających z barki skosiła seria z CKM-u. Pozostali stanęli. Dowódca wciąż krzyczy, żeby wybiegali na ląd. Rusza pierwszych dwóch. Za nimi pozostali. Jakimś cudem udaje im się wyjść i schronić za metalowe zapory przeciwczołgowe. Marna to osłona, właściwie daje tylko komfort psychiczny. - Strzelać do nich! – woła zza jednej z osłon dowódca którejś drużyny. Ktoś wychyla się zza przeciwczołgowego jeża i przymierza. Natychmiast trafia go snajper. Kolejnemu udaje się oddać kilka strzałów, jednak też pada.

...

Do brzegu podpływa coraz więcej barek. Obsługi KM-ów nie nadążają z ostrzeliwaniem wszystkich. Celowniczy moździerzy też nie są w stanie podołać. Amerykanie i Anglicy zaczynają podchodzić coraz bliżej. W ruch idą granaty. Lecz atakujących jest tak dużo, że obrońcy nie są wstanie ich powstrzymać. Dochodzi do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych