Wróć do katalogu

Spisek

Trzecia część przygód Nyama, proszę czytać po "Mieście"(nr 15216) i "Orkyrze"(nr 21229). Nie są długie i raczej się podobały, więc da się je przeczytać bez umierania :)

netzach, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Spisek

I

Renyas Nicander uchodził za człowieka posępnego. Poważny grymas jego ust przypisywano cichej pogardzie, ściągnięte brwi – ukrytej złości. Jeśli w Mieście mówiłeś mało, traktowano Cię jak człowieka, który nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Renyas nie mówił wiele, ale jak nikt potrafił patrzeć. Czasami zdawało mu się, że wielu ludzi jest ślepych, a czasem, że to on widzi zbyt wiele… Życie w Mieście polegało na grze pozorów. Najważniejsze zaś było to, co wie o tobie, twój wróg. Albo to, czego nie wie. Może dlatego mężczyźni z rodu Renyasa wybierali tak często służbę na morzu. W czasie sztormu nikt nie mówi rzeczy zbędnych… To brzmiało prawie dumnie: Renyas Nicander, drugi dowódca Linylli. Był to ten sam okręt, którym dowodził niegdyś jego dziadek, dziś eon rodu Nicandrów. Oczywiście Renyas zdawał sobie sprawę, że został drugim dowódcą nie z powodu swych zasług. Choć mało kto, w wieku 23 cykli, mógł się poszczycić tytułem dowódcy. Teraz jednak wszystko co było zasługą jego urodzenia, miało ustąpić przed tym, czego miał w życiu dokonać. Przynajmniej tak to tłumaczył sobie on sam, przemierzając otulony mgłą, zewnętrzny dziedziniec zamku w Orkyrze. Wiele bowiem rzeczy szło w złym kierunku, a wszystko zaczęło się dwa dni wcześniej, gdy Lysias Tymh polecił mu odnaleźć młodego Nyama. W drodze powrotnej, gdy Nyam opowiadał mu historię zamku, zobaczył jednego z przybocznych Tyngysa Fenyela. Ten zaś dyskutował z kimś zawzięcie – Renyas nie znał tego drugiego człowieka. Gdy przechodzili obok, obaj zamilkli i tylko dziwne spojrzenie, jakim obrzucili Nyama, zdradziło Renyasowi temat ich rozmowy. Zrozumiał więc co miał na myśli giermek mówiąc „jutro o świcie w sali”. Co prawda nie usłyszał już w jakiej, ani po co ktoś się spotykał, ale spodziewał się, że będzie to jakaś narada, co więcej – miała być tajna. A to pachniało już spiskiem. Tylko kto spiskował przeciwko komu? Renyas wiedział, że jedni popierają Lysiasa Tymha, inni zaś Kytiosa Brekanna. Kto jednak stoi na straży prawa, a czyją tarczą są jedynie kłamstwa? Tego nie mógł łatwo rozstrzygnąć, chyba, że zjawi się na spotkaniu, na które nie został zaproszony… Gdy tylko wskazał Nyamowi salę, w której oczekiwał go Lysias, udał się do swojego przełożonego, dowódcy Linylli. Był nim starszy już oficer, Hyzjusz Uter – dawny znajomy dzisiejszego eona Nicandrów. Do tej pory Renyas nie zwracał się do niego w innych niż służbowe sprawach. Wiedział jednak, że Hyzjusz dystansuje się od sporów w Mieście i będzie mógł posłużyć mu dobrą radą. Spotkał go przy dokach, gdzie nadzorował załadunek Linylli. – Najlepsze, co mógłbym Ci doradzić? – odrzekł niechętnie kapitan – trzymaj się swojej służby i zostaw innym ich własne intrygi. Ale jeśli chcesz mieszać się do spraw Miasta, to zostaw służbę innym, a o radę mnie już nie pytaj… – Nie chcę porzucać służby – Renyas powiedział to bez przekonania – jeśli jednak zażądają ode mnie bym ich poparł? – Kto? I czego chce? Zresztą może lepiej nie wiedzieć… - Hyzjusz mówił bardziej już do siebie, niż do swego zastępcy. – Nikt niczego ode mnie nie żąda, ale wiem, że dzieje się coś niedobrego na wyspie i prędzej czy później wszyscy będą musieli wiedzieć z kim są. – Nie wyobrażaj sobie chłopcze, że jesteś dla kogokolwiek taki ważny – rzucił rozbawiony – czy wiesz ilu jest dowódców na tej wyprawie? Jeszcze trochę, a nie będzie komu zmywać pokładów, bo wszyscy mają zbyt wysokie tytuły. – Jak jednak nie zdradzić Miasta? – ciągnął nieustępliwie Renyas. – To akurat jest proste… wystarczy dobrze dowodzić swoim okrętem – kapitan uśmiechnął się do swoich myśli, po czym wrzasnął coś do jednego majtków załadowujących zaopatrzenie na okręt i ruszył w stronę trapu. Renyas zaś stał jeszcze długo oparty o ściany doku. Ocknął się dopiero gdy usłyszał pierwsze oznaki zbliżającego się przypływu. „Czas nie działa na korzyść tych, którzy nic nie robią” – mawiał jego ojciec. Tylko jaki teraz był czas? Może było za wcześnie by zacząć działać, ale czy nie za późno już, by zmienić bieg wydarzeń? A Renyasa przerażała w życiu tylko jedna myśl: że nie będzie miał wpływu na własny los…

I I

Gdy wszedł do sali wszystkie oczy zwróciły się ku niemu naciskając wymownie zapadłą ciszą. Nie było ich zbyt wielu – oprócz Tyngysa Fenyela i Ystana Obna tylko Kestev Gyeco był znaczącą osobistością. Resztę, w liczbie ośmiu, stanowili niżsi rangą oficerowie, było też pięciu giermków – łącznie szesnaście osób. – Co cię do nas sprowadza, Renyasie Nicandrze? – zapytał wreszcie Kestev. – Czy zjawiając się tu, nie wykazuję troski o dobro Miasta? – odpowiedział pytaniem Renyas. – Wieloma powodami kierują się tu zebrani, mało kto jednak troską Miasta – Kestev podszedł do Renyasa – my chcemy jednak wiedzieć… kto ciebie przysyła? – Nie jestem szpiegiem Kytiosa, jeśli o to wam chodzi. – Nikt nie podejrzewa Cię o znajomość przewodniczącego Rady. Czy nie przysyła cię aby Lysias Tymh? – odezwał się Tyngys najstarszy w sali rangą dowódca. Wśród stojących dotąd nieruchomo postaci pojawiły się nerwowe ruchy. Renyas spojrzał po zebranych. – Nie jesteście wszak stronnikami Lysiasa? – zapytał już mniej pewnie. Wszyscy wokół zaczęli spoglądać po sobie. Kestev położył rękę na ramieniu Renyasa. – Cóż… chłopcze, nie jesteśmy jego wrogami… ale czy sądzisz by jego sprawa miała jakiekolwiek szanse w Mieście? Renyas patrząc na pełne zmieszania twarze zrozumiał, czemu miało służyć to spotkanie. Honor tych ludzi, czy dobro Miasta, nie miały tu nic do rzeczy. – Chcecie uciec?! – pierwszym jego odruchem było oskarżenie. Wśród niektórych pojawiły się próby protestu, ale usta sznurował im rozsądek, czy może raczej strach. – W Mieście zawsze ktoś ma większą władzę od innych – zaczął Ystan – ktoś dyktuje warunki, a reszta się podporządkowuje. – Teraz zwyciężył Kytios – ciągnął Tyngys – a ludzie, którzy się mu narazili – tu wskazał ręką po zebranych – muszą wiedzieć, kiedy należy odejść. – Dlaczego więc nie pomożecie w ucieczce Lysiasowi? To on jest najbardziej narażony na zemstę Kytiosa. – Lysias, z całym szacunkiem dla jego osoby… to głupiec. Nie chce opuścić służby, jakby wierzył wciąż we własne zwycięstwo. – odezwał się stanowczo Kestev. Renyas chciał odpowiedzieć, lecz przeszkodził mu Tyngys: – Nie osądzaj nas zbyt pośpiesznie, chłopcze… tobie nic nie grozi pozostanie na Orkyrze. My mamy rodziny, o które wypadałoby się martwić. Nie możemy więc szermować żadnymi gestami wobec Lysiasa, bo nie będziemy mieć odwrotu. Na dźwięk słowa „chłopcze” Renyas poczuł narastający gniew. Jak on śmie tak się do niego zwracać, gdy sam ucieka jak szczur? – Być może jestem dla was tylko „chłopcem”, którego możecie pouczać, ale mam przynajmniej odwagę stanąć naprzeciw swemu losowi – mówił jak zahipnotyzowany – czy myślicie, że wasze słowa sprawią, że Brekann uzna was za swych przyjaciół? Jak powiadacie sprawa Lysiasa jest w mieście przegrana. Po co więc przewodniczącemu Rady tacy stronnicy jak wy? Ma tylu własnych, bardziej oddanych, że zabraknie mu tytułów do nadawania, a musi skonfiskować jeszcze parę majątków, by mieć za co kupić pospólstwo! – Renyas podniósł głos, lecz sam zdziwił się jego wymową. Myśli galopowały mu coraz dalej i dalej… ku stojącej w porcie Linylli i jej zaopatrzeniu. Gdy się ocknął zauważył, że w sali wybuchła zażarta dyskusja, a na sobie poczuł gniewne spojrzenie Tyngysa Fenyela. – Myślisz, że możesz nas pouczać? – powiedział z wyrzutem – skoro tyle wiesz o tym co się dzieje w Mieście, może sam powinieneś zostać członkiem Rady! – szyderstwo wykrzywiło twarz starca w fałszywym uśmiechu. Renyas zignorował jego słowa. Gdy tylko

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych