Wróć do katalogu

POŚRÓD PÓL I LASÓW

Przygody i spostrzeżenia niecodzienne z okresu kilku dni spędzonych z polskimi i duńskimi myśliwymi. Jako laik tematyki łowieckiej, przedstawiam myśliwych jak i sposób ich funkcjonowania podczas sezonu w dość luźnej, objętej humorem formie opowiada

Paranil, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{font:arial}{b}POŚRÓD PÓL I LASÓW {/b}

Na leśniczówkę w lesie to nie wygląda. Budynek murowany, z obejściem równie nieurodziwym, co samo domostwo. Słychać kury i ujadające psy. W małym ogródku rzuca się w oczy drewniana altanka i murowany grill przykryte bujnymi gałęziami dwóch niewielkich świerków. Za ogrodzeniem na sąsiednim podwórzu widać ceglany stary spichlerz, świadczący zapewne o dawnej świetności jaką przechodziło to gospodarstwo. Śpiew i nieustanne nawoływanie przeróżnego ptactwa kierują oczy w stronę drzew porastających brzeg niewielkiej, dającej się przekroczyć jednym skokiem rzeczułki, która płynie powolnym nurtem wzdłuż granicy posesji. Zielony ogród dodatkowo urozmaica drewniany słup, na którego ów czubku bociany znalazły sobie wybudowane ludzką ręką gniazdo. Dalej, widać tylko wielkie połacie łąk i pól uprawnych, które dopiero co zaczynają pokrywać się niedawno zasianym zbożem oraz kukurydzą. Co jakiś czas, ten senny i spokojny krajobraz urozmaicają jakby niedbale rozrzucone domy i budynki obejścia. Całość zamyka okalająca wszystko ściana lasu. Ciemnego, gęstego, pełnego czarnej i płowej zwierzyny, na którą właśnie zaczął się sezon. Wnętrze całkiem sympatyczne. Obłożone drewnem ściany korytarza dodają ciepła i poprawiają prezencję całego siedliska. Gęsto porozwieszane trofea oraz liczne inne elementy związane z łowieckim życiem, pozwalają momentalnie zagłębić się w panującą dookoła atmosferę. Skrzypiące stare schody prowadzą stromo do niewielkiego pokoju gościnnego. Skórzane meble o ręcznie rzeźbionych drewnianych elementach, idealnie wkomponowują się w otoczenie, cichego i przytulnego pomieszczenia. Rozmieszczone na górnym piętrze pięć skromnych gościnnych pokoi, świadczy o tym, iż panujący tu klimat jest raczej, a nawet na pewno, kameralny. Wygląd domostwa to tylko niewielka część charakteru tego myśliwskiego zajazdu. Ujadające na podwórzu psy i gdaczące rasowe kury, okazują się początkowo niespójnym elementem całości. Jednak po jakimś czasie, brak ich odgłosów sprawia, że czegoś brakuje by dopełnić ten rozmaity wizerunek myśliwskiej przystani. Prezencja, to przede wszystkim nastrój jaki tworzą gospodarze oraz to, co serwują na talerzu, a ów jedzenie przykuwało mnie do stołu na długo. Niekiedy nawet, bardzo długo.

***

-Andrzej upolował lochę! Niedługo przyjedzie. Słowa padły jak komenda rzucana wielokrotnie i opatrzona całkowitym brakiem emocji. W pierwszej chwili czułem podniecenie, potem jakby wszystko nagle odleciało. Serce uspokoiło swój rytm. Zobaczę upolowane zwierze, już pierwszego dnia. Tutaj, to pewnie rutyna, żadna wielka sprawa. Po kilku sekundach zastanowienia przywraca mnie do rzeczywistości monolog mojego rozmówcy. - Mam bogatego znajomego, jeździ na polowania po całym świecie – Głos gruby, lekko zachrypnięty, ale przyjemny. Idealnie pasujący do postury i wyglądu człowieka, który o myślistwie wie wszystko. A zwłaszcza o tym jak smakuje upolowana zdobycz. – Kamczatka, Alaska, Australia, Syberia, Mongolia, Kazachstan, ma dużo kasy. Zwierzęta na ogół wypycha. Ma firmę, wielkie hale produkcyjne, tam postawił oddzielny segment, w którym to wszystko trzyma. Teraz, mówi, że jak ma jakieś spotkanie zrobić, to już musi do innego pomieszczenia gości zapraszać. Wcześniej jelenie, łosie, to wszystko w naturalnych rozmiarach stało jako ozdoba sali konferencyjnej. Człowiek ma kasę, to jeździ. Co jakiś czas robi przerwę na przegryzienie tego co właśnie jedliśmy. Jednak nóż trzyma nietypowo, bo pomiędzy palcem wskazującym a środkowym. Mniejsza siła spoczywa w prawej ręce. Coś sprawiło, że unerwienie kończyny zostało pozbawione naturalnej sprawności. Wyraźnie widoczna zdeformowana skóra przy łokciu i głęboka blizna, przynosi odpowiedź na zapewne dość delikatne pytanie. Niemniej delikatna sarnina wprost rozpływała się w ustach. Zapach nęcił zalotnie nozdrza, a jej wygląd napawał zachwytem oczy. Pierwszy raz jadłem dziczyznę. Mięsiwo nietypowe, ale jakże zdrowe i smaczne. Przyrządzone ze śliwkami i świeżymi ziemniaczkami okazało się niebiańską ucztą dla podniebienia. - Raz - mówi z przejęciem i widocznym zachwytem – pojechał w głęboką Rosję polować na łosie. Przywieźli go ruscy do doliny. Szeroka na sto pięćdziesiąt kilometrów położona między jakimiś górami. Znaczy helikopterem przylecieli, a tam na miejscu już na skuterach na niego czekali. Zaczął polować. Ustrzelił jednego, a ten zraniony, w szale ucieka, aż go z oczu prawie stracili. To ruski na skuterze zaczął go gonić. On patrzy, a ten spod siedzenia kałacha wyjmuje. Oparł go o rękę i wali do niego serią. W końcu padł. Stwierdzili, że nie będą go po całej dolinie gonić. Tam ruscy, na szybko to tak polują. Z kałacha i seriami! Przyjazna twarz jeszcze bardziej się ucieszyła. Śmiech i radość wstąpiły w tuszę Waldemara Pochylskiego - Kierownika Stacji Łowieckiej w Suchodołach. Pomiędzy wąsami rozciągającymi się od lewej do prawej krawędzi żuchwy, co rusz gładzonymi przez grube spracowane, twarde palce, dało się zauważyć kły. Niczym trofea z dzików, wiszące za jego plecami na ścianie, z ust wystawały tylko dwa ostre zębiska. W tym momencie jego wygląd tworzył swoisty obraz urzeczywistniający połączenie jego życia z otaczającą go od ponad 20 lat przyrodą, w której odnalazł to, co pozwala mu wciąż wykonywać swoją pracę. Dalej zanosząc się śmiechem kontynuuje opowieść, powoli schodząc na nieco bardziej poważny ton. – Dobrze, że wypycha te zwierzęta. Kto za 20 lat, jakie dziecko zobaczy, albo się dowie, że istnieje, albo istniał biały niedźwiedź. Ma wielką kolekcję, istne zoo, ale to dobrze, dla przyszłych pokoleń. Ze ściany z lewej strony i z tyłu na stół spoglądają teraz już nieme świadectwa udanego polowania. Wybielone czaszki wrogo patrzą na nas czarnymi, pustymi oczodołami. Wielkie i małe poroża jeleni, saren i kozłów, dodają im tylko srogiego wyglądu. Do tego łowieckiego krajobrazu, uzupełnionego postacią Pana Kierownika dołączają jeszcze psy. Jeden widać, że rasowy, Gończy słowacki. Spokojny, z wyraźnym wcięciem w talii. Znaczy, że często za zwierzyną biega, tropi, nagania, pomaga w polowaniu. Drugi jamnik szorstkowłosy. Szoruje sierścią po ziemi machając wesoło ogonkiem i co rusz spogląda na suto zastawiony dziczyzną stół. Dwóch Duńczyków, siedzi wciąż naprzeciwko mnie. Typowi emerycie ze Skandynawii. Opaleni, po niedawnych wakacjach gdzieś w Afryce lub na południu Europy. Godzinę jeździli wokół Stacji szukając jej bez skutku na swoim GPS-ie. Dopiero gdy po nich wyjechaliśmy, szczęśliwie trafili do celu. Jednakże podążanie za zielonym terenowym samochodem Pana Waldemara, okazało się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych