Wróć do katalogu

Rachel: Więzy Krwi (Rozdział II)

Osierocona siedemnastoletnia dziewczyna imieniem Rachel, dowiaduje się, że jej zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach matka była z rodu Wielkich Magów. Czy jej następczyni odkryje okoliczności jej śmierci? I czy podoła przeznaczeniu Wielkich Magów?

Snakedot, opublikowano , 20 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ DRUGI ROK 3022

Słońce wstało, okrywając swym blaskiem Północną część Aerfár. Do bramy zbliżał się jeździec. Wartownicy na blankach naciągnęli cięciwy. Po chwili do jeźdźca podeszli strażnicy. Jeden z nich podniósł ręke, dając znak łunczikom, że wszystko jest w porządku. - Otworzyć bramę! – zawołał ich dowódca. Brama otwarła się, strażnicy odeszli na bok, by przepuścić jeźdźca. Gdy znalazł się na drugiej stronie, zeskoczył z konia, oddając go do opieki stajennym. Odrzucił kaptur i poprawił długie, czarne włosy. Jeźdźcem była młoda kobieta; wyglądała na wykończoną podróżą. Dopiero wstawał świt, więc ulice były puste. Kobieta chwiejnym krokiem podeszła do jednego ze strażników. - Witamy w Aerfár – zawołał, chyląc głowę. – Domyślam się, że chciałaby pani odpocząć? Koń jest w dobrych rękach, proszę się nie martwić. - Dziękuję – odpowiedziała ochrypłym głosem. – Odpocznę, ale najpierw muszę się spotkać z królem. - Oczywiście, poprowadzę do króla, natychmiast – rzekł strażnik, ponownie chyląc głowę. – Słońce już wstało, więc za chwilę powinien się obudzić. Proszę za mną. Bez chwili zwłoki ruszył brukowaną ulicą. Kobieta, pomimo trudnej podróży, żwawo ruszyła za nim. Zimny wiatr rozwiewał jej spocone włosy, tnąc po zmęczonej, brudnej twarzy. Strażnik poprowadził ją po schodach, prowadzących na płaski plac. Gdy na niego weszli, ich oczom ukazał się ogromny, kamienny pałac, przed którym stali kolejni wartownicy, uzbrojeni, jak kobieta zdążyła zauważyć, w Miecze. Poznała je po wycięciu przy rękojeści; było to charakterystyczne dla Mieczy. Jej przewodnik przyprowadził ją przed oblicza wartowników i rzekł: - Prowadzę Rachel, córkę Christial, Wielkiego Maga. Wartownicy spojrzeli podejrzliwie na kobietę. Mokre czarne włosy okrywały jej twarz, a brązowe kozaki do kolan były brudne i zniszczone. Nie wyglądała na Wielkiego Maga w zamyśle wartowników, toteż wyciągnęli Miecze. - Masz jakiś dowód? – zapytał jeden z nich. – Różne typy się tu kręcą. Przewodnik Rachel spojrzał na nią niepewnie, ale ona przewidziała taką sytuację. Walcząc ze złością, że oprócz wyczerpującej jazdy i walki z Łowcą, musi jeszcze udowadaniać swoje imię, wyciągnęła Cáith’a, najpotężniejszego z Wielkich Mieczy, używanych przez Wielkich Magów. - Teraz mamy pewność - oznajmił drugi z wyraźną ulgą. – Nie mogłabyś pani nosić Cáith’a nie będąc Wielkim Magiem. Nasz władca już wstał. Proszę za mną. Rachel znalazła się w ogromnej, pełnej przepychu Sali. Na jej końcu znajdował się tron, na którym siedział król, wcześniej uprzedzony o przybyciu Rachel. Król był starym człowiekiem, o dużych gabarytach i poważnej twarzy. Podchodząc do niego, Rachel uklękła na jedno kolano, walcząc z ochotą, by rzucić się na posadzkę i zasnąć. Król skłonił głowę i rzekł: - To zaszczyt widzieć Wielkiego Maga w mojej komnacie. Co cię tu sprowadza pod dwóch latach? - Odbyłam bardzo męczącą podróż, królu, aby ogłosić, że Lodowe Jezioro pękło – powiedziała oficjalnym tonem. Król wstał z tronu z zadziwiającym wigorem. Podszedł do Rachel i zapytał cicho: - Więc… to koniec? - Jeszcze nie – powiedziała ponuro, poprawiając włosy. – Nadal działa zaklęcie rzucone przez moją matkę. Ale pod naporem Dusz w każdej chwili może ustąpić. Król usiadł z powrotem, zacierając ręce ze zdenerwowania. Rachel walczyła ze znużeniem, ale nie dawała po sobie tego poznać. Marzyła tylko o posiłku i ciepłym łóżku. - Myślałem, że to Christial zmroziła Jezioro – burknął władca, patrząc ponuro na wetknięty za pas Rachel Wielki Miecz. – Czyż nie tak? - Nic bardziej mylnego – oświadczyła Rachel stanowczo. – Uwięzienie Dusz w zamarzniętym Jeziorze to amatorszczyzna, której moja matka by się nie dopuściła. Była za dobra. Nie wiem kto skuł Jezioro lodem, ale to musiał być Mag niskiej klasy. Moja mtka rzuciła zaklęcie na taflę, które niechybnie wkrótce wygaśnie. Król Fáel westchnął przeciągle. Gdyby Dusze uwolniły się z okowów zaklęcia Christial, Łowcy Dusz i bestie z Pustkowii staliby się na tyle potężni, by zatakować Aerfár i zrównać kraj z ziemią. Pojedyńcze morderstwa i Wydzieranie Dusz nie mogło ich na tyle wzmocnić. - Przez dwa lata spokoju, cieszyłem się słonecznymi dniami. Teraz wraz z sobą przynosisz chmurę, która zakrywa całe błękitne niegdyś niebo. Cóż począć? Do Rachel prawie nie docierało co król mówił, gdyż w tym samym momencie zatoczyła się delikatnie w bok. Czuła ogromną ochotę zamknąć oczy, ale oznaczałoby to brak szacunku do króla Fáela. - Królu – zaczęła Rachel, ledwo stojąc na nogach. – Odbyłam potwornie męczącą podróż, upierając się w jej ciągu z Łowcą. Muszę wszystko przemyśleć, ale teraz jestem zbyt zmęczona. Potrzebuję odpoczynku. Fáel skinął na strażników. Szepnął jednemu z nich kilka słów, odprawiając go. Strażnik szybko wyszedł z komnaty. Fáel zwrócił się do Rachel: - Caer wskaże ci drogę. Oby następny dzień przyniósł lepsze wieści i rady. Bywaj! Rachel pochyliła głowę i ruszyła za strażnikiem, pozostawiając króla ze strapioną miną, wspartego o poręcz tronu.

Na zewnątrz słońce było już wysoko i wzmagał się wiatr. Rozległy się poranne dzwony, budząc Północ ze snu. Zimne, mroźne powietrze ocuciły nieco Rachel ze znużenia. Orzeźwiona, szła raźno za Caer’em brukowaną uliczką, pomiędzy marmurowymi domami. Niektórzy miejscowi już przechadzali się za swoimi sprawami, zmierzając Rachel zaskoczonym spojrzeniem. - Nie było mnie zaledwie dwa lata, a patrzą jakbym z grobu powstała – pomyślała Rachel, po tym, jak zapatrzony na nią mieszkaniec potknął się i wyłożył na marmurowym dziedzińcu. - Proszę spojrzeć – powiedział strażnik, zatrzymując się nagle. Stanęli na mrarmurowym dziedzińcu na drugim piętrze obszaru zabudowanego. Słońce topiło w swoich promieniach błyszczące, piękne białe budynki na piętrze poniżej. Białe ptaki szybowały z rozprostowanymi skrzydłami, śpiewając donośnie. Wiatr zaczepnie szczypał Rachel po twarzy, ale nie mógł on zmienić jej przekonania, że widok jest piękny. Poczuła, że znów jest w domu. - Piękne, prawda? – westchnął Caer wpatrując się w ptaki. – Niezwykle się cieszę, że wróciłaś, pani. Potrzebujemy pani tutaj. Rachel, poruszona tym wyznaniem, spojrzała na towarzysza. Był młody, a jego głowę zdobił hełm z białym piórem; znak osobistej straży króla. - Nie byłam ciałem, lecz wędrując po Pustkowiach byłam z wami sercem. Ten kraj mnie wychował, jestem mu coś winna. - Źle się dzieje, prawda? Na Pustkowiach. Czujemy to. Ten dzień jest piękny, ale zbierają się chmury. Jest coraz zimniej. Ten wiatr… nie do końca jest dziełem natury. Jest bardzo źle, pani? Rachel wciągnęła rześkie powietrze w płuca, nie pozwalając mu ich opuścić. Stała by w tym miejscu do końca świata, gdyby mogła. - Sytuacja pogorszyła się w przeciągu dwóch lat, gdy zabawiałam w Weáldierre. Po tym jak Lodowe Jezioro pękło, sytuacja zrobiła się bardzo nieciekawa. Nie chce cię oszukiwać, Caerze. Jeśli Łowcy Dusz zapanują nad Duszami uwięzionymi przez moją matkę, dni Aerfár będą policzone. To samo się stanie, gdy zniszczą jeden z wolnych krajów. Ja sama już nie jestem dzieckiem, jakim byłam cztery lata temu – podjęła. Rachel zaczepiła wzrok na ptakach, zatoczających koło nad horyzontem. - W Weáldierre spędziłam dwa lata, niczego konkretnego nie wskórając. Odciągnęłam jedynie Łowców od kraju. Wkrótce znów uderzą ze zwojoną mocą, a wtedy upadnie. Popełniłam fatalny błąd, opuszczjąc Aerfár. - Nie mnie to oceniać – rzekł Caer. – Lecz brakowało nam pani. Pamiętam jak dziś, kiedy razem z panną Amalią biegałyście wokół dziedzińca. Rachel spojrzała na niego z zaciekawieniem; zatem pracował tutaj bardzo długo i, jak się zdawało, znał ją bardzo dobrze. Więc nie był taki młody. - Chodźmy – rzucił strażnik, ruszając nagle. – W końcu mam panią zaprowadzić. Zaraz będę zmuszony panienkę nieść. Nie mówie, żebym tego nie zrobił, nawet bardzo chętnie, jednakże… Ale Rachel nie słuchała go. W przeciągu czterech lat zmieniła się, czuła to. Nie tylko stała się kobietą cieleśnie, lecz również psychicznie. Dojrzała, i to szybciej niż przypuszczała. Na pewno miały z tym związek dwa lata poza Aerfár, będące tylko przedsmakiem tego, co ją czekało wkrótce. - Pani? - Prowadź – wychrypiała, odrywając wzrok od horyzontu. Po pewnym czasie dotarli do tymczasowego pokoju Rachel, i strażnik, podając jej klucze, oddalił się na swoją pozycję przy królu. Rachel otwarła drzwi. Izba była mała, lecz przestronna. Znajdowało się w niej małe łóżko i komoda i toaletka. Gdy przestąpiła próg, w znajdującym się naprzeciwko łóżka kominku buchnął enuzjastycznie ogień. W powietrzu wsiała przyjemna woń malin. Delikatna poświata promieni słonecznych omiotła podłogę. W powietrzu dało się słyszeć piękną muzykę, choć… nic w rzeczywistości nie grało. Rachel coś ścisnęło za gardło, gdy pomyślała, że w Aefár zabawi tylko jeden krótki dzień. Wzywały ją bowiem obowiązki Wielkiego. Postanowiła, że musi się udać nad Lodowe Jezioro i przezornie ponowić zaklęcie matki. Choć nie była pewna, czy uda się jej ta sztuka – zawsze istniała możliwość, że mimo woli pogorszy sprawę. Po raz kolejny zbeształa się w duchu za brak pewności siebie. Bolał ją każdy mięsień, więc bez większego namysłu, rzuciła się na łóżko. Nie zasnęła jednakże natychmiast. Nigdy nie zasypiała, gdy miała do przemyślenia kilka spraw. Dopóki nie poukładała sobie ich w głowie, dopóty nie pozwalała sobie na sen. Leżąc na plecach, pogładziła łańcuszek na szyi – łańcuszek jej matki. Już dawno doszła do wniosku, że przeszłość należy zostawić historii. Jej zadaniem jest zapisywanie kolejnych kart w księdze losu, możliwie najmocniejszym atramentem. Na przewracanie poprzednich kart nadejdzie jeszcze czas. Nie zważając na pogłębiające się problemy w głowie, Rachel zasnęła twardym snem.

Obudziła się wczesnym świtem; dopiero się rozjaśniało. Nie zwlekając, przemyła twarz zimną wodą i przejrzała się w lustrze. W ciągu czterech lat zmieniła się niemal nie do poznania. Jej rysowana delikatnymi rysami twarz przybrała poważny wyraz. Na zimne, wściekle zielone oczy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych