Wróć do katalogu

San Quentin

wyłącznie dla osób pełnoletnich

fantasjaopublikowano 10 listopada 200818 min czytania 2,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie ma w tym nic złego że są dni lepsze i gorsze ani w tym że wymieniamy korespondencję nie ma w tym nic złego że nasze pragnienia dążą do tego aby wzajemnie się uwieść szukamy snów kolorowych pośród siebie dotyków intymnych pośród nocy szukamy...

Zasięgam porady łapiesz mnie za skrzydło białe łabędzie i płatkiem groźnym sypiesz śniegu choć ja do świtu podobna szarego gestem szerokim swym myślom drzwi otwieram nie czyniąc nic złego...

- Masturbacje - Gladiatorzy i młodzi, z urodą Apollona, Wenus, Bachusa, Gai Ziemi - Pomieszani jak porozrzucane wokół skarpety eleganckie koszulki bluzy spodnie spodenki jak zeschłe kwiaty kompozycje bielizny ciepłe jeszcze. - Zza ściany dochodziła muzyka strzępy rozmowy śmiech. Odwzajemniane milczenie przytłaczało ich rozgrzane ciała. A może ta noc parna wdzierała się w nozdrza głęboka, niosąc za sobą dawno skrywaną tajemnicę z miejsca gdzie pragnienie ucztowało z obawą. Pochłonięci w rozmowie gestykulując, fizycznie nie przybliżali się i nie oddalali od siebie. Ich wieczne Aury w przestrzeniach dziejów pokonane wzajemną sympatią, którą wciąż hojnie rozsiewa kosmiczny ład, przylgnęły do siebie w delikatnym pocałunku. Mały hotelowy pokój, jakich wiele. Dwa zwykłe łóżka zwykłe posłania zwykłe ściany, okno ze szczelną roletą. Toaleta kabina z prysznicem, muszla wszystko zwykłe. Sobota. Robert przyniósł czteropak, choć było to surowo zabronione. No, co ty Robert to zabronione! Kamil zawołał z odruchowym klepnięciem w odsłonięte kolano... - ssyknął boleśnie Stłuczony mięsień uda od wczoraj dokuczał mu zjadliwie. - Ato, na znieczulenie. - Robert walnął w stolik cztery ciasno stulone puszki browca. Mocne spoko, no to golniemy po jednym. Kaaa-pciu! Metalicznym zgrzytem i gadzim syknięciem odezwała się szarpnięta pieszczotliwie łechtaczka alu-puszki. Uważaj boi ci wszystko wypłynie! Heheheheee - trącając ramieniem o ramię kolegi Robert wyszczerzył mocne zęby w spontanicznym śmiechu. Kurka wodna! Ciepły ten browar. Kamil ukradkiem cierpko skrzywił usta. Wstydził się przyznać, że nie pije alkoholu. Pod żadną postacią. Idę pod prysznic muszę trochę się schłodzić. Kamil, pokrętnym tyłeczkiem w luźnych szortach zniknął za drzwiami i po chwili rozległ się szum spuszczanej wody, wyraźne pluskanie i prychanie. W bezwiednym zamyśleniu Robert spoglądał na zamknięte drzwi. Odleję się – nagle postanowił. Wszedł do toalety. Na posadzce porzucone niedbale, zmięte i przydeptane szorty Kamila, podniósł je delikatnie, przysunął do nozdrzy. Głęboki rozkoszny oddech wypełnił jego płuca. Podniecający zapach kropel zaschniętego moczu markowego dezodorantu, chłopięcego potu i niewinności przyprawił go o drżenie ciała i umysłu, dotykał je w zagięciach fragment po fragmencie – taaakie czyste... Jesteś bogobojnym tulipanem! Jeszcze raz podsunął szorty ku nozdrzom i jak kapłan równiutko poskładał bieliznę chłopaka. Kamil pochylony tyłem namydlał stopy. Poprzez zamgloną szybę jego giętka sylwetka sprawiała niezwykłe wrażenie. Robert zapragnął nagle dotknąć tego widma tego rozgrzania. Posiąść je dotykiem gwałtownym, nieobyczajnym, tak jak dzieje się to pomiędzy sprośnym mężczyzną i miłośnie odurzonym chłopakiem. - Kamilu! Otulę cię furią rozkoszną, eterycznym obdarzę amokiem, tylko pozwól się dotykać. Pozwól - westchnął ale już półgłosem. - Sikał gdzie popadło... Z trudem wtulił się między uda, hałaśliwie spuścił wodę. Kamil wyczuł tę obecność, lekko spłoszony stanął bokiem, jego wyraźnie zarysowany penis wdzięcznie odciskał piętno na zaparowanej szybie, i obnażonej wyobraźni kompana. Jak pajda świeżego chleba złocistym miodem cieknąca tak widok młodzieńca wzbudził łaknienie, niepohamowaną żądzę, zauroczenie, homo świadomości Roberta. Kamil kurczowo ściągnął mięśnie brzucha...

Dni młodego chłopca płynęły monotonnym, choć wartkim tokiem. Szkoła treningi szkoła. Czuł, że stwórca wstrzyknął mu sporą dawkę klasycznej urody i jeszcze coś, czego nie da się opisać. Mdlił go zapach tytoniu. Od zawsze stronił od alkoholu. Nie czuł się pewnie w towarzystwie rówieśników Wszystko przez jedną głupią sprawę Przyrodzenie Kamila rozwijało się sprzecznie z podręcznikowym standardem Zamiast przynosić mu męskość i dumę wzbudzało umartwienie Patrzył na swój penis jak w zwodzie wygina się w łuk, wystrzela w górę, sprawiając wrażenie ułomności. Dlatego nieczęsto zabawiał się zabiegając o jego wpływy, a jeśli już się zdarzyło w finalnym momencie doznawał efektu mrowia błyskawic tańczących po całym ciele i pod pachami. Nie było sposobu, musiał z tym żyć, choć drażniło go to i obawiając się śmieszności wpędzało w kompleks. Kamil uwielbiał długie stanie pod cieknącą wodą namydlenie i ciepło uwielbiał. Upewnił się, że został sam gładził miękkość brzucha podbrzusza jak pluszową szmatkę z dzieciństwa jak flecistka rozbierał opuszkami penisa palcami przedzielał pośladki muskając uległą klawiaturę nabrzmiałych sutek. Pieniste mydło przyjemnie ślizgało odbyt. Były to niewinne igraszki nawet wtedy, gdy rozdrażniony członek dorosłego chłopaka usilnie wymykał się spod kontroli. Kąpieli nigdy nie kojarzył z seksem Także tym razem Piana jak łuska srebra spływała płatami z pleców, lubieżnie zwarł uda, ściskając anielską fujarkę i stała mu się słodka chwila. Odłożył mydło. Zimny strumień wody skierowany wprost na łono natychmiast przywrócił równowagę ducha. Ten sposób kończenia wewnętrznej rozmowy o seksie był niezawodny. Tym bardziej z radością zanurzył się w miękkość ulubionego szlafroczka.

analityczny seks –

No jesteś wreszcie! – spoglądając na kwitnącego Kamila, Robert wymamrotał udawanym wyrzutem w głosie przełykając porcję solonych orzeszków. Rozchylony szlafrok jak brama niebios uwodząc odsłania namiętnie gładkie uda chłopaka Robert namacalnie wślizguje się tam, iskrząc zapałem źrenic, jak wytrawny alpinista u podnóża Mont Everest, rozwiniętym skrzydłem podniebną zaczyna wspinaczkę. Robert jest mistrzem mianowanym, funkcja instruktora zgrupowania młodych siłaczy to jego pasja. Rozkład dnia: ósma śniadanie dziewiąta zbiórka w hali trening, trening, trening... nawet nie ma czasu spokojnie się odlać. dwunasta obiad sjesta czas wolny szesnasta basen osiemnasta kolacja dwudziesta spanie – o laskach nie ma mowy!

Idę już - Robert podniósł się żwawo zarzucił bieluteńki ręcznik na ramię – trochę się ochlapać przed snem Kamil dojrzał, co nie było trudne, jak zwiedziony członek wypiętrzał mokrą plamkę na bokserkach mistrza - zawijał cygarko - skojarzenie przemknęło Kamilowi. Wrócę dopijemy browarek, to obejrzę twoją chorą nogę może rano zgłosisz się do doktora usłyszał już zza drzwi łazienki po chwili dobiegało radosne – do raju, do raju, będziesz za mną szła... Robert miał ładny głos i ładnie śpiewał. Kamil odsłaniał wysokie uda w różowym szlafroku przepasany luźno paskiem biblijny pasterz pomyślna wróżba nadzieja tajemniczy gnom i niepewność dzika samica żądza, grzeszna sama w sobie obraz idealnego wszechświata i szatan co kusił Stwórcę

Bosy z ręcznikiem nisko na biodrach, nagim torsem zalotnym uśmiechem, Robert stanął w drzwiach Pokaż Zdecydowanym tonem zarządził otwierając tubkę Viagrilium. Kamil położył się na boku - mogłem majtki włożyć - pomyślał nieco skrępowany tak bezceremonialnym zachowaniem mistrza, który jednym ruchem odciągnął szlafrok obnażając pełny koszyczek górnego pośladka. Aż tak wysoko mnie nie boli – zaprotestował onieśmielony chłopak Instruktor wycisnął dozę specyfiku i delikatnie głaskał mięsień Intensywny aromat wanilii, amoniaku i gorzkich migdałów słaniał się po całym pokoju. - Już dotykał kolana... opuszkami wzdłuż - no nie kurcz się tak, jak jaka cnotliwa panienka Nie miałeś nigdy dziewuchy? Czując jak gorący rumieniec wstydu zalewa chłopaka - no dobra, dobra odpręż się - mruknął Przesuwał opuszkami pod sklepienie krocza, powracał w okolice stawu kolanowego Lepiej? – Teraz lepiej - rozmiękczony szepnął Kamil Drżące dłonie Roberta zagarniały coraz śmielszą przestrzeń niby przypadkiem, muskając rozgrzane jąderka. To jest zboczone, - ostrzeżenie zaświtało chłopcu, – ale wciąż rozkosznie podniecany uległ. Już bez zawahania z uległością kotki poddawał się nie ukrytym pieszczotom mistrza, który obmacywał dłońmi w staw kolanowy w poprzek uda opuszkami w jądra omdlałego chłopaka. Bezdźwięcznie mieszając nabrzmiałe kuleczki przyprawił go o utratę resztek woli W tym samym zespalając się rytmie, ekwilibrystycznie przegięty Robert poczuł coraz bliżej ciepłość skóry i podniecające opary świeżej głowy dorsza zmieszane z wonnym mydłem. Musnął wargami pół-zdziczałego penisa Kamil przełknął ślinę, cały drżał, a w myślach ... - przeklnę cię jak teraz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych