Wróć do katalogu

Śmierć jest taka niecierpliwa - Rozdział III

Czy jesteśmy gotowi na najwyższe poświęcenie, właśnie wtedy gdy brakuje nam już sił i nadziei?

Sunnynight, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział III

Czas płynął dla mnie zdecydowanie za szybko. A ja nie mogłam nic zrobić by go, choć na moment zatrzymać. Wiązałam moją przyszłość z czymś zupełnie nierealnym. Doktor Powell dość jasno określił, czego ode mnie oczekuje, a ja mimo tego wszystkiego balansowałam na krawędzi. Bolało mnie to jak mnie potraktował. Przez tamtą, krótką chwilę poczułam się jakbym już nic nie znaczyła dla tego świata. Dla świata żywych. Ogarnął mnie przenikliwy chłód, otuliłam się szczelniej kocem i dłonie zacisnęłam mocniej na kubku z gorącą herbatą. Piłam każdy łyk wolno, próbując zatrzymać w ustach jej smak. Nie mogłam powstrzymać potoku myśli zalewającym moją głowę od rana. Spojrzałam na nieco zabrudzone ściany mojego mieszkania, byłam ciekawa, kto po mnie będzie się im przyglądał. Po południu biblioteka była zamknięta, panna Hollingsworth wzięła sobie wolne. Spojrzałam na dłonie, kubek był pusty. Mimo tego, para nadal unosiła się nad nim. Czy ze mną też tak będzie. Jeśli moje serce, znajdzie się z dala od mojego ciała, to czy nadal będzie częścią mnie. Na samą myśl o tym paraliżował mnie strach. Zacisnęłam wargi zbyt mocno i z kącika ust poleciała przejrzysta strużka krwi. Kolejny ciężki dzień. Droga, którą kroczyłam nie miała być ani prosta, ani łatwa. Nie miała mieć też szczęśliwego zakończenia. Stałam teraz na rozstaju dróg. Mogłam wybrać. Problem polegał na tym, że konsekwencje jednego czynu, pociągały za sobą kolejne. Mogłam uratować życie niewinnego chłopca, za cenę własnego. Doktor Powell dzwonił do mnie rano i prosił o kolejne spotkanie. Żałowałam, że się zgodziłam.

* * * Siedziałam na tym samym krześle, co zawsze. Doktor Powell przeglądał wyniki badań. Co jakiś czas zerkał na mnie niepewnie, jakby czuł na swych barkach niewidzialny ciężar. - Nie będziemy już przeprowadzać, przynajmniej na razie, żadnych dodatkowych badań. W obecnej sytuacji nie miałoby to sensu, a mogłoby nadwerężyć twój, już dość słaby system odpornościowy. Ostatnie badania wykazały niedobór hemoglobiny, zapisałem ci kolejną dawkę witamin. Nie możesz się zbytnio przemęczać pamiętaj o tym- powiedział spoglądając na kartę trzymaną w ręce -Rozumiem, panie doktorze- odparłam, siląc się na spokojny ton głosy, nie mogłam pozbyć się nieprzyjemnego uczucia, że coś przede mną ukrywa -Zauważyłaś może ostatnio jakieś dodatkowe objawy? Czułaś bóle lub zawroty głowy? Gorączka?- Na jego pytania tylko pokręciłam przecząco głową -Jakieś nudności? Zaburzenia równowagi? Napady gorąca?- Spytał spoglądając badawczo spod okularów, które zsunęły się na czubek, lekko zakrzywionego nosa. -Nie- powiedziałam poprawiając kołnierzyk swojej bluzki, który wywinął się, gdy zdjęłam szalik. -A może masz problemy ze snem? Jakieś plamy w pamięci, drżenie rąk? Brak apetytu? Żadnych krwotoków z nosa? Bólów gardła?- Dodał prostując się na krześle -Panie doktorze, to brzmi, jakby chciał pan znaleźć mi jakąś dodatkową chorobę, jakby ta jedna, nie wystarczała – powiedziałam i podniosłam rękę uciszając go, gdy otwierał usta- Żadnych bólów gardła, apetytu nigdy nie miałam, mam bardzo dobrą pamięć, a ostatnią gorączkę przechodziłam w wieku piętnastu lat, gdy miałam ospę -Rozumiem, po prostu, myślałem, ze jestem w stanie ci jeszcze w czymś pomóc. Znam twoją sytuację. Często ocieram się o skrajne przypadki, widuję śmierć na każdym kroku. Ostatnio byłem bardzo niedelikatny, nie powinienem był mówić ci tego prosto z mostu. Mogłem przygotować cię na to, wytłumaczyć, nie zrobiłem tego i teraz żałuję. Musisz zrozumieć, że jestem tylko lekarzem, przekazuję trudne wiadomości każdego dnia. Ne jestem psychologiem, ale czuję, że mogłem rozegrać to inaczej- powiedział – Popełniłem chyba jeszcze jeden błąd- dodał i spojrzał na moją twarz- Teraz to widzę. Nadal nie jesteś na to przygotowana. Widzisz, nie chodziło mi tylko o konsultacje. Zwykle nie tak to się odbywa, ale ten przypadek, twój przypadek- dodał z naciskiem- jest inny, wymaga, więc odmiennych metod. Powinnaś poznać rodziców tego chłopca, daj mi dokończyć- powiedział, gdy zobaczył, że chciałam coś powiedzieć- To bardzo ważne. Musisz poznać ich stanowisko. Znaleźli się w trudnej sytuacji. Od roku poszukują ratunku dla syna. Kiedy sprawdzałem zgodność, trafiłem na twoje dane. Kiedy cię poznałem, jeszcze o tym nie wiedziałam, naprawdę. Kiedy usłyszeli, że jest cień szansy… -Nie rozumie pan, panie doktorze. Wymaga pan ode mnie czegoś, na co nie jestem gotowa i… -Na takie rzeczy nigdy nie jest się gotowym. Spróbuj postawić się na ich miejscu… -Nie … -Posłuchaj mnie- powiedział przerywając mi po raz kolejny Odłożył trzymane przez siebie pióro i westchnął głęboko. -Człowiek, kiedy się rodzi, jest największym darem dla swoich rodziców. Nie każdy z nich to docenia. Kiedy chodzi o bezpieczeństwo lub zdrowie dziecka są w stanie wiele poświęcić… -Chce pan, bym oddała mu swoje serce, ponieważ on ma rodziców, a ja ich nie mam? Nikt się o mnie nie troszczy, nie mam rodziny, odpowiedniej pozycji i jednym słowem, nic mnie nie trzyma na tym świecie?- Powiedziałam stanowczo -Stawiasz sprawę na ostrzu noża. Nie oto przecież chodzi. Nie chcę znów być niedelikatny, ale spójrz na to tak. Nie każdy ma szansę w swoim życiu na najwyższe poświęcenie. Nawet, jeśli taką szansę dostanie, ponad połowa z tych, którzy ją otrzymują, nie decyduje się na nie. Wyczuwam w tobie lęk, ale nie przed śmiercią. Strach mający podłoże nieco głębiej. Nie mówisz wiele. Przyjmujesz wszystko ze spokojem, czasem zastanawiam się czy nie jest on zbyt duży. Ten chłopiec, tak jak ty przeszedł zbyt wiele… -Panie doktorze, ja … Ocenia pan ludzi zbyt pochopnie. To, że na zewnątrz ktoś okazuje stoicki spokój nie oznacza, że pogodził się ze swoim losem. Całkowita bierność na pierwszy rzut oka może skrywać to, co w środku nas rozdziera- powiedziałam, nie wiem czy bardziej do siebie czy do niego. Jednak zdawał się uważnie słuchać każdego słowa, które ulatywało z moich ust -Jego rodzice są zrozpaczeni. Pamiętasz jak opowiadałem ci o klatce- gdy skinęłam głową kontynuował- Każdy element, z którego złożona jest klatka, to jakaś część naszego organizmu. Pomyśl, jeśli jedna śrubka odpadnie, istocie tkwiącej w środku nadal nic się nie sta… -Porównuje pan, panie doktorze moje serce do śrubki, małej, maleńkiej, zardzewiałej śrubki? A może stwierdzi pan jeszcze, że powinnam to zrobić dla dobra większości. Zapewne uważa pan, że chłopiec ten ma świetlaną przyszłość, całe społeczeństwo skorzysta na jego powrocie do zdrowia. A ja, nikt nie zauważy zniknięcie smętnej bibliotekarki z przedmieścia- powiedziałam stanowczo i spokojnie, mimo targających się we mnie emocji -Kiedy przyjmowałem tę pracę dziesięć lat temu, wiedziałem, że nie będzie łatwo. Spójrz- powiedział wyciągając spod fartucha łańcuszek, na którym zawieszona było coś na kształt srebrnej stopy, widziałam taki w starej książce w bibliotece, jeszcze na początku mojej pracy- wiesz, co to jest?- spytał -Zapewne amulet- powiedziałam -Masz rację. Srebrna Stopa jest symbolem… -Niezmienności, stałości, ale także oddania się i pokory. Jest oznaką drogi ziemskiej, którą każdy ma do przebycia. Na pana amulecie jest napis: „Na szczęśliwą drogę” – odparłam, gdy podał mi go do ręki- ale powinno być też „i na powrót” nie rozumiem, chyba, że nie wierzy pan w życie wieczne- dodałam -Jestem lekarzem, mam ścisły umysł. Ale pomimo tego wierzę głęboko, że czeka nas coś po śmierci, czyli po odbyciu naszej ziemskiej drogi. Kazałem usunąć napis: „i na powrót”, ponieważ uważam, że bez względu na wszystko nie ma powrotu, człowiek nie może się cofnąć, musi iść naprzód, bez względu na to, co czeka nas za progiem- odparł zamyślony -Nie wiedziałam, że jest pan tak przesądny by kupować amulety - stwierdziłam -To prezent- odrzekł tajemniczo -W minionych czasach, Srebrną Stopę kobiety ofiarowywały swoim ukochanym, podczas ich pobytu w odległych miejscach, miało to zapewnić szczęśliwy powrót i połączenie się kochanków- przypomniałam sobie słowa ze starych, pożółkłych stron książki -Tak, masz rację. Moja, wówczas, przyszła żona dała mi go. Teraz wciąż mi o niej przypomina, gdy jestem poza domem. -Mam wrażenie, że próbuje pan, panie doktorze odwrócić

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych