Poza ciałem
"Omne ignotum pro magnifico" - (łac.) "Wszystko co nieznane wydaje się wspaniałe". Podróż bohatera poza granice własnej cielesności. Pamiętnikowe sprawozdanie z tzw. projektcji astralnych- zadające więcej pytań, czy udzielające jakichś odpowiedzi?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}POZA CIAŁEM{/b}
{i} Duch porusza materię{/i} Wergiliusz
{b}Z dziennika Mateusza K.:{/b}
{u}Postanowienie{/u}
Nie pamiętam skąd, ale dowiedziałem się kiedyś o czymś takim jak podróże poza ciałem. Choć nie dałem temu wiary, bardzo mnie ta myśl zaciekawiła. Słyszałem, że ktoś napisał na ten temat książkę i przekonywał, że wyjście z ciała jest w pełni realne i do tego niezbyt trudne, pomyślałem sobie, że dobrze by było taki podręcznik zdobyć i przeczytać jakie wskazówki udziela w nim autor. Nie miałem jednak takiej możliwości. Myślę, że koncepcja podróżowania poza ciałem- gdyby tylko była realna- z pewnością miała by do zaoferowania mnóstwo korzyści oraz zdobycie niesamowitych doświadczeń. Ja jednak ani przez chwilę nie pomyślałem, że sam mógłbym tego doznać, wszystko to wydawało się zwykłą fantazją.
{u}Dzień pierwszy{/u}
…Do czasu. Minęło kilka lat, zanim wśród milionów spraw jakimi martwi się życie, znowu powrócił do mojej pamięci zamysł wyjścia z ciała. Nastąpiło to nagle, bez żadnej przyczyny i- chyba z nudy- bardziej się tym zainteresowałem. Najważniejsze było to, że tym razem nie poprzestałem tylko na rozmyślaniu, lecz postanowiłem od razu spróbować się tego nauczyć. Poczekałem z praktyką do nocy- miałem wrażenie, że poprawniej i wygodniej będzie, gdy spokojnie będę mógł leżeć we własnym łóżku, nie wzbudzając niczyich podejrzeń- a nóż by mi się udało? Dalszy ciąg mego dziennika będzie sprawozdaniem z tego, co uda mi się zobaczyć oczami bez materialnego połączenia z ciałem. Uprzedzam jednak, że ja sam, jak i wy, którzy być może sami kiedyś tego doświadczycie- osobno, każdy za siebie ponosimy odpowiedzialność. Postanowiłem też, że zanim umrę nikt się o tym nie dowie. Na świadectwo o moich dokonaniach zostawię jedynie ten pamiętnik.
{u}Noc pierwsza{/u}
Położyłem się po godzinie jedenastej, za oknem było już zupełnie ciemno. Na ścianie odbijała się blada poświata księżyca. Leżałem prosto na plecach, ręce wyciągnąłem wzdłuż tułowia. Nie bardzo wiedziałem jak zacząć- nie dano mi przecież najmniejszych wskazówek. Jak bardzo żałowałem, że nigdzie nie udało mi się zdobyć rzekomego podręcznika do sztuki wychodzenia z ciała. Zamknąłem oczy. Starałem się zanurzyć w głąb siebie. Nie w środek mojego ciała, ale tak, by każda jego cząstka zapadła się we własną otchłań. Fizycznie mówiąc- by uzyskała spin 1/2 i została w środku obrotu. Pozornie łatwa czynność, ale trudno mi było taki stan uzyskać. Kiedy osiągałem już coś w rodzaju nieświadomości własnego ciała, przerywał mi własny oddech. Cała uwaga mimowolnie koncentrowała się na unoszeniu klatki piersiowej i procesie oddychania. Przeszkodę tę zwalczyłem jeszcze większym skoncentrowaniem się na czynności, którą wykonywałem. Oddychanie jest przecież rzeczą fizjologiczną, nad którą się nie zastanawiamy- ciało jednak tym próbowało się bronić. Po jakimś czasie zaczęły mnie boleć oczy, zorientowałem się wtedy jaki popełniam błąd. Mimo zamkniętych powiek, chciałem ujrzeć co jest za nimi. Człowiek odnosi wtedy wrażenie, że zmierza w nieznanym kierunku w jakimś innym wymiarze, jednak nie tędy prowadziła droga. Szybko wyczerpałem się fizycznie i znudziłem brakiem rezultatu. Starałem się odprężyć zwyczajnie leżąc w łóżku. Pomyślałem, że w istocie chcę się wydostać z ciała, ale nie jedynie myślami, lecz całą świadomością rzeczywistości i zachowaniem wszystkich zmysłów. Bo przecież poczucie zatracenia czasu lub otoczenia osiągałem już nieraz w czasie medytacji lub modlitwy. Było to także „wyjście z ciała”, ale nie w tym kontekście, w jakim ja chciałem to osiągnąć. Postanowiłem zmienić strategię działania. Otworzyłem oczy. Bo właściwie dlaczego niby mam je zamykać? Przynajmniej będę wiedział kiedy już „płynę” we właściwym kierunku. Wyobraziłem sobie, że moje ciało leży dalej na pościeli, a ja już, już… A jednak nie. Musiałem spróbować jeszcze raz. Chwilę potrwało, zanim zupełnie zatraciłem poczucie własnego ciała. Tak, nie czułem już ani kończyn, ani tułowia. Lecz zaraz kiedy straciłem koncentrację odzyskiwałem tak bardzo niepożądaną świadomość oddychania. Czułem jak porusza się klatka piersiowa i znowu musiałem zwalczać ten problem. Ale tej nocy już nic nie osiągnąłem.
{u}Noc druga{/u}
Ponownie spróbowałem w nocy. Kiedyś przeczytałem w podręczniku codziennej gimnastyki o ćwiczeniu zwanym treningiem autonomicznym. Postanowiłem wykorzystać to do dzisiejszej próby jako czynność ułatwiającą osiągnięcie zatracenia własnego ciała. Ćwiczenie to wygląda mniej więcej tak: 1. Rozluźniłem prawą rękę, w myślach mówiłem sobie: „twoja prawa ręka jest ciężka jak głaz, nie potrafisz jej podnieść. 2. To samo uczyniłem z ręką lewą. 3. Przyszła kolej na obie nogi. Zacząłem od prawej (podobno dla mańkutów lepiej zaczynać od lewej), jednak stopa była źle ułożona pod kołdrą i mimowolnie nie chciała się rozluźnić. Ja umyślnie jej nie ruszałem tylko bardziej skoncentrowałem się na rozluźnianiu i to pomogło. 4. Następnym krokiem było wykonanie zadanych poleceń z tułowiem. 5. Na samym końcu głowa i kark. Jak to na początku przewidziałem, taki układ bez większych problemów pomógł mi ustalić pozycję wyjściową do całego procesu. Dzisiejszej nocy nie chciałem popełnić wczorajszych błędów, więc skupiłem się tak, iż pośród cichości nocy działał już tylko jeden z moich zmysłów: wzrok. Widziałem sufit i teraz chciałem ten wzrok podnieść wyżej, ujrzeć z bliska rzeczy, których w tej chwili nie mogłem zobaczyć, nie ruszając z miejsca materialnego ciała. Po długich staraniach doszedłem do czegoś, co mogę nazwać „stanem przejściowym”. Miałem wtedy wrażenie, że już wychodzę z ciała, jedyne co mnie trzyma, to zbyt mała chęć; siła woli musiała być zdecydowanie większa niż więzi, które zespalają w istocie ludzkiej owe {i}soma{/i} i {i}pneuma{/i}. Niestety podniecenie tym stanem, który nie koniecznie był krokiem do przodu sprawiło, że nic więcej już tej nocy nie osiągnąłem. Gdy przed zaśnięciem poszedłem do łazienki wszystkie moje kończyny chodziły w stawach niczym świeżo nasmarowane łożyska. Podobnego uczucia doznałem kiedyś po zejściu z karuzeli łańcuszkowej w wesołym miasteczku. Ciekawe, co teraz sprawiło, że czułem się podobnie?
{u}Noc trzecia{/u}
Próbowałem dokładnie tego samego co wczoraj. Po trzydziestu minutach rozbolała mnie głowa i odechciało mi się wszystkiego. Jutro spróbuję w dzień. Może noc ma na to jakiś zły wpływ.
{u}Dzień czwarty{/u}
Poczekałem na odpowiednią sposobność, bym został sam w domu, dla większego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Położyłem się na dywanie ale pod głowę podłożyłem poduszkę. Światło bardzo mnie rozpraszało, nie umiałem się skupić. W ogóle jakoś czułem się beznadziejnie, więc nie próbowałem już nawet tamtejszej nocy. Mam nadzieję, że jutro lepiej się poczuję i coś z tego będzie. Jeżeli nie poczynię żadnego postępu zrobię sobie co najmniej tygodniową przerwę lub całkiem zaprzestanę.
{u}Noc piąta{/u}
Jeśli to ma być moja ostatnia próba, to pomyślałem, że skupię się jak najbardziej potrafię i będę dzisiaj wysilał się jak nigdy przedtem. Zacząłem od treningu autonomicznego. Potem odprężyłem się i przez kilkadziesiąt minut powtarzałem to, co robiłem przez ostanie kilka nocy. Wysiliłem całą moją wolę, siły fizyczne i psychiczne. Wpadłem w taki stan, że nie pragnąłem już niczego innego, jak tego, żeby opuścić własne ciało i gdzieś poszybować. W tamtej chwili zdawałem sobie sprawę (lub było to tylko chwilowe odczucie), że mój byt ludzki istnieje jako tako jedynie w postaci duchowej, zaś sama materia jest tylko złudzeniem, po którym poruszają się zmysły. W pewnej chwili zakręciło mi się w głowie i znalazłem się na krótki czas jakby w innym świecie. Przestraszyłem się, że przypadkiem zasnąłem i całe moje starania poszły na marne. Ale gdy otworzyłem oczy (nawet nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil romanwala
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…