Wróć do katalogu

Pan- rozdział 1 i 2

stary tekst, który w zamierzeniu miał być chyba powieścią. Porzuciłem pracę nad nim. co sądzicie?

sajmon, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział pierwszy- „Porzućcie wszelką nadzieję...”

Otwieram oczy... Zdziwiony... Zmęczony... Idę w stronę ogromnej złotej bramy; ogromna złota brama, chce się powiedzieć „niepotrzebna złota brama”. O co chodzi? Brama jest piękna, strzeliste kolumny wokół, złote pięknie ręcznie wykończone sklepienia; brakuje napisu. Standartowo według tradycji kultury napis być powinien! „Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate”, tak więc pierwsze rozczarowanie, Alighieri się mylił.

Przechodzę przez ową bramę; żeby chociaż malutki napisik, napiseczek taki, a tu nic, szkoda, mogliby przynajmniej wyjaśnić w którą stroną iść, a tu znowu kupa. Znajdując się za bramą w głowie mej zrodziła się takowa myśl: „jeżeli to jest piekło to ciekawe ile złota jest w niebie”, logicznie rozumując, znalazłszy się w piekle, nie było mi dane ujrzeć nieba... cóż trochę przypał. Za bramą czekał na mnie cudny ogród; wielokrotnie śniłem o takich ogrodach, było to przeważnie w koszmarach, gdy ojciec kazał mi to wszystko wyplewić. Tutaj raczej plewić nie musiałem, więc starając się ograniczać podziwianie ogrodu posuwałem się dalej w kierunku zauważonego budynku. Budynek, co mnie nie wiele zdziwiło także był pozłacany, „Nie no jak w kościele”- przeszło mi przez głowę; szarpnąłem klamkę, lecz drzwi wciąż pozostawały niezdobyte. Wtem moim oczom ukazał się widok, który także mógł się kojarzyć z kościołem, aczkolwiek dość luźno. Ujrzałem czerwoną skrzyneczkę z szybką i przyciskiem, w kościele był to alarm przeciwpożarowy, tutaj chyba dzwonek. Zbiłem szybkę i naciskając przycisk rozpocząłem prawdziwe oczekiwanie na wyrok.

Drzwi się otworzyły. Dźwięcznie skrzypiąc rozszerzyły się ukazując nostalgiczną ciemność wnętrza. Wkroczyłem niepewnie czując na plecach przytłaczający ciężar stresu i dokuczającej niepewności. - Witam! – usłyszałem i odwróciłem twarz w kierunku głosu. Ujrzałem wysokiego mężczyznę w czarnym garniturze... - Gdzie jestem ?- sam byłem zdziwiony swoją głupotą, przecież doskonale wiedziałem gdzie się znajduję. - Wie pan chyba nie w supermarkecie, prawda? Proszę podać swoją narodowość i numer PESEL. - Polska 69102010715 – odrzekłem machinalnie czując zdziwienie spowodowane znajomością swojego numeru PESEL. - Pan Tomicki Jan prawda? Oczekiwaliśmy pana, proszę za mną. Podążyłem za nim rozmyślając o wszystkim i niczym zarazem, bywa, że człowiek znajdujący się w nowym miejscu zupełnie o tym zapomina. Przeszliśmy ciemnym korytarzem do samego końca, gdzie mym oczom ukazały się drzwi. Na tych drzwiach był napis, jednak niewiedzieć czemu wcale mnie to nie uspokoiło. Napis głosił „Kierownik”. Wszedłem do środka sam, mój towarzysz gdzieś zniknął i to także sprawiło, że poczułem się niespokojnie. Kierownikiem okazał się mężczyzna wyglądający identycznie jak odźwierny, ten jednak głupio szczerzył zęby i zachęcał mnie bym spoczął. - Pan Tomicki ? – spytał, na co anemicznie przytaknąłem- gdzie ja to miałem.... aha! Zmarł pan dziś o godzinie 10:27 na atak serca mam rację ? - Trudno mi to ocenić, ponieważ nie dożyłem sekcji zwłok – sam nie wiem skąd u mnie taki wisielczy humor. - Ach! Wy Polacy macie piękne poczucie humoru! Może cygarko? Kubańskie oryginalne innych nie zwykłem palić! - Nie dziękuję!- odrzekłem- rzuciłem palenie parę lat temu... - Niech pan zapali! Nalegam! Chyba zdaje pan sobie sprawę, że w tej sytuacji już raczej panu nie zaszkodzi!- Odrzekł Kierownik wyraźnie usatysfakcjonowany swoim żartem. Zapaliłem cygaro i przyglądałem się Kierownikowi, który szukał jakichś papierów na biurku, jednak w panującym tam bałaganie nic nie znalazł. - Cholera! Pisaliśmy już 50 lat temu aby dano nam komputery, ale oni tylko by oszczędzali i oszczędzali! Mówię panu urwanie głowy z tymi diabłami! Pazerni na pieniądze są bardziej niż Ci z góry! Tamci to przynajmniej szaty mają z drogich sklepów, a my? Garnitury ze straganu! Ale dość już tej głupawej gadki! Wie pan dlaczego pan się tutaj znajduje? - Podejrzewam, że dlatego, że nie chodziłem do kościoła i w ogóle nikczemny byłem, prawda? - Ach! Czego oni was uczą na tej religii? Komuna zdaję się padła już dawno a wy jeszcze gówno za przeproszeniem wiecie o życiu po życiu! Otóż każdy tutaj trafia, czy mu się to podoba czy też nie! - Więc co teraz? – spytałem i poczułem złość na księdza Stefana, który uczył nas popołudniami w remizie religii. - A pan myśli, że wiem? Musimy czekać na sygnał.- odpowiedział Kierownik, po…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych