Poświata nocy
Chodzi bardziej o nastrój. Przesłanie być może gdzieś jest, rozjechane na pustych ulicach nocnego miasta.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kostki bruku lśniły w księżycowym blasku bladą poświatą nocy. Kałuża była czarną, zastygłą antymaterią wciśniętą między błyszczące kamienie, tuż przy ciężkiej kratce studzienki ściekowej. Czarny kot przebiegł przez zastygły w bladym, latarnianym świetle krajobraz. Uciekł w jakąś szczelinę między blaszanymi garażami przedzierając ciszę przeciągłym miauczeniem. Chwilę potem niepewne kroki wysokiej, zgarbionej postaci odbiły się nocnym, wyrazistym echem od ścian kamienic. Kałuża rozszalała się jak spłoszone zwierzę pod naciskiem rozsznurowanego trampka. Przez chwilę migotał w niej księżyc. Blada, pociągła twarz odbijała się od szyby starej Skody Favorit. Mężczyzna stał chwilę wpatrując się we własne odbicie. W końcu wymiętosił kluczyk z kieszeni i drżącą ręką otworzył drzwi. Zaskrzypiały, aż mężczyzna zadrżał i musiał westchnąć, żeby opanować dreszcze. Za jego plecami, stukając obcasami przeszła filigranowa blondyneczka, kurczowo trzymając torebkę. Latarnia, której żółte światło oblewało jej bujną fryzurę i zgrabną figurę zamigotała, po czym zgasła w momencie, w którym blondyneczka wyszła spoza jej zasięgu.
*
Szyby były zaparowane. Włączył wentylator i wycieraczki. Zaciskał zęby, tak, że jego i tak wypukłe kości policzkowe uwydatniały się jeszcze bardziej. Nerwowo potarł kilkudniowy zarost. Odpalił silnik z pewną ulgą, którą dostrzec można było w mniej napiętych kącikach ust. Samochód chodził głośno, w środku szumiał wentylator i miarowo skrzypiały wycieraczki. Dźwięki popadały w nieśpieszną kakofonię. Po chwili spokojnym tykaniem dołączył do nich kierunkowskaz. W bocznym lusterku zaświeciły rozmazane światła nadjeżdżającego samochodu. Mężczyzna zacisnął dłonie na kierownicy i wpatrywał się w rosnące żółte gwiazdy reflektorów. Twarz miał napiętą i skupioną. Kiedy samochód minął go, ruszył. Auto szarpnęło, zeskakując niemal z krawężnika. Później, już dużo spokojniej, potoczyło się dalej. Zatrzymało się na chwilę na linii skrzyżowania, po czym znów szarpnęło i zniknęło skręcając w prawo.
*
Droga była pusta, kusiła księżycowym blaskiem. Mężczyzna docisnął gaz, wnętrze auta wypełniło się jeszcze głośniejszym rykiem silnika, wiatrak wciąż szumiał, jak gdyby próbował zagłuszyć całą resztę. Deszcz zrosił szyby, wycieraczki ganiały to w jedną, to w drugą stronę, jak rozbujane wahadła zegarów. Hipnotyzowały. Zatrzymał się jakieś sto metrów od sygnalizacji. Zielone światło, jakby zbyt jaskrawe na tle rozgwieżdżonego nieba stało się punktem docelowym rozpalonego spojrzenia kierowcy. Samo skrzyżowanie, dosyć duże i dobrze oświetlone raziło swoją pustką, przyrostem przestrzeni widocznej tylko nocą. Zdawało się czekać na piorun, który ma uderzyć w sam jego środek i wypełnić je po brzegi potwornym hukiem. Kierowca zgrzytnął zębami, zacisnął mocniej kościste dłonie na kierownicy. Docisnął pedał gazu. Skoda zawyła, ale nie jak dzikie zwierzę; była w tym raczej nutka rozpaczy. Zapłonęło pomarańczowe światło. Mężczyzna sapnął, po dłuższej chwili puścił sprzęgło. Wcisnęło go w fotel, zaparł się o kierownicę. Dwie sekundy po tym, jak zapaliło się czerwone Skoda niemal przeskoczyła przez skrzyżowanie i wypadła z drugiej strony z raptownością wściekłego drapieżnika. Auto toczyło się dalej pomiędzy obdrapanymi twarzami kamienic. Kierowca dyszał, na zaciśniętych zębach błyszczała ślina. Nie odrywał przekrwionych oczu od tylnego lusterka. Widział w nim uciekający horyzont i dopiero po dłuższej chwili przez minione skrzyżowanie, z owadzim bzykiem przemknęło jakieś auto. Uderzył dłonią w klakson, zasapał nerwowo, chwilę szarpał się na siedzeniu, po czym, bez sekundy zastanowienia obiema dłońmi przekręcił kierownicę. Skoda zapiszczała oponami, przekrzywiła się, choć wciąż parła przed siebie i dopiero po chwili, jakby zerwana ze smyczy wpadła na chodnik. Tam zrobiła szybki piruet, który zakończyła głośnym wgnieceniem tyłu w ścianę kamienicy.
*
Kolejna kropla potu spłynęła mu z czoła po policzku, po czym z gracją zawisła na szpiczastej brodzie, po to tylko, aby po chwili spaść na sztruksową marynarkę. Silnik zgasł w chwili uderzenia, ciszę mącił tylko szumiący wentylator i nerwowo dygoczące wycieraczki. Sapał, z dłońmi zaciśniętymi na kierownicy tak mocno, że kostki wyglądały jakby dawno już powychodziły ze skóry. Płonącym spojrzeniem oblepił jakiś sobie tylko znany punkt. Powietrze zeszło z niego nagłym westchnieniem, jak ulga, ale tylko chwilowa, bo zakończyło się spazmatycznym chichotem. Drżącą i siną ręką sięgnął stacyjki. Silnik znowu zawył, jak stary, dobry przyjaciel. Maska ściśniętych mięśni twarzy przez chwilę przypominała uśmiech. Był to uśmiech szaleńca.
*
Mechaniczna gąsienica pociągu z miarowym stukotem przesuwała się nad wiaduktem. Atrakcyjna, filigranowa blondyneczka wyszła powoli spod filarów podtrzymujących tor dla pełznącego potwora. Z naprzeciwka nadjeżdżała zdezelowana Skoda Favorit. Jechała powoli, jakby szybciej już nie mogła, jakby dźwigała jakieś zbyt ciężkie brzemię. Blondyneczka spojrzała na nią, kiedy się mijali. Zdążyła poprawić fryzurę w odbiciu w bocznej szybie. Za jej plecami Skoda powoli przetoczyła się pod wiaduktem i z jeszcze głośniejszym rzężeniem pełzła pod górę. Blondyneczka nabrała powietrza w płuca i wypuściła je drżąco. Zniknęła za rogiem, gdzie kończyła się latarniana poświata nocy.
*
Kierowca patrzył wciąż przed siebie otoczony kakofonią niepotrzebnych dźwięków.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bili
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…