Wróć do katalogu

Pani Mercier II

Kolejny urywek z życia Pani Mercier. (wersja skrócona)

Narkoza, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziałam na fotelu w gabinecie, wyczekując na wieści o nowym pacjencie. O kolejnym który padł ofiarą spisku. O pacjencie który nie przeżyje, bo nie może. Mój brat jest stanowczy i konsekwentny w swoich działaniach. Organizacja którą stworzył jest mała ale efektowna i nie można jej lekceważyć. Ja jako osoba nadzorująca wszystko zaraz po moim bracie, jestem odpowiedzialna za ludzi którzy nie trafiają do nas przypadkowo, tylko celowo. Wszystko jest logicznie przemyślane, tak by żaden cywil nie zorientował się że spora część personelu szpitalnego, w tym i dyrektor, pracują tu by doprowadzić poszkodowanych wrogów do śmierci, a także zadbać by każdy przyjaciel przeżył. Dla mnie to jest zabawa, odskocznia od monotonni życia. Inni traktują to jak powołanie, wręcz są w stanie zrobić wszystko by Jeremy ich docenił. Spędzam dużo czasu w szpitalu, poznaję środowisko, jedyną wadą są ludzie. Moja trauma pogłębia się. Pewne wydarzenia miały na mnie taki a nie inny wpływ. Jestem jeszcze w stanie zachować jakieś cząstki człowieczeństwa, ale to wszystko zanika. Klara już dawno umarła. Porzuciłam na razie swoją poprzednią pracę, nie byłam w stanie tego znieść. Potrzebowałam odskoczni i czułam że znajdę ją u boku brata. Tydzień temu przywieźli nam mężczyznę w średnim wieku. Został postrzelony, przez ludzi brata. Zajął się nim a ja miałam patrzeć, manipulować pacjentem i zrobić wszystko by każda minuta wyglądała jak najbardziej naturalnie. Nie miałam wyrzutów sumienia że to robię, kiedyś bym miała, ale teraz nie ma to dla mnie znaczenia. Tak, kiedyś jego opowieści o żonie i dwójcie dzieci, spojrzenie które mówiło „żałuję, przepraszam” i łzy, powstrzymałoby mnie. Leżał u nas dwa dni. Jeremy i reszta jego współpracowników przeprowadziła operację. Przebiegła dobrze i pacjent by przeżył, gdyby nie to że została wstrzyknięta mu trucizna. Na drugi dzień mężczyzna zmarł. Jeremy zajął się całą dokumentacją pacjenta. „Pacjent” zmarł z przyczyn naturalnych. Sztylet wbity w serce naturalnie powoduje śmierć. - Klara? – już prawie zasypiałam, już prawie odpłynęłam by na chwilę odpocząć. - Co jest? – przetarłam oczy i wstałam z fotela by dokładnie przyjrzeć się bratu. Był spokojny jak zwykle. W ręce trzymał jakieś dokumenty, które zapewne były kartą pacjenta tego nowego. - Zoperowaliśmy serce, jutro musi przejść kolejną operację, która skończy się niepowodzeniem.. – założył okulary i zaczął czytać te swoje papiery - ..idź do niego, leży w Sali numer 15.. – spojrzał na mnie i uśmiechem pożegnał .. – aha, tu masz trochę informacji o nim, powinno wystarczyć – dalej się nie przyzwyczaiłeś do mojego geniuszu? Nie potrzebuję tych informacji, ale z ciekawości zajrzę. Lat trzydzieści pięć, kawaler, bezdzietny, pracownik firmy informatycznej, nie pali, nie pije..bla, bla. Kolejna nudna ofiara. Zabrałam swoje przyrządy i zeszłam na dół. Po drodze uśmiechnęło się do mnie kilku Mercierów. Chcąc zdobyć zaufanie Jeremego, starają się zdobyć i mnie. Jednakże w tym przypadku słowo „zdobyć”, ma inne znaczenie. Otworzyłam drzwi do Sali numer 15. Na białym szpitalnym łóżko, leżał mężczyzna przykryty kołdrą. Z daleka na pierwszy rzut oka rzucały się jasno brązowe włosy i lekki zarost. Gdy podeszłam bliżej co innego mnie oczarowało. Jego niebiesko zielone oczy. Zaraz po tym uśmiech, który szybko zagościł na jego twarzy. Zrobiłam to samo. Mimo iż wiedziałam że nie powinnam. Po wejściu do sali, aż do czasu gdy usiadłam na boku jego łóżka, nie odezwałam się. - Już myślałem że nikt nie przyjdzie.. – jego optymizm dało się wyczuć jeszcze przed wejściem do środka. A jego głos.. Miłe dreszcze zagościły w moim ciele. Po jego słowach ja dalej nic nie powiedziałam. Nie umiałam nad tym zapanować, wtedy po prostu stało się coś czego nigdy nie oczekiwałam, czego nigdy nie chciałam, nie szukałam i coś w co nie wierzyłam. Patrzyłam się na niego. On w pewnym momencie zaczął się szeroko uśmiechać i machać ręką przed moją twarzą. Tak, zapomniałam że żyję. - Przepraszam Cię..ciężki dziś dzień miałam, rozumiesz..w szpitalu tyle się dzieje – wstałam i pierwsze co zrobiłam i pierwsze co w ogóle powinnam była zrobić, to sprawdzenie jego karty z przodu łóżka. Na razie brat nauczył mnie rozumienia i czytania tych podstawowych rzeczy. Nie mogłam się jednak dalej na tym skupić, bo tym razem stanęło na jego imieniu, które było zapisane na owej karcie. David Wilson. Szybko spojrzałam na resztę karty, które chyba było najdłużej trwającym sprawdzaniem. - Wilson.. – wypowiedziałam cicho jego imię, w zasadzie to powiedziałam je sobie sama do siebie. Chyba nie wyszło, bo spojrzał na mnie dziwnie. - A czy ja mogę dowie.. - ..tak, tak! – prawie wykrzyknęłam i szybko się ocknęłam – Twój stan jest stabilny, doktor Mercier pomyślnie przeprowadził…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych