SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 12: Mała tajemni
Ema jest typową nastolatką o nietypowym imieniu. Jej sytuacja rodzinna również jest orginalna, gdyż zamiast rodziców wychowuje ją wujek- zapalony geograf, który postanawia, że najbliższe wakcaje spędzą na Wyspach Galapagos. Niestety wycieczka nie będ
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O matko, jaki wstyd. Jaka porażka. Szkoda, że nie mogę rozpłynąć się w powietrzu. Jeśli do tej pory była jakakolwiek nadzieja, że porywacze nie zrobią mi krzywdy to mogę być pewna, że już jej nie ma.
A to wszystko, dlatego, że siedziałam na tej głupiej szafie i wpatrywałam się w okropne drzewa. Powinnam leżeć w kącie i nie pokazywać się nikomu na oczy. A przynajmniej powinnam zejść z tej szafy w momencie, kiedy na horyzoncie pojawił się krzywonosy. Ale ja oczywiście uznałam, że jest on urozmaiceniem krajobrazu. Po za tym zżerała mnie ciekawość.
Po jakiejś minucie zobaczyłam również długowłosego, który nadszedł od strony lasu. Wtedy już naprawdę powinnam przestać patrzyć w to okno. Ale gdzie tam, ja siedziałam dalej. Bardzo cicho i spokojnie.
Szkoda, że taka nie byłam jak zobaczyłam, że krzywonosy i długowłosy się całują.
TAK!!! I to wcale nie był przyjacielski pocałunek.
Wyglądał raczej na nieco intymniejszy.
Boże, co ja gadam oni po prosu całowali się tak jak całują się zwyczajne heteroseksualne pary.
Nie muszę chyba dodawać, że był to bardzo ohydny widok. Żeby, więc nie stracić równowagi chciałam się przytrzymać ściany. Niestety jakaś łopata stała oparta o nią i przez przypadek ją potrąciłam a ona upadła z takim hukiem, że krzywonosy i długowłosy natychmiast przerwali swoje no wiecie co i spojrzeli w stronę okna, w którym oczywiście zobaczyli mnie.
Tak się przestraszyłam, że zbyt gwałtownie się schyliłam i spadłam z jeszcze większym hukiem z szafy. A ta oczywiście była tak niestabilna, że zaczęła się przewracać. Prosto na mnie.
W pośpiechu wyciągnęłam ręce by ją przytrzymać. Niestety była już pod takim kątem, że trudno ją było utrzymać.
W tym momencie do szopy wpadł, Marcos i oczywiście natychmiast mi pomógł, przywracając szafę do pionu.
Ja jednak nie miałam siły oddychać a co dopiero mówić o wstawaniu. Leżałam tam, więc w wielkim szoku.
I wcale nie jestem homofobem. Poważnie. Nie mam nic przeciwko kochającym się ludziom. Nawet, jeśli są oni tej samej płci.
Ale dajcie sobie spokój. Miałam pełne prawo zareagować tak jak zareagowałam na widok dwóch porywaczy wymieniających się śliną.
BLEEEEEEEEE!
W głowie mi się nie mieści, że tych dwóch to geje. Boże! A jak Marcos i pirat z wąsikiem to też para?
Może znalazłam się w małym światku dla homoseksualistów?
Nie to przecież niemożliwe. Marcos mówił, że uciekł z powodu kobiety. Gej NIE MOŻE być zakochany w osobie płci przeciwnej. Prawda?
A może jest biseksualistą?!
Zrobiło mi się niedobrze. Marcos stał nade mną i patrzył jak na idiotkę. Nic dziwnego. Cały czas leżałam na podłodze i nie miałam zamiaru się ruszać.
Z ulgą stwierdziłam, że krzywonosego i długowłosego nie ma w szopie. Jakoś mi to jednak nie pomogło. Pewnie snują plany na temat tego jak pozbawić mnie mojego życia. Wiecie, geje są dość wrażliwi na swoim punkcie. Zdaje się, że starali to ukryć a ja ich przyuważyłam. To może oznaczać tylko jedno. Chcą mnie wykopać z tego świata. Żebym nikomu nie powiedziała o ich małej dewiacji seksualnej.
Nie. Homoseksualizm to nie dewiacja. Ta raczej ambiseksualizm. Powinnam się cieszyć, że to nie transwestyci. Gdyby krzywonosy biegał w damskich ciuszkach dla zaspokojenia własnych popędów to na pewno dostałabym zawału.
Ja naprawdę nie jestem rasistką.
Po prostu trudno przyzwyczaić się do różnych dewiacji.
Nie. Nie, dewiacji. Do odmiennych preferencji seksualnych.
JAK ONI MOGLI SIĘ CAŁOWAĆ?!
- Hmm- usłyszałam Marcosa- Aura, wszystko w porządku?
No dobra. Chyba jednak moja kora mózgowa nie jest mocno pofałdowana, ponieważ nie od razu zorientowałam się, o co chodzi. Zaczęłam się zastanawiać, co znaczy do choinki w języku angielskim słowo „aura". Przecież Marcos nie mógł wiedzieć, że po polsku to po prostu pogoda albo nastrój. A poza tym nie pasowało do kontekstu.
W końcu do mnie dotarło, że piraci myślą, że mam na imię Aurora. I to pewnie miał być skrót. Naprawdę za dużo czasu zajęło mi zajarzenie, o co chodzi.
Uważam, jednak, że da się to usprawiedliwić tym niewielkim szokiem, który przeżyłam z powodu tego małego zboczenia porywaczy.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam, kiedy już byłam w stanie myśleć o czymś innym niż o tym wynaturzeniu.
Nie cofnij. O tym odchyleniu. Jeszcze gorzej. W każdym razie, kiedy przyzwyczaiłam się do myśli, że zostałam porwana przez homosi. BOŻE. Przez osoby o innej preferencji seksualnej. NIE homosi.
- To, dlaczego spadłaś z szafy?- spytał Marcos- I dlaczego teraz leżysz i się nie ruszasz? Zrobiłaś sobie coś?
- Nie- usiadłam- Fizycznie nic mi nie jest.
- Fizycznie?- Marcos podniósł jedną brew do góry, przez co wyglądał bardzo no cóż interesująco. Boże, jestem nimfomanką.- A psychicznie?
Moja psychika nie była tak do końca w dobrym stanie. Zdecydowanie ucierpiała przez ten mały incydent. Lepiej było jednak siedzieć cicho.
- Psychicznie też w porządku.
- Cieszę się- powiedział Marcos- Ale lepiej siedź już na podłodze.
Sam usiadł pod ścianą naprzeciwko szafy a ja usadowiłam się obok niego. Gdy tylko to zrobiłam on poderwał się na równe nogi i wybiegł z szopy. Zaczęłam się zastanawiać, co zrobiłam nie tak. Zanim jednak zdołałam wpaść w panikę Marcos wrócił. I miał w ręku talerz zupy.
- Pomyślałem, że zgłodniałaś- stwierdził i sam na moich oczach jej spróbował- Jak widzisz nie jest otruta.
To bardzo miło z jego strony. Niestety mimo tego, że byłam straszne głodna wcale nie miałam ochoty na jedzenie. Cały czas chodziła mi po głowie jedna myśl. Czy Marcos jest homoseksualistą? Kiedy talerz opustoszał do połowy spojrzałam na niego a on uśmiechnął się. Jakoś tak dziwnie. Jakoś tak po gejowsku!!
Odłożyłam łyżkę.
Nie pytajcie mnie skąd wiem jak się uśmiechają ludzie innej orientacji
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luminka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…