Początek
Historia pewnej Marty. To dopiero mały kawałek tego co chcialam napisać. Ale teraz nie wiem czy dam radę. Przeczytajcie, jednak nie mówię, że warto, bo sama jeszcze nie wiem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
*******
Przeraźliwy odgłos dzwonka wyrwał Martę z głębokiego snu. Odruchowo wyciągniętą prawą ręką uderzyła w górną cześć stojącego na nocnym stoliku budzika. Jednak nie był on przyczyną jej przebudzenia. Nie miała wyjścia, musiała wstać i odnaleźć przedmiot wydający ten okropny dźwięk. Po żmudnych poszukiwaniach natrafiła wreszcie na swoją komórkę, którą wczoraj nierozważnie wepchnęła pod łóżko. Jednak złośliwość rzeczy martwych nie zna granic i w momencie gdy chciała odebrać, telefon zamilkł. Wróciła wiec do łóżka. Gdy tylko zamknęła oczy, znowu usłyszała ten okropny dźwięk. Jak lwica rzuciła się na swój aparat. - Słucham, tu Marta Kulik - Cześć Marta, jesteś bardzo zajęta bo mam dla ciebie pewną propozycję? - A to ty Tomaszu, tak jestem zajęta, właśnie wykonywałam najwspanialszą czynność na świecie, jaką jest spanie, a ty mi przeszkodziłeś. - Wybacz mi. Musimy koniecznie się spotkać i im szybciej tym lepiej. Będę u ciebie za pół godziny.
Marta chciała zaprotestować, ale Tomek już się rozłączył. "Nie mam wyjścia muszę czekać na tego faceta." - pomyślała odkładając komórkę na nocny stolik. Znała Tomasza od przeszło czterech lat. Był jednym z jej ćwiczeniowców na wydziale prawa. Jednak nie był taki jak reszta. Może dla tego, że najmłodszy z całego grona profesorów, a może po prostu tak z natury był inny niż większość ludzi. Tak czy owak jego jednego lubiła z całego tego akademickiego towarzystwa. On zresztą też ją lubił. I nie było w tym nic dziwnego, w końcu była jego najlepszą studentką, zawsze przygotowana, spostrzegawcza i ambitna. Odznaczała się wysokim poziomem inteligencji i szybko potrafiła połączyć pewne fakty i zwięzłą układankę. Czasami nawet jego samego zaskakiwał jej sposób rozumowania. Oprócz tego była niezależna. Nie można jej było narzucić swojego toku myślenia. I to co się mu w niej najbardziej podobało - potrafiła mówić nie każdemu i w każdej sytuacji. Była nie przekupna. - O już jesteś - powiedziała Marta otwierając drzwi swojego mieszkania na czwartym piętrze jednego z bloków przy ulicy Łukasiewicza - Wejdź! Ja muszę sobie zrobić mocnej gorącej herbaty, bo inaczej nie będę w stanie logicznie z tobą rozmawiać. Jak już rozkulbaczysz swoje buciory to przyjdź do kuchni.
Ubrana była w ciemno niebieski prawie granatowy szlafrok, którego kolor wspaniale podkreślał barwę jej oczu otoczonych gęstymi rzęsami. Jej długie nieuczesane włosy spadały delikatnie na ramiona. Tomaszowi wydała się niezwykle piękna. - Siadaj! Chcesz kanapkę - to mówiąc wyciągnęła w jego stronę lewą rękę, w której trzymała talerz z jedzeniem. - Chętnie skosztuje twojego dzieła. Mam nadzieję, że potem zdołam opuścić twoje mieszkanie - bez rozstroju żołądka. - O ty niewdzięczna istoto! To ja się martwię o to, czy nie jesteś głodny a ty mi tak odpłacasz. Po co więc przyszyłeś, przecież oddałam ci już moją pracę i wydaje mi się, że dyskusję na jej temat możemy przeprowadzić w sali wykładowej. - Po co przyszyłem ... chciałem cię zobaczyć. - Nie mogłeś poczekać jeszcze trzy godziny poszłabym na twój wykład. Wyciągnąłeś mnie z łóżka po to żeby mnie oglądać. Wkurzasz mnie. Żarty na bok albo zaraz poznam prawdziwy powód twej wizyty albo możesz sobie iść i nie spodziewaj się mnie na wykładzie, bo muszę odespać zmarnowany przez ciebie mój czas. - Spokojnie mała nie złość się tak. Nie wiesz, że złość piękności szkodzi. A teraz słuchaj uważnie. Znasz Pawła Jasińskiego? - Tak, przecież sam mi go kiedyś przedstawiłeś. Jest on twoim najlepszym przyjacielem a na dodatek to jeden z najbogatszych ludzi w Polsce. Jego losy interesują prawie wszystkich prawników i ludzi sukcesu. Czasami nawet jego postępki podawane są na niektórych wykładach jako przykład jak sprytnie i legalnie można oszukać nasze niedoskonałe prawo. Ostatnio chyba kupił dom gdzieś w naszej okolicy i miał zamiar zamieszkać w min z swoją rodziną. Pisano o tym w gazecie. Ale dlaczego właśnie o niego pytasz? - Bo dziś wczesnym popołudniem miedzy godziną czternastą a czternastą dwadzieścia został zamordowany. - Jak to zamordowany – powtórzyła zdziwiona Marta. - Prawdę mówiąc, policja uważa, że to samobójstwo. Według nich sam sobie strzelił w głowę. Jednak ja w to nie wierzę. Za dobrze go znałem, aby dać się tak łatwo oszukać. Paweł nie należał do tego typu ludzi, którzy w jakiejkolwiek sytuacji popełniają samobójstwo, dlatego chcę samemu zbadać tę sprawę. Boję się jednak, że sam mogę sobie nie dać rady a po drugie nie wiem czy będę w stanie być całkowicie obiektywny. Chciałbym abyś mi pomogła rozwikłać tą zagadkę. Pracowalibyśmy nad nią wspólnie jako partnerzy i całkowicie prywatnie, nie było by mowy o żadnych układach typu wykładowca - student. Nie musisz mi teraz odpowiadać, zastanów się dobrze nad moją propozycją. Bardzo mi na tym zależy jestem coś winien Pawłowi i teraz mogę wreszcie spłacić swój dług wdzięczności, choć wolałbym, aby on dalej żył. Będę już szedł, zobaczymy się na ćwiczeniach i wtedy powiesz mi co postanowiłaś. No to na razie.
To mówiąc, wyszedł tak samo niespodziewanie jak przyszedł. Marta została sama w swoim mieszkaniu. Takie zniknięcia i pojawiania bez uprzedzenia były jego specjalnością. Na początku ją to denerwowało, ale z czasem przywykła. Instynktownie czuła, że robi to dla jej dobra, aby nauczyła się w niecodziennych sytuacjach szybko podejmować decyzje. Jasno zadane pytanie i szybka prosta odpowiedź, bez owijania w bawełnę, to wszystko czego pragnął ją tak na prawdę nauczyć. Martę czekał dziś ciężki dzień. Środa to dla niej najgorsza część tygodnia, najbardziej obciążony obowiązkami dzień. Najpierw trzy godziny wykładów a potem jeszcze cztery i pół godziny ćwiczeń w sunie siedem i pół godziny bitego siedzenia na uczelni i to bez żadnej dłuższej przerwy. Jedynym, co ją tego dnia mogło cieszyć to ćwiczenia z Tomaszem, ale teraz było inaczej. Musiała mu powiedzieć, na co się zdecydowała. Co prawda podjęła już decyzję, jednak nie wiedziała czy dobrze wybrała. Po skończonych ćwiczeniach została w sali. Siedziała w swojej ławce czekając aż Tomasz do niej podejdzie. Sama nie chciała iść do niego, wolała poczekać. Za chwilę przyszedł. Usiadł obok niej. - No i co już się zdecydowałaś. - Tak – odpowiedziała cicho Marta – w jej głosie nie było ani entuzjazmu ani pewności. - Jaka jest twoja decyzja. – Tomasz spojrzał uważnie na Martę. - Nie musisz odpowiadać wiem wszystko. Zgadzasz się mi pomóc inaczej nie zostałabyś tu, bo uznałabyś, że nie masz mi nic do powiedzenia. Znam cię już trochę. - Tak zgadzam się – przytaknęła Marta – Teraz, jeśli chcesz poważnie ze mną współpracować, musisz mi opowiedzieć wszystko co wiesz o tym Pawle i jego życiu. - Tak, wiem o tym. Jednak teraz nie mogę, mam za dziesięć minut następne ćwiczenia z inną grupą. Wiesz co, spotkajmy się może u ciebie dziś wieczorem. O której kończysz zajęcia? - O osiemnastej. - Dobrze, będę u ciebie powiedzmy o dwudziestej. Może byś? - Może. - No to na razie.
Gdy Marta dotarła do swojego mieszkania była tak zmęczona, że nie miała nawet siły się rozebrać. Tak jak stała rzuciła się na łóżko i usnęła. Obudziło ją ssanie w żołądku. Spojrzała na zegarek. Bezlitosne wskazówki pokazywały, że minęła już dawno godzina dziewiętnasta. Wstała, wzięła szybki prysznic i udała się do kuchni. W lodówce znalazła tyko kilka plasterków zeschniętego sera żółtego i jednego pomidora. „Jak ja mam być zdrowa i zadowolona z życia, skoro nawet porządnych zakupów nie mam czasu zrobić. Trudno, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.” – powiedziała sama do siebie. Wyjęła biedne małe warzywo z lodówki. W tej samej chwili rozległo się mrożące w krew w żyłach drynd… drynd… drynd…. To Tomasz dobijał się do jej mieszkania. - Otwarte, wejdź. Jestem w kuchni – krzyknęła najgłośniej jak potrafiła Marta. - Przyniosłem ci kolację. Tu są zapiekanki a tu pączki. Co wybierasz? – mówiąc to wyciągnął przed siebie obie ręce i delikatnie potrząsał papierowymi torbami w górę i dół. - Biorę wszystko. Jestem strasznie głodna. Właśnie uratowałeś od śmierci mojego jedynego pomidora. Spocznij sobie teraz w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ac2604
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…