Upadły Anioł - Piotruś
Jajogłowy podrapał się po swym siwym od myśli łbie. Sapnął, stanął przy tablicy wytarł wzory gąbką. I znów wsadził brudne łapska w tajemnice natury. Wielki ignorant przestawiał cegiełki, zmieniał proporcje. Kolejne byty kwiliły o śmierć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
IV. Piotruś
Ciepło i miło, coś mnie kołysze, jakaś kobieta śpiewa kołysankę. Co jakiś czas jakiś męski głos krzyczy. Wtedy coś mnie ściska i jest nie przyjemnie. Ja chcę kołysankę niech ten drugi głos sobie idzie. ... Jest mi źle, ucisk stał się regularny. Co chwila coś mnie rzuca w górę i w dół. Słyszę głośne nieprzyjemne dźwięki miasta, tramwaj, odgłos otwieranych drzwi, ludzkie rozmowy. ... Znowu jestem w poziomie, chwila spokoju, gdzieś jadę czuje zakręty. O stanęło, teraz już będzie znowu ciepło i miło. ... Coś mnie ściska i pcha do przodu. Zimno, zimno, coś mnie uderzyło w pupę, pieczę, drę się w niebogłosy. Czuje jakąś wielką dłoń, ściąga mi coś z głowy, ktoś mnie myje. Jest dużo jaśniej. Ktoś mnie kładzie, znowu jest ciasno i cieplutko. Jest mi tak dobrze już nic nie boli.
... Pani Agnieszko , piękny zdrowy syn cztery sto, w czepku urodzony. Pewnie będzie kimś niezwykłym. Na pewno, zaśmiała zmęczona porodem dziewczyna. Proszę mi go dać. ... Znowu ktoś mnie podnosi , kiedy Oni dadzą mi spokój. Cały świat jest rozmazany, widzę tylko swoje małe rączki. Coś się do mnie zbliża, to twarz kobiety, jej uśmiech jest taki radosny i szczery. Mama, to moja mama. Więc jestem w ciele małego dziecka pamiętając całą swoją przeszłość. Jak ja teraz odnajdę swoją miłość ? Jak długo moja róża będzie wypatrywać mnie na leśnej drodze. Miną lata, a ja wciąż będę dzieckiem. Dorosły doświadczony mężczyzna w ciele małego szkraba. Najbardziej okrutnym z władców tego świata jest śmierć, jak mogła zostawić mi świadomość ? Pomyśleć, że niektórzy ludzie, płacą aby poznać swoją przyszłość. Tarot , kabała, kryształowe kule, ja i bez tego wiem, kim będę. Dziwadłem, ciekawostką przyrodniczą pokazywaną na Discovery. Muszę naprawdę uważać żeby nikt nie odkrył kim naprawdę jestem. Swoją drogą ciekawe, czy stopniowo zacznę przypominać sobie fakty z poprzednich wcieleń, to mogło by być nawet ciekawe. Dobra głodny jestem, zjadło by się małe co nieco, może być bułka i kawałek krakowskiej. Jak się rozryczę to mamuśka przyjdzie z mleczkiem. No dobra zaczynajmy ten cyrk. Whuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuaaaaaaaaaaa ....
Dobrze, następnym razem rozedrę się oktawę wyżej. Po chwili nad łóżeczkiem pokazała się zaspana twarz blondynki, znaczy się mojej aktualnej mamusi.
-Moje maleństwo, pewnie głodne, zaraz Piotruś dostanie papu, taaak papu.
Hmm Piotruś, no ewentualnie może być. No nie no kobieto, piersią chcesz mnie karmić, to żenujące, liczyłem na butelkę. Ssanie w brzuszku uspokoiło się poczułem wszechogarniającą senność. Zasnąłem, przez krótką chwilę wydawało mi się, że wszystko wróciło do normy. Biegnę leśną drogą, na ganku leśniczówki siedzi moja miłość. Zauważyła mnie, na jej twarzy radość miesza się ze zdziwieniem. Wstała, już do mnie biegnie, jej czarne włosy gładzi wiatr. Łapię ją wpół i kręcę się jak diabelska karuzela. W jej brązowych oczach widzę swoje odbicie, na usta ciśnie się tyle pytań. Wszystkie gaszę gorącą falą pocałunków. Będziemy już razem, zawsze razem, przyjaciele, kochankowie, spełnieni rodzice. Moja pustynna różo , tak bardzo za tobą tęskniłem. Każdy twój, oddech, uśmiech dotyk jest mój i tylko mój na zawsze.
Piękny sen o normalnym życiu z Alijah, rozwiała głośna rozmowa. Kobietę poznałem to mama, ale ten męski głoś ?
-Mówiłem, ci że nie chcę dziecka. Zrobiłaś co uważałaś za słuszne, teraz sobie radź sama. Będę ci przysyłał pieniądze, tyle mogę dla ciebie zrobić.
-Posłuchaj, przez całą ciąże radziłam sobie sama. Musiałeś się, jak ty to mówiłeś oswoić się z sytuacją. Nawet do szpitala pojechałam tramwajem z koleżanką, ty chamie. Powinieneś mieć na czole napis truteń. Zapylanie ci się podobało co, gorzej z ponoszeniem konsekwencji tego co się zrobiło. Jesteś kompletnie niedojrzałym dzieciakiem w ciele dorosłego mężczyzny. myślałam że jak urodzę Piotrusia to dotrze do ciebie fakt, że mały potrzebuje obojga rodziców, myliłam się. Pieniądze ?. Ja bym ci pokazała gdzie mam twoje pieniądze, ale nie zasłużyłeś nawet na to żeby oglądać mój tyłek. Jeszcze, jedno tobie zawsze imponował tak zwany High Live, imprezki, drogie samochody, szampan o północy i tym podobne bzdury. Wiedz, więc kretynie, że mój ojciec jest właścicielem sieci pizzerni w całej Polsce. Dotarło do ciebie, pajacu. Całe szczęście, że nie było ślubu nie będzie więc rozwodu. Teraz wynoś się stąd, żebym cię więcej nie oglądała.
Niedoszły tatuś nabierał powietrze jak młody karpik wyjęty z wody. Przestraszone rozbiegane oczy chciały wyskoczyć, wyraźnie główkował jak odkręcić całą sytuację.
-Agnieszka , Ja, Ja, ty mnie źle zrozumiałaś, ja cię przecież bardzo kocham. -Idź chłopczyku idź, po schodkach na dół , dalej poproś jakąś starszą Panią to pokaże ci drogę do domku.
Agnieszka, oparta o masywne drewniane drzwi kręciła z niedowierzaniem głową. Jak ja mogłam chcieć ułożyć sobie życie z tym człowiekiem ? Do niego nie można mieć nawet o to pretensji, że jest taki nieodpowiedzialny. Czy psa można winić za to że sika na chodnik. To po prostu leży w jego naturze. Miałabym dwójkę dzieci w domu, jedno swoje i drugie adoptowane. Zaraz, przecież on jeździ samochodem, wypełnia zeznania podatkowe, pracuje, a emocjonalnie jest na poziomie przedszkolaka, niesamowite. Życie z dnia nadzień coraz bardziej mnie zaskakuje. Puszczę sobie jakąś muzyczkę, zaraz mi wróci humor. Młoda mama przytulona do swego szczęścia, podrygiwała w takt muzyki. Będę dla ciebie najlepszą mamą pod słońcem. Będziemy chodzić na wycieczki, malować, zbierać kasztany. Zawsze będę miała dla ciebie czas i zawsze będziesz najważniejszy w moim życiu. Ty mój mały mężczyzno. Taaaaak słoneczko, ty wiesz jak mamusia cię kocha. Czujesz to w każdym moim uśmiechu, przy każdym karmieniu, kąpaniu, zabawie, oddaje ci cząstkę siebie samej. Tak już będzie do końca świata. Z radia popłynęła muzyka „Ja jestem macho niech kobiety mi wybaczą.” Mama i jej syn zaśmiali się jednocześnie. Pewnie tego przeboju słucha twój niedoszły tatuś. Tak słoneczko, niedoszły bo dla mnie to on jest najwyżej dawcą spermy, na miano ojca to pracuje się przez całe życie. Gdyby tylko wiedziała, że chłopiec zaśmiał się rozumiejąc groteskowość całej sytuacji.
Mama obudziła mnie jak zwykle łaskocząc po twarzy blond włosami. Przeciągnąłem się, jeszcze troszkę sobie poleżę. -Wstawaj śpiochu, dzisiaj jest wielki dzień, twoje piąte urodziny. No już bo będą łaskotki, śmiechotki. Może jednak cię lepiej zjem, widziałem że lepiej wstać bo za chwilę będę ugryziony w rękę. -Kto pierwszy do łazienki, ten dostanie płatki z miodem i orzeszkami. Małe stopki zadudniły na drewnianej podłodze. -Kapcie kto założy mały łobuzie ? Teraz cię zjem. –Mamo ja nie lubię jak mnie gryziesz. –Tylko tak troszeczkę cię zjem. Jak zwykle podniosła mnie do góry i łaskotała zębami po brzuchu. -Teraz myjemy ząbki, widziałeś kiedyś małego księciunia z żółtymi ząbkami. –Nie jestem małym księciuniem. Mam na imię Piotruś i chce dzisiaj zjeść befsztyk zapić go piwem i zapalić dobrego papierosa a potem na złość nie umyć zębów. Mama zrobiła tą swoją przestraszoną minę. -Piotrek ile razy ci mówiłam żebyś tak nie mówił, wiesz że sprawiasz mi tym przykrość. -Jesteś bardzo mądrym chłopcem ale ten twój spryt kierujesz w złym kierunku. –Chcesz pogramy dzisiaj w Scrable, ale teraz wyczyść porządnie ząbki a potem na śniadanko.
Agnieszka wsypała płatki do miski. Dymiący kubek z gorącym kakao postawiła na blacie kuchennego stołu. Przysunęła dziecięcy stołeczek.
Boję się o niego, może powinnam z nim pójść do psychologa. Przecież to nienormalne, żeby pięcioletni szkrab odzywał się w ten sposób. To już nie pierwszy raz, najgorsze jest to że koleżanki, też delikatnie mówiąc zauważyły odmienność mojego słoneczka. Tydzień temu na przyjęciu, Piotruś przez ponad godzinę obserwował z uwagą Justynę. Podszedł do niej i ... – To, że skończyłaś trzydzieści trzy lata nie dowodzi jeszcze niczego. Możesz być dobrą matką, żoną, przyjacielem, myślę, że kult młodości to znak naszych czasów. Pewnie w samotne zimowe wieczory, nie raz zastanawiałaś się czy kwalifikujesz się do staro panieństwa, czy też jeszcze, do ambitnej, wykształconej, która szuka odpowiedzialnego partnera na resztę życia. Nie znam twojego, ale jestem gotów założyć się o sprzątanie zabawek przez tydzień, o to, że twoje poszukiwania faceta to jedno wielkie rozczarowanie. Zostajesz dłużej w pracy, obserwujesz swoje koleżanki zastanawiając się w czym one są lepsze od ciebie. One mają mężów, ty tylko oszukujesz się że dobrze ci samej. Nikt ci nie brzęczy nad uchem, nie musisz znosić sportu w telewizji i prać jego brudnych skarpetek. Oszukujesz samą siebie. Ty chcesz przytulać się do jego piersi gdy burza za oknem, zniesiesz nawet Eurosport i jedenastu palantów kopiących jedną piłkę. Żeby tylko był ten twój jedyny, może nawet być sknerą, jesteś przecież niezależna. Tak bardzo chciałabyś mieć swojego faceta na dobre i na złe. Kochany, mężczyzna, właściciel stu wad i kilku zalet. Justyna rozryczała się na dobre, ktoś z tłumu gości krzyknął, zabierzcie go stad. Piotruś niewzruszony kontynuował. -Więc rusz dupę kobieto, przestań idealizować. Nie ma czegoś takiego jak prawdą o facetach. Są tylko ludzie dobrzy i źli, jesteś atrakcyjna umów się z kimś. Nie sprawdzi się jeden, weź następnego, kochaj zawsze czule i szczerze, ten prawdziwy odpłaci ci tym samym. Uważaj jednak na pieniądze nie ma łatwiejszego łupu jak zakochana kobieta. Nie zwracaj uwagi na duperele, w stylu, ten się nie nadaje bo ma źle wyprasowaną koszulę. Ten z nie wyprasowaną koszulą, może być tak samo niebezpiecznym psychopatą, jak i idealnym ojcem dla twoich dzieci. Reasumując szukaj, szukaj i jeszcze raz szukaj. Zacznij najlepiej od teraz, rozejrzyj się ile tu fajnych facetów. Instynktownie znasz mowę ciała, wystarczy że uśmiechniesz się w odpowiedni sposób. Założysz nogę na nogę, odgarniesz włosy, pobawisz się łańcuszkiem. Wielu facetów w tym czasie, czy tego chcę czy nie, odbierze twoje sygnały. Głowa do góry, trochę wiary w siebie. Pamiętam tylko jeszcze jak Piotruś, złapał swymi małymi rączkami dłoń Justyny. Śmiejąc się powiedział. -Za poradę należy się sto złotych. Tego już było za wiele. Piętnaście minut później, wszyscy goście rozeszli się do domów. W średniowieczu inkwizycja pewnie spaliła by nas za czary.
-Znowu płatki ? może tak dla odmiany jakiś kawałeczek chlebka z serkiem. -Dobrze, zjedź płatki , zrobię ci kanapkę z dżemem. -Wiesz czemu Amerykanie wcinają te swoje płatki ? Jakieś 50 lat temu niejaki Celogs, zwolennik wszelkiego co zdrowe, wprowadził w Stanach płatki kukurydziane aby zbilansować mono dietę młodych Amerykanów. Zatem jedzmy wszystko, ale z umiarem ku chwale zdrowia naszych ciał. -Piotruś jak nie możesz zachowywać się jak pięciolatek to chociaż udawaj. -Dobrze mamo, zrobię to tylko dla ciebie.
Na twoje przyjęcie urodzinowe przyjdzie wiele dzieci z mamami, także zachowuj się proszę. Po śniadaniu pojedziemy na zakupy do supermarketu. Cieszysz się ? Mamcia, teraz dwie wersje, jedną dla ciebie i twoich koleżanek, czyli opinii publicznej a druga to prawdziwy ja ..
Mały chłopiec skłonił się kurtuazyjnie jak średniowieczny paź na dworze króla.
Odsłona pierwsza -Tak, tak się cieszę, dostanę lizaczka i będę mógł pojeździć wózkiem samochodzikiem. Oj chodźmy mamo prędko do tego supermarketu. Tam jest dużo dzieci i zabawek.
Odsłona druga -Chodźże więc Matko ma, w miejsce gdzie każdy coś udaję, jeden że więcej zarabia, ładując koszyk tandetą po brzegi. Drugi za pięć złotych, gnębi brata swego jak dynamiczny kierownik stoiska z rybami. Wszyscy się tam złażą jak do świątyni jakiej. Kupczą kłamią, obłuda spływa po ich wypacykowanych twarzach. Wszechobecne kamery, zgłodniałe sensacji elektroniczne ślepia. Plastikowe lalunie chodzą jak robactwo po wybiegu, kłamstwo gości na ich piętnastoletnich twarzach. Wszystko jest na sprzedaż. W powietrzu krąży magiczne pytanie Masz prace ?
Wiem jak zwykle przesadzam, zrobimy tak. Postaram się wśród obcych uważać co mówię chyba, że nie będzie innego wyjścia. Proszę o jakieś wyjściowe wdzianko i możemy iść. Agnieszka ze smutkiem w oczach pokiwała głową. W tramwaju jak zwykle tłok, arogancja miesza się z zapachem potu i wisi. Agnieszka co chwila głaszcze mnie po głowie i powtarza, - Już niedaleko, tylko się nie denerwuj. -Mamcia ja się nie denerwuje, niby czym tłokiem. Co chwila starsze Panie upominają się o swoje, cenny towar miejsca siedzące. Radośni młodzi ludzie w kolorowych kurtkach słuchają muzyki. Czemu młodzież potrafi się jeszcze śmiać. Jest to związane z ich zdrowiem ? Dobrze że starość miesza się z młodością, bilans goryczy i radości zostanie zachowany.
Mała dziewczynka dzielnie trzyma się metalowego słupka. Podniosła bilet na wysokość oczu i czyta. – Cyfreka, cyferka, cyferka, nie cyferka, literka, cyferka. -Data i godzina mała. Podpowiadam. -Po co jest data ? -Żebyś wiedziała kiedy dostaniesz prezent pod choinką albo kiedy babcia ma urodziny. -Babcia Stasia czy babcia Lusia ? -Obie -Ale babcia Lusia poszła do nieba. -No więc dla niej czas już nie ma znaczenia, zresztą dla mnie też. -Ja często dostaje prezenty, zawsze jak mój tata wraca z delegacji. Wtedy Mama na niego krzyczy „wynoś się i nie wracaj tu już więcej”. Tata mnie podnosi całuje i mówi, że jestem jego skarbeńkiem. Tylko pachnie tak inaczej takim kobiecym perfumem. -Chodzisz już do szkoły ? Tak już trochę chodzę. -Umiesz już czytać ? sprowadziłem rozmowę na bezpieczniejsze tory. Trochę czytam.
To przeczytaj co tam jest napisane. Pokazałem ręką na wielką reklamę Philipsa. P drugiej literki jeszcze nie mieliśmy, długas l , chude i , brzuszek p , zawijasek s -Pilips. -No dobrze a tamten napis. -Tam jest napisane Żan. -Ale piszę się to inaczej prawda. Geant -Tak ale moja mama wie wszystko i ona mi mówiła że tam jest Żan. -Właśnie, zobacz mama do macha do ciebie, idź do niej. -Pa , pa. Pomachała
Młoda dwudziesto paroletnia dziewczyna, spogląda czujnym wzrokiem spod modnych okularów. Nie wytrzymała. -Chłopczyku a ile ty masz lat. No laseczka pewnie myślisz, że jesteś panią swych emocji, zobaczymy. Wsadziłem palec do buzi, zrobiłem minkę niewiniątka. -Mamusia zabroniła mi rozmawiać z nieznajomymi. Schowała notatki do torebki, wyciągnęła do mnie ręce, -Chodź na kolanka, stąd lepiej widać samochody
Spojrzałem na Agnieszkę, rozmawiała w najlepsze przez telefon. Chwilkę później majtałem krótkimi nóżkami siedząc na jej kolanach. Marlena, bo tak miała na imię studentka psychologii, próbowała ze mną wszelkich podręcznikowych sztuczek. Czym się interesuję, jakie bajki oglądam, czy już chodzę do szkoły. No to rozpoczynamy jazdę bez trzymanki. -Powiedz mi Marlenka. Czemu wybrałaś kierunek po którym nie ma pracy. Dziewczyna spojrzała na mnie tym dziwnym wzrokiem. -Ile ty masz właściwie lat ? -Pięć, jeśli nie chcesz , nie musisz odpowiadać. -W szkole średniej Pani od polskiego powiedziała mi, że nie dopuści mnie do matury. Wtedy już widziałam że muszę zrobić wszystkim na przekór. Mojemu ojcu, matce, nauczycielce. Wszystkim, wykrzyczeć im w twarz całą niesprawiedliwość tego świata. Ojciec chlał na umór. Matka umawiała się z coraz to nowymi facetami. Ja, nie miałam gdzie uciec. Jedyne co mogłam zrobić to czytać. Przeczytałam więc wszystkie książki, które były w domu. Potem była biblioteka szkolna, miejska, książki znajomych. Dziwne pytania w stylu „ty tego nie mogłaś przeczytać , gasiłam milczeniem”. Rzuciłam wyzwanie losowi, instynktownie czułam ,że teraz coś się zmieni.
Zmieniło się, poznałam chłopaka. Był jak z amerykańskich filmów, grał w kosza wszystkie laski za nim sikały. Miał, pieprzyka na lewym policzku , był wrażliwy i czerwienił się, poznając nowych ludzi. Nie wiedziałam jak się do niego zbliżyć. Przez koleżanki, zainteresowania, wspólnych znajomych ? W końcu poznałam go w najbardziej niespodziewanym miejscu, na cmentarzu. Okazało się ze moje wizyty na grobie babci przyniosły skutek. On odwiedzał swojego młodszego brata. Spotkałam go pochylonego koło grobu jak płakał. Faceci strasznie się wstydzą, własnych uczuć. Łkał jak małe dziecię, jego uczucia spalały się jak zapalone świece. -Nie dopilnowałem cię, ryczał, mogłem wrócić z tej dyskoteki. Mogłem chociaż nad ranem zajrzeć do twojego pokoju. Bracie , krwi z mojej krwi, żyłeś ze mną ale obok mnie. Jak mogłem być tak głupi, zapatrzony w dziewczyny, pseudo przyjaciół. Dwie chwile które bym spędził z tobą na szczerej rozmowie, więcej warte są niż milion SMS’ow i gadek o duperelach. Patrzę na twój grób, wiem, że nic nie jestem wstanie zrobić aby to zmienić. Kurwa, kocham cię stary. Jeśli patrzysz na mnie w tej chwili, wiedz że dałeś mi wielką siłę. Pomogę innym.
Kilka kieliszków później, rozkleił się do reszty. Butelka potoczyła się po nagrobnej płycie. Ja chcę, żeby wszystko było tak jak dawniej. Proszę, nie wiem kto jest tam w górze. Czemu jesteś taki surowy. Za co mnie tak karasz. Ja już wiem, że wartość człowieka to nie samochód, ubiór i dyskoteki. Wiem po co łączymy się w pary i wiem kogo szukać. Jestem lepszy dla rodziców. Proszę oddaj mi go.
-Chciałam mu pomóc, pocieszyć go, przytulić. Ukoić jego lęk i zwątpienie. Usiadłam obok na mokrej i zimnej ławce. Brudny wiatr z miasta, śpiewał zakazane piosenki. Tyle cierpienia w takim młodym ciele. Właśnie wtedy zrozumiałam, że chcę leczyć ludzkie dusze. Każdy ma jakiś dar, czasami tylko nie starcza życia aby go odkryć. Przytuliłam go, głaskałam po głowie jak małe dziecko. Później wysłuchałam wszelkich jego trosk, nie dając żadnych rad. Wiem ,że na świecie jest wielu ludzi którzy pomagają. Są starzy, bardzo starzy, łatwo ich znaleźć, ich aury w tłumie świecą jak latarnie. Ja właśnie jestem jedną z nich, ty też staruszku prawda ? Roześmiała się Spojrzałem na nią, dalej myśli popłynęły swobodnie, nie musieliśmy już brzęczeć. Siedzieliśmy w milczeniu a każdy z nas opowiedział historię swej wędrówki.
-Psychologie skończę tylko dla papierka. Jeśli chcesz oficjalnie pomagać, potrzebujesz jakiś dyplom. Za kilka miesięcy bierzemy ślub, chciałabym żebyś na nim był. Spotkasz tam na pewno kogoś z doświadczonych. Oni zawsze ciągną do szczęścia jak ćmy do ognia.
Agnieszka złapała mnie za rękę -Pożegnaj się z Panią, Piotrusiu, to nasz przystanek. Pa Pa pomachałem malutką rączką. Fajno jest być takim małym, ludzie nie zwracają na ciebie uwagi, przez to można dużo więcej zobaczyć. Drzwi autobusu otworzyły się z sykiem wypuszczając nas na chłodne zimowe powietrze.
Skakałem jak wariat po kałużach, zapomniałem już ile radochy sprawiają takie proste czynności. Jesienią pokulam się w liściach a zimą zrobię orzełka na śniegu. Agnieszka co rusz strofowała mnie jak małe dziecko. Widziałem jednak, że sprawiam jej tym radość. Chociaż przez chwilę zachowuje się normalnie jak na swój wiek. Zbliżaliśmy się do sklepu. Sznur samochodów znikał w paszczy podziemnego parkingu. Ludzie stojący na przystanku mieli wątpliwą przyjemność, badać jakość spalin. Podszedłem do najbardziej smrodzącego pięknego białego mercedesa. Jego rura wydechowa przypominała komin bydgoskiej rzeźni. -Co mały chcesz się przejechać. Zapytał starszy sympatyczny pan. Zatkałem nos i odparłem. -Uwaga, uwaga komunikat dla mieszkańców. Zawartość tlenu w spalinach osiągnęło niebezpieczną wartość 20 % i stale rośnie. Niech każdy kierowca bezzwłocznie włączy dosmradzacz. Starszy Pan zrobił mordkę jak Jelonek Bambi. Wiesz że jest promocją na rowery ? Tylko sto sześćdziesiąt złotych. Z takim samochodem masz pewnie młodą żonkę. Taką plastikową sunię w laczusiach, właścicielkę mega karnetu na solarium. Wiesz że takie kicie oprócz kasy lecą na płaskie brzuchy ?
Mordka starszego Pana, zmieniła kolor w buraczany. Uchodząca para z uszu, gwizdała jak lokomotywa.
-Zaraz cię gówniarzu, nauczę rozumu.
Rozumek starszego Pana chciał wyskoczyć z samochodu, niestety jego brzuszysko nie było tego samego zdania. Mocuje się z pasem, potem próbuje wyciągnąć wredny kluczyk, ze złośliwej stacyjki. Moja publika na przystanku, tarza się w spazmatycznym śmiechu. Parę kroków i jestem wśród niedzielnej wycieczki do supermarketu.
Wielgachne drzwi sklepu otworzyły się bezszelestnie. Nawiew potargał mi blond włoski, Agniesia za chwilę przekroczy bramę innego świata. Już widzę w jej oczach te małe iskierki które zaraz zmienią się w gigantyczne wyładowania. ZAKUPY. Wszystkie kobiety to uwielbiają, Agnieszka nie jest tu wyjątkiem.
Jedziemy ruchomymi schodami, o samochodzik. -Mamo mamo, ja chce pojeździć samochodzikiem. Agnieszka z zadowoleniem aprobuje moją nową rolę. Wyciągnąłem małą łapinkę do blond mamy. –Dwa złote na samochodzik. -Później Piotrusiu, teraz pójdziemy na zakupy. -Żałujesz dwóch marnych złociszy na uciechę syna pierworodnego.
Dojechaliśmy na górę, wskoczyłem na ławkę i w teatralnym geście uniosłem ręce do góry. Dobrze więc matko ma, wygłoszę monolog i zbiorę pieniądze na samochodzik.
-Ludzie, opamiętajcie się, dokąd tak pędzicie. Czy Pani wie co teraz robi Pani dziecko ? Może właśnie teraz ktoś częstuje je trawką albo co gorsza jakimś twardszym narkotykiem. Starsza nobliwa kobieta wskazywała na siebie w geście niedowierzania. Tak do Pani mówię.. Wszyscy musimy zmienić życie swoje, przestać pędzić a zacząć doświadczać.
Spojrzałem na jej zakupy. -Po co pani kolejny komplet talerzy na wagę ? -Jak to , bo była promocja. Ile ty właściwie masz lat, gdzie twoja mamusia ? -Ta śmiejąca się blondina obok, to moja mamusia. -Pani już kupiła wszystkie potrzebne talerze w życiu, dla siebie, koleżanek i znajomych. Życie stygnie, kiedy pani ostatnio była gdzieś z mężem ? -Nie pamiętam, jakieś pół roku temu, już wiem na urodzinach mojej siostry. -Co my tu mamy, wyciągnąłem jej z siatki kobiecą gazetkę. Ciekawe, dziecku wszystko wolno. Niech Pani spojrzy dwa zniżkowe kupony na film „Francuski Pocałunek” Więc co z tym zrobimy. ? -No nie wiem , co ? -Pójdziemy z mężem na filmik. Odgrzejemy stare uczucia, potrzymamy się za ręce, popatrzymy sobie w oczy. -Nie no, przecież ja z Józkiem jestem już trzydzieści lat. -Co to zmienia, to my ludzie tworzymy jakieś idiotyczne stereotypy. Czas , a co to jest czas ? Zabierz go do kina a zobaczysz, że uczucie powróci, zresztą kino, teatr bez znaczenia. Zapal to ponownie a zapewniam, że paliwka jeszcze sporo pozostało. -Za parę dni będziesz się dziwiła, jak mogłaś tyle czasu stracić na pogoń za niczym. Właściwie to zaczym my gonimy ?
-Dziwne z ciebie , dziecko ? ale masz rację . Przejdę się do kina. Starsi ludzie chodzą do kina ?
-W Polsce raczej nie, ale co to zmienia.
-Poprawiłeś mi humor, może mogłabym ci się jakoś odwdzięczyć. -Właściwie to tak, zrobiłem minkę niewiniątka. Niech Pani tak źlobi, żeby ten samochodzik mnie pobujał. Plosę. Brum , brum.
Pani wyjęła monetę z leciwej już portmonetki. Wgramoliłem się do samochodzika, pokazałem Agnieszce język i po chwili, telepałem się w kiczowatej zabawce.
Automat zatrzymał się, wszystko się kiedyś kończy. Chwila radości, bólu, zwątpienia, chwila, chwila, chwila. Jesteśmy tu tylko chwilę.
Agnieszka wyciągnęła mnie z wysłużonego samochodzika jak niesfornego psiaka z kojca. -Ty mały diable, śmiała się, szukając małych rożków. Chodź pójdziemy na salę, będę dzisiaj piekła ciasto.
-Przejdziemy przez sklep butami, będzie szybciej. Wiesz co, przymierzę te jasne kozaki z wystawy. Dawno nie kupowałam nic dla siebie.
-Pewnie roześmiałem się, cały tydzień, ta bordo kiecka na szampańskie noce, pewnie nie zalicza się do zakupów dla ciebie. -Poczekaj tu na mnie, zaraz wrócę.
Kiedyś czekałbym na Alijah teraz czekam na matkę. Ja przymierzę, sobie te buty na wysokim obcasie. Paradowałem przed lustrem, bujając się na boki co najmniej jak modelka z Mediolanu. Sprzedawczynie zrywały boki.
-Ale fajny ten mały, chcesz cukierka, Irka daj mu tofi-fi. Soczysta blondynka, przechyliła się przez ladę częstując cuksem. Nie mogłem powstrzymać się od komentarza. -No, kotuś jakie ty masz duże niebieskie oczy. Naprawdę, zajrzała do lusterka. -Taka duża dziewczynka a nie wie że nie o te oczka chodzi.
Odpowiedziała jak zwykle, tym zaskoczonym spojrzeniem. Już nie byłem dla niej małym chłopczykiem.
Wychyliłem głowę przez półkę z butami. -O jakieś zbiegowisko, ile tam dzieciaków. Mamo idę się pobawić na tym skaczącym czymś. Kątem oka zauważyłem, że sprzedawczyni uspokoiła się. Trzeba ich usypiać a nie drażnić.
Podbiegłem do gromadki dzieci skaczących na gumowej trampolinie. Dzieci są fajnie, nie trzeba się przedstawiać. Wystarczy, poskaczemy razem ?
Podrygiwałem w rytm kiczowatej muzyczki, jak pajacyk na baterię. Spróbować, oglądać, doświadczać. Wszystko mi wolno, żadnych zakazów, jestem naprawdę wolny dopiero w ciele dziecka. Królewski błazen Stańczyk, też był wolny, nikt nie traktował go poważnie, znieczulał ludzkie umysły swoją błazenadą. Zmęczony zeskoczyłem na ziemie. Zawiązałem buty rozglądając się na boki, szukałem Agnieszki. Mama innej dziewczynki spoglądała z zazdrością.
-Widzisz, chłopiec już sam wiąże buciki. -Za to ja ładniej rysuje i znam się na zegarku. -Wiesz która godzina ? Zapytała z przekora w głosie.
Chciałem sprawić jej przyjemność, w końcu skakaliśmy razem przez ostatnie pół godziny. Poza tym, jak można zrobić przykrość, takiemu słodkiemu aniołkowi.
-Nie Mama dziewczynki z zadowoleniem w głosie pocieszała mnie. -Nie martw się, jeszcze się nauczysz.
Dobra nie mogę się powstrzymać, świnia ze mnie. Wypaliłem. -Czas jest względny. Jeśli Pani córka poleci na inną planetę, z prędkością zbliżoną do prędkości światła i wróci po kilku latach, to na ziemi minie kilkaset lat. Jeśli mam być ścisły, z prędkością zbliżoną do trzystu tysięcy kilometrów na sekundę, bo pełnej prędkości nigdy nie osiągnie, po prostu masa rośnie w nieskończoność. Wracając nie znajdzie już matki ani przyjaciół. Z resztą kto wie co będzie za kilkaset lat, może nasze ciała, zamienimy na pamięć komputerów. Tym samym uwolnimy się od materii. Czyż nie wspaniale, byłoby być czystą niczym nieskalaną energią ? Wie Pani co, był sobie taki gość który nazywał się Einstein. Ten uczony znalazł powiązanie pomiędzy materią energia i czasem. Zapisał to wszystko w postaci pięknego w swojej prostocie wzoru E=mc2...
Zobaczyłem Agnieszkę machającą do mnie.
-Muszę już iść, mama mnie woła. -Mamo, o czym ten chłopiec mówił. -Chodź, szybko to nie jest chłopiec.
-Niech Pani się mnie nie boji. Człowiekiem jestem. Po prostu przestańmy się porównywać, bo zawsze znajdziemy lepszych i gorszych od siebie. Ma Pani wspaniałą zdrową córeczkę, trzeba się cieszyć każdą chwila spędzoną razem. Wiązać buty nauczy się w swoim czasie.
Uśmiechnąłem się najpiękniej, jak tylko może małe dziecko.
Poszliśmy z Agnieszka na obiad, chińska kuchnia kusiła orientalnymi zapachami. Mnóstwo kolorowo ubranych ludzi, siedziało przy okrągłych stolikach. Ciekawe Polacy robią się coraz bardziej krzykliwi, dziwna maniera przeniesiona za zachodniej granicy. Mamcia ja zamówię jedzonko.
-Cio Państwo zjeść, zapytała mała Azjatka -Ja zamawiać kulczak gung-bao a ta Pani więwiórę na ostro. -Cio ? -Nie ma takie jedzenia wiewóra. -Nie jadłaś nigdy wiewióra z frytkami, albo duszonego. Przecież to tradycyjne chińskie danie. Ma takie wystające ząbki i rude futerko. Zrobiłem minę ja królik Bugs. -Nie loziumiem.
Niezbita z tropu kontynuowała. -Ci ma być lisz. -Tak wiewióra na ostro z ryżem. -Agnieszka nie wytrzymała, zaczęła się śmiać.
-Czy ty nie możesz, chociaż raz zrobić coś normalnie. -Pytanie jest retoryczne ?
Dla zabawy zabrałem pałeczki i widelec, tak żeby się w końcu najeść. Przez chwilę udawałem perkusistę, później ze smakiem zjadłem kurczaka w cieście. Rytuału dopełniło klepanie się po brzuszku i głośne chwalenie szefa kuchni. Na koniec pokazałem małej Pani , że okejas gotuję. Ukłoniła się uradowana.
Rozejrzałem się dookoła, co by tu jeszcze dzisiaj zmalować. Okazja napatoczyła się jak zwykle sama. W rogu sali rozstawił się młody skrzypek.
Poznałem go , jeszcze nie byłem pewny ale ...
Jak pięknie gra, pewnie skończył dobre konserwatorium. Ludzi obdarzonych talentem, każdy rozpozna natychmiast. W jaki sposób niby można zagrać kilka tysięcy dźwięków w odpowiedniej kolejności i nigdy się nie pomylić. To właściwie niemożliwe, chyba że ma się talent. Przyglądałem mu się z dużą uwagą. Chętnie uwolniłbym jego frustracje i przemienił w muzykę. Więc to jednak On, widocznie tak miało być. Popłynęły pierwsze dźwięki, najpierw nieśmiało i fałszywie. Kilka minut później, coraz pewniej stawiał palce na strunach coraz mniej myślał o technice, a bardziej dawał się ponieść. Dziwny kontrast, tak spokojna muzyka a smyczek wariuje w diabelskim tańcu. To jakby film z niedopasowanymi napisami. Może On wcale nie gra ?
-Zerżnij te skrzypce, patrzył się jak wół na malowane wrota. Co, skąd ty wiesz ... Zagrał tak jak by zaprzedał dusze diabłu. To było jego pięć minut, jego moment mocy, a ja byłem tego światkiem. Muzyka wypełniła, groteskową halę. Ochroniarze patrzyli tępym znudzonym wzrokiem na schodzący się tłum. Wymieniali tylko te swoje odgłosy skrzeczących krótkofalówek, kszsssssss .... uwaga jakieś zbiegowisko na czwórce.
Bezwładne łzy poleciały na wykafelkowaną posadzkę, malutkie kropelki emocji, drążyły materię. Kropla po kropli, płaciłem za jego przedstawienie. Nie patrząc, widział moje myto, MuzYCznY wampir.
Wszyscy patrzyli jak oniemiali, słuchacze popu, rocka, disco-polo. Intuicyjnie czuli, że są świadkami czegoś wielkiego. Czy ktoś go poznał ? Zobaczyłem dźwięki, przepływały przez nich. Rozchodziły się jak fale na wzburzonej wodzie. Czy Hitler był muzykiem ? też omamiał tłumy.
Wtem spokojna kojąca muzyczka zmieniła się tnący potok dźwięków. Demoniczny czardasz wgryzał się w umysły słuchaczy. Kręcił, wirował, spajał, mamił.
Dosyć , dosyć , krzyknąłem.
Ja chcę muzyczkę z Kubusia Puchatka. Tłum zachichotał, najpierw nieśmiało spokojnie. Znalazłem katalizator, wielki chłop, posiadacz jeszcze większego brzuszyska. Każda jego salwa śmiechu, rozpoczynała odzew tłumu. Wyciągnę ich z tego , nie wiem czy są tego warci. Tak czy owak zrobię to. Rozejrzałem się, starsi ludzie, studenci, plastiki, dresy, cioty, dzieci. Jestem z wami, kocham was za to, że jesteście ze mną tu i teraz. Nienawidzę za obłudę, wieczną pogoń za kasą, okrucieństwo, drugi raz zaryzykuje dla was życie.
-Pan tak ładnie gra, jak dziadzio Józek na mandolce, ale ja wiem to są krzypeczki. One inaczej glają tak bardziej śmutno. Jak dziadunio gla, to wtedy piesek sąsiada, ten co tak ciągnie ogonek, po schodach robi ałuuuuuuuu.
Ludzie powoli zaczęli się rozchodzić, rechocząc. Uspokoiłem ich świadomość, już jest wszystko dobrze. Dziecko mówi coś co jest znane, coś co można zanalizować. Trzeba wrócić do zakupów i pseudo życia.
Podszedłem do niego tak aby mnie zobaczył. Powąchałem jego czarnego fraka, -Co gnije mięsko pod wdziankiem ?
-Spierdalaj. -Ja cię zabiję, to znowu Ty, przecież ja cię znam.
Spotykamy się już po raz drugi demonie ludzkich żądz. Co ty mi możesz zrobić, namiastko lucyfera. Zabić ? Ty mi możesz opowiedzieć najwyżej bajkę na dobranoc, jesteś za mały fafik dla mnie, jestem tak samo stary jak Ty.
-Jestem cierpliwy, poczekam na chwilę twojej słabości. Po prostu odszedł w kierunku wyjścia.
Niesamowite przecież mógł rozpłynąć się w powietrzu, zmienić się w szczura albo atrakcyjną blondynkę, a On po prostu wyszedł.
Złapałem Agnieszkę za rękę, poszliśmy na salę robić zakupy. Po chwili, mamcia znikneła w ciuchlandi. Rozejrzałem się, nuda i tyle, wszędzie zbieracze, coraz to nowych rzeczy, pędzą na zatracenie. Zrobiłem ręce w tutkę, -Uwaga kurczaki o trzy złote taniej, za każde dziesięć kurczaków, buziaczek od hostessy gratis. Młoda dziewczyna, przebrana za truskawkę, spojrzała z zainteresowaniem.
Laseczka pędząca na wrotkach, w koszulce z napisem „Czym mogę służyć”, upuściła marker. Marker okazał się czarny, podniosłem go, rozglądając się na boki jak złoczyńca. Podszedłem do chłodziarki z mięsem. Oparłem się plecami, o przeźroczystą plastikową osłonę. Mała próba, tak zdecydowanie ten pisak nadaje się do wrogiej propagandy.
Hostessa z przerażeniem w oczach, patrzyła jak, na chłodziarce z mięsem, powstawał królik, który trzyma się za przyrodzenie. Jeszcze tylko podpis. Cofnąłem się dwa kroki, z zadowoleniem przyglądałem się swojemu dziełu. Truskawką z rozbawieniem w głosie krzyknęła, uciekaj mały, ochrona już biegnie.
Puściłem całuska do truskawki. Ukłoniłem się jak bohater z filmów płaszcza i szpady. Orewułar mała, jeszcze się zobaczymy, akcentowałem z francuska. Zły szeryf , już wysłał swoich rycerzy, muszę uciekać ale czekaj na mnie wiernie. Jeszcze tu wrócę ..
Truskawka trzęsła się od śmiechu, aż szypułka spadła jej z głowy. Mały chowaj się, są już koło stoiska z piwem.
Wielki ochroniarz, stał naprzeciwko malunku. -Gdzie ten dzieciak ? -No mówię ci, przykucnięty królik, skrzyżowane łapki i trzyma się za jajka. Pod tym napis, -promocja- zdrowe królicze jaja Wielgachny facio ścierał rękawem moje wielko pomne dzieło. Kurcze wszystko co odstaje od normy drażni.
Wychyliłem głowę z kosza z makaronami. Zdecydowanie makaron świderki najbardziej uwiera w tyłek. Może by tak mały spacerek. Obejrzę sobie pięćdziesiąt rodzajów kaszy, jakież to musi być ekscytujące. Pewnie i tak mnie znajdą kamerami, ale co tam. Co Oni mi mogą, biedne żuczki.
Idę odwiedzić świat majonezów, może się zjawi kto piękny.
Mała dziewczynka, pchała wielgachny wózek, wypchany po brzegi niepotrzebnym bzdetem.
-Może ci pomóc ? -Rycerzyk metr trzydzieści, chce popchać wózeczek ?
Roześmialiśmy się, cięty języczek, znaczy się inteligentna bestia. -Piotruś, wyciągnąłem rękę. -Lilli odpowiedziała, dygając jak przystało na grzeczną dziewczynkę. -Co tu robisz ?
-Jestem na zakupach z rodzicami. Zbliżają się święta trzeba wybrać jakieś prezenty. Więc tak, ja bym chciała Barbie , domek dla Barbie i Furbiego. Znowu się roześmiała, żartuję. Tak naprawdę to chciałabym pomóc rodzicom. -Dlaczego ? -Jak ich zobaczysz, to zrozumiesz.
-Lilly gdzie jesteś, Lilly kochanie nie chowaj mi się, jestem dzisiaj wyjątkowo zmęczony.
Wychyliłem się przed wózek , koniecznie chciałem zobaczyć ojca Lilly. Taka wyjątkowa młoda dama, musi mieć przecież wyjątkowych rodziców.
Dorosły mężczyzna, mojego wzrostu, nogi przekrzywione lekko w prawo. Przywitałem się z nim stwierdzeniem, -Masz achondroplazję to najczęstsza postać karłowatości. Kwadratowe dłonie, wyraźnie skrócone kończyny, duża głowa. Chcesz żyć co. ?
-Przepraszam, naprawdę Pana przepraszam. Czasami mi odbija, zachowałem się jak ostatni, skończony cham.
-Nie synek powiedziałeś prawdę, jesteś ciekawy świata, a to że, masz kilka lat to mi nie przeszkadza. Wiem więcej niż tobie się wydaje. Złożył normalnej wielkości ręce, tak jakby robił zdjęcie. Snapshot, mam cię teraz i na zawsze.
Lilly patrzyła swymi niebieskimi oczami bez emocji. Chyba trafiłem na równych sobie przeciwników, pomyślałem. Lilly, jest niesamowita, przeżyła na pewno wszystko, obelgi, całe to ludzkie błoto, że jej ojciec jest inny, radość udanej operacji, narodziny siostry.
Postanowiłem bez zbędnych ceregieli i tłumaczenia co i jak, odbyć z nimi podróż. Wlazłem jak ostatnie chamisko, z butami do wózka z zakupami. Potraktowałem Go jak faceta który wiezie dziecko.
Zadowolony właściciel metra dwudziestu, przemykał między półkami. Ile radości jest w zwykłych czynnościach, które możesz zrobić będąc normalnym.
-Trójka liliputów zdobywa świat, darłem się w niebogłosy. Ojciec Lilli, Steven, zamiast mnie uciszać, śmiał się na całe gardło. Wszyscy wkoło patrzyli się jak na wariatów. Tyle emocji i tak mało czasu.
Jedziemy do działu RTV. -Ja chcę zapodać Bacha. -Wyjąłem z plecaczka, swoją kolekcję Cd’ków. -Steven, wsadził płytę do pierwszej lepszej wierzy.
Jan Sebcio Bach, mistrzu gdzie byłeś, jak powstało disco polo ?. Ja nawet nie potrafię puknąć łapinką do rytmu, a ty pisałeś swoje uwerturki tak po prostu, jak powstaje mleko w kobiecej piersi. Czy radość stworzenia to tylko talent ?
Może za dziesięć lat właściciel PC, będzie w stanie wygenerować, tak przecudną kombinację dźwięków, że laski będą majtać bielizną nad głową. Znowu sprowadza się to do prokreacji i dziedziczenia pewnych cech.
Sebcio jesteś ukojeniem , jesteś , przeznaczeniem, dajesz chopaku radę, jestem przekonany, że wszystkie dźwięki tego świata przepłynęły przez ciebie. Jeszcze przed tym jak straciłeś słuch, ograniczony tylko do muzyki która grała w tobie.
Czemu cię tu teraz nie ma, mogłeś jeszcze tylu dyrygentów zawstydzić, dać tyle chwil uniesienia. Wypływały z ciebie, jak potok słów. Było umierać, a po jaką cholerę ?
Tańczyliśmy z Lilly, jakby ostatnie sto lat postępu nie miało znaczenia. Steven nie wyrażał nic. Po prostu robił zdjęcia, chłodny obserwator, jesteś unikalny, sytuacja jest unikalna, Snapshot. Ujęcie chwili, nic więcej, jest tak samo profesjonalny jak fotoreporterzy z Afryki. Złapać, wywołać nic więcej, dzisiaj nawet nie trzeba wywoływać.
Co mnie interesuje, że dzieciak z wielkim brzuchem umiera z głodu. Wystarczy przesłać zdjęcie do swojej agencji prasowej. Potem zadowoleni Amerykanie oglądają to na swoich trzydziesto dwu calowych telewizorach.
Wszystko ma swój początek i koniec. Trzeba iść dalej. Mały chłopiec, odprowadzany przez swoją mamę do wyjścia, po raz ostatni spojrzał ze smutkiem w oczach. Żegnajcie, nasze drogi skrzyżowały się tylko na krótką chwilę.
Przyjęcie urodzinowe udało się wyśmienicie. Agnieszka upiekła ciasto, ja udawałem normalne dziecko. Dzieciaki bawiły się przy szampanie dla trochę młodszych imprezowiczów. Każdy w kiczowatej czapeczce rodem z amerykańskich seriali. Oczywiście, odpustowe trąbki, konfeti, i dmuchanie na pięć świeczek. Byłem w stanie przewidzieć każdy punkt programu. Ciekawe ile dzieciaków uczestniczy teraz w podobnym cyrku.
Jestem przekonany że za kilkadziesiąt lat, to właśnie będziemy nazywać kulturą i tradycją. Jeden zunifikowany świat, wszystkie przyjęcia urodzinowe rozpoczynające się od „Happy birthday” a kończące się na zdmuchiwaniu świeczek. Brakuje jeszcze klauna albo magika w promocji za 99 plus VAT.
Wszyscy będą mówili po angielsku, kultura narodowa będzie sprowadzać się do reversu, jednej wspólnej monety dla całego świata. Ludzie będą zachwycać się dobrobytem, i modlić się do pieniądza. Potem wielki krach na giełdzie, spowoduje upadek cywilizacji. Spodziewamy się zniszczenia przez wielki meteoryt, sztuczną inteligencję, zanieczyszczenie środowiska. Tymczasem zginiemy przez tak wirtualny twór jak pieniądz, giełda, globalizacja.
Co to jest właściwie pieniądz ?. Koleś pod mostem zdycha z głodu bo tego nie ma. Nie ma czego, papierka z jakimś starym pierdołą. Jego życie jest dla nas mniej warte niż kawałek papieru z nadrukiem. Jedyne co może nas uratować to zmiany genetyczne. Mutacja która spowoduje że agresja zamieni się w miłość.
Potrzeba tylko jednego pokolenia ludzi dla których większą wartość będzie miał człowiek niż pieniądz. W każdym razie ja już sprzedaje bilety, na statek który płynie do tej wyspy nadziei.
Rozejrzałem się po zadowolonych minach rozanielonych mamuś. Zmartwiła mnie tylko jedna rzecz. Coraz bardziej zaczynają podobać mi się dorosłe kobiety. Co ja mam zrobić ? Czekać jakieś dziesięć lat, aż będzie mi cokolwiek wolno ? Na razie to pytanie muszę zostawić bez odpowiedzi.
Wreszcie urodziny rozmyły się jak papierosowy dym. To ciekawe, jeszcze przed chwilą było tu tyle gwaru, życia, śmiechu a teraz zostaliśmy sami w pustym domu. Goście wychodząc zabrali swoją energię.
Podstawiłem stołek i zgasiłem światło, . Wzrok powoli przyzwyczaił się do półmroku. Pomedytuje przez chwilkę. Usiadłem naprzeciw wielkiego balkonowego okna i zamknąłem oczy. Teraz wyobrażę sobie pole pełne trawy.
Widzę jak faluje, soczysta , długo nie koszona trawka. Pod płaszczem roślin przesuwa się jakieś zwierze, wielki zielony garb zmierza wprost na mnie. Wszystko jest takie realne, szelest, zapach, na razie jeszcze nie potrafię dotykać. Mogę przecież kierować tą wizją jak interaktywnym filmem. Pomyślałem że chcę zobaczyć co jest pod spodem. Zielony garb pękł i zobaczyłem ciekawski pyszczek delfina. Potrajkotał chwilę, zaświstał tak jakby chciał mi opowiedzieć całą historię swoich podróży w jednym zdaniu. Spojrzał mi w oczy, poczułem że rozumiemy się bez słów. Wymieniliśmy się w zabójczym tempie setkami obrazów w ciągu paru chwil. Był dla mnie jak przybysz z obcej planety , jak mogę zrozumieć co czuje się goniąc za rybą ?
Spróbowałem. Pływam dla samej radości przemieszczania, jak dziecko, które goni na rowerku bo odstawiło boczne kółka. Coś porusza się na dnie, otwieram pysk, puszczam kilka jazgotliwych dźwięków. Krążę wkoło celu, wyraźnie czuję radość polowania. Obraz zmienia się z kolorów na odcienie szarości. Jak wyraźnie wszystko widać, pomimo tego że woda jest strasznie mętna.
Teraz widzę co porusza się na dnie, to ryba, jest jakaś dziwnie płaska. Podnoszę ją z dna, podpływa do mnie inny delfin odgryza kawałek. Płyniemy tak przez parę chwil, wyraźnie sprawia mi przyjemność jego obecność.
Mój kompan gdzieś znika, zahaczam o coś, wyraźnie czuję w dole ból. Coś mnie szarpie, wielki dźwig ciągnie mnie w górę. Szamoczę się w sieci, podnośnik brutalnie wyrzuca mnie na pokład starej rybackiej łodzi.
Ludzie w gumowych butach, kopniakami zrzucają mnie z pokładu. Nie czuję bólu, coś mi pęka, leci krew. Budzę się, miarowo kołysząc na wodzie. Silny prąd ściąga mnie w kierunku wyspy. Osiadam na mieliźnie, nie mam siły walczyć. Jestem zmęczony tak bardzo zmęczony.
Słyszę jakieś głosy, widzę ludzkie stopy w sandałach. Ktoś delikatnie przewraca mnie na lewy bok. Zakładają mi na płetwy jakiś materiał, znowu wędruję do góry.
Jadę jakąś ciemną ciężarówką, ktoś co chwila polewa mnie wodą. Boli mnie skóra na końcu tylnej płetwy, tam nie dociera woda. Słyszę głośny szczęk unoszonej klapy. Wiele rąk przesuwa mnie do tyłu.
Nareszcie jestem w wodzie, jestem głodny, każdy mięsień sprawia mi ból. Rozglądam się po zbiorniku w którym przyszło mi żyć. Wypuszczam badawczo kilka dźwięków, sprawiają mi ból. Nie wiem co się dzieje, chaos, dźwięki odbijają się od wszystkich stron. Spotykam innego delfina, jest wolny, ma dziwnie przekrzywioną płetwę. Nie mogę się z nim porozumieć. Ludzie cały czas mnie męczą, karmią mnie dopiero kiedy zrobię to czego żądają. Chcą żebym skakał ponad lustro wody. Na brzegu widzę tłumy małych ludzi. Bardzo tęsknie za bezkresem oceanu. W tym momencie przekaz się urwał.
Czym właściwie są te moje medytacje. Tylko złudnym obrazem mojej wyobraźni. Może naprawdę się z kimś łączę ? Wstałem, z zamkniętymi oczami powędrowałem do kuchni.
Usiadłem na kuchennym stołku, przyglądając się Agnieszce. Krzyczący blat w niebiesko żółte kafelki. Dostojny, stary młynek do kawy z drewnianą szufladką. Na ścianie kilka ręcznie zdobionych talerzy. Drewniane drzwiczki sprytnie ukrywają bardziej nowoczesne sprzęty. Półka wypchana po brzegi tajemniczymi przyprawami. Kuchnia mojej mamy.
Zmywa naczynia, każdy talerz pieczołowicie szoruje gąbką, używa zbyt dużo płynu. Obficie i dokładnie spłukuje je potem wodą. Pod delikatną, białą skórą przedramion rysują się mięśnie jak u dzikiego zwierza. Jeszcze chwila i szklanka którą teraz tak intensywnie wyciera, pęknie. Co się z nią dzieje ? Czyżby coś przede mną ukrywała ?
-Agnieszka, czy coś się stało. Odwróciła się jak oparzona. -Przestraszyłeś mnie, czemu tak uważasz ? -Jesteś strasznie spięta, potrafię obserwować jak już zapewne zauważyłaś. Dodałem z przekąsem. Odwróciła się bezceremonialnie. -Postanowiłam zatrudnić dziewczynę do opieki nad tobą. -Opiekunkę do dziecka tak ?. Jestem według ciebie małym dzieciakiem, którym się trzeba opiekować ?
Oparła się o zlew wycierając ręce w bawełnianą ściereczkę. -Może mi powiesz jak ty sobie to wyobrażasz. Ja będę znikać na całe dnie opiekując się moją mamą i po części ojcem a ty będziesz tu sam. Sam się umyjesz, ubierzesz, zrobisz sobie obiad ? -Pewnie w czym problem ? Potrafię o siebie zadbać. -Koniec dyskusji, babcia jest bardzo chora. Twój dziadek sam nie zrobi sobie nawet herbaty. Jutro wybiorę opiekunkę. Jestem bardzo zmęczona, kładę się spać. Synku umyj ząbki i też się połóż, nie czytaj jak zwykle do późna. -Dobrze mamusiu
Wiedziałem że uśpię tym jej czujność. Zresztą nie trzeba było silić się na takie zabiegi. Agnieszka ledwo co trzymała się na nogach. Odprowadziłem ją do łóżka, małe ciałko a duch wielki.
Bardzo ją kocham ale właściwie jako kto ? Jej dziecko, jak mężczyzna w ciele dziecka, przyjaciel ? Jakie to wszystko niepotrzebnie skomplikowane. Patrzyłem na nią leżącą w bladej poświacie księżyca. Oddycha tak miarowo. Jest taka piękna, niewątpliwie jedna z najważniejszych kobiet w moim życiu. Chciałbym dać jej spokój, szczęście dobrobyt. Niestety na razie nie wiele jeszcze mogę. Zasnąłem przytulony do jej brzucha.
Obudziła mnie głośna z rozmowa z sąsiedniego pokoju. -Musiałaby by Pani, zajmować się moim dzieckiem, przez osiem do dziesięciu godzin dziennie. Właścicielka niskiego, jednak kobiecego głosu zadudniła. -No to ile osiem czy dziesięć. -To zależy od konkretnego dnia, najczęściej nie więcej niż kilka godzin dziennie. Poza tym Piotruś jest unikalnym dzieckiem. Zadaje ciekawe pytania muszę dbać o jego prawidłowy rozwój. Trzeba mieć do niego wiele cierpliwości. -Jeśli jest nienormalny to musi Pani zapłacić coś ekstra.
Zerwałem się na równe nogi z łóżka. Ubrany w piżamę wbiegłem do pokoju. Oburącz złapałem Agnieszkę za nogi wydając jednocześnie nieartykułowane dźwięki. Okazało się, że ślinienie się nie było już potrzebne. Niedoszła kandydatka na opiekunkę dosłownie wybiegła.
Spojrzałem na Agnieszkę leżąc na podłodze. Mamcia, wiesz co. Pewnie którąś z Pań w końcu wybierzesz. Obiecaj mi jednak, że przez pierwsze dni będziesz mi zostawiać telefon komórkowy. Tak na wszelki przypadek, jakby któraś chciała mnie przykuć do kaloryfera. No ta co uciekła, to pewnie gorączkę przepędza wsadzając do pieca na trzy zdrowaśki.
Mina Agnieszki wyrażała złość i przerażenie. Zdawała sobie sprawę, że pomimo mojej wrodzonej zdolności do przesady poniekąd trochę racji mam.
Kolejne kandydatki zmieniały się jak kalejdoskopie.
Święta czyścioszka Śpiewy ku chwale najwyższego. Dwukrotna zmiana w ciągu dnia ciuchów. Czyste czy brudne nie ważne należy się i już. Mycie zębów po każdym posiłku. Zabawki ułożone kolorami, poranna gimnastyka. Podziękowała po tym, jak posmarowałem miodem wszystkie klamki w domu. Muszę przyznać że zawiodła mnie, spodziewałem się trochę więcej zabawy.
Metal lady Włos długi zadbany, nieodłączny walkman. Luzik od rana do wieczora. Nawet by mi odpowiadała, gdyby nie fakt że po wyjściu Agnieszki. Jej zainteresowanie sprowadzało się do palenia i rozmów telefonicznych. Bez przesady kto tu się miał kim opiekować ? Zadzwoniłem z komórki na telefon domowy, oczywiście odebrała. Po pół godzinie wyszła z nawiedzona miną, powiedziała że będzie głosić dobrą nowinę. Cokolwiek to by miało znaczyć.
Herszt baba Wyglądała jak połączenie kulturysty z reklamą solarium. Całkowicie odporna na próby perswazji słownej. Fizycznie nie miałem z nią żadnych szans. Po tym jak zostawiła uniesioną klapę od ubikacji już zupełnie nie wiedziałem co o niej sądzić. Wieczorem postanowiła mnie wykapać. Jedną ręka wsadziła mnie do wanny a drugą umyła. Poczułem że najwyższy czas się jej pozbyć.
Długo się nie zastanawiałem, potrzeba matką wynalazków. Sąsiad z góry wydawał się jakby stworzony dla niej. Na pewno potrzebował opieki takiej silnej kobiety jak moja niania. Zainscenizowałem małe spotkanie. Sąsiad Romek wyglądał przy niej jak ratlerek przy dobermanie. Kilka spotkań później, gruchali jak para gołąbków.
Tak miłość jest ślepa, właściwie to łagodna forma choroby psychicznej. Ale który zakochany się do tego przyzna ? Tak czy owak, z wielkim bólem serca pani Irena postanowiła zaopiekować się panem Romkiem.
Agnieszka straciła już całkiem nadzieje na to że jakaś niania wytrzyma ze mną dłużej niż tydzień. Zawsze przekonywałem ją, że są tego też dobre strony. Ciągle poznawałem nowych ludzi.
Następnego dnia, wcześnie rano, pojawiła się niezapowiedziana niania. Młoda około 25 lat, kruczo czarne włosy, brązowe oczy, wyjątkowo smutna mina. Przekroczyła próg domu ze słowem –Jestem z ogłoszenia.
-A ja jestem Piotruś owoc miłości mamusi i tatusia.
Jest wyższa ode mnie o jakieś pół metra. Zauważyłem że ma wyjątkowo zgrabne nogi. Wyciągnęła smukłą dłoń w geście przywitania.
-Kasia, miło mi cię poznać Piotrusiu. Mam nadzieję ,że jesteś grzecznym chłopcem.
Zrobiłem minę niewiniątka. Ciekawe, że dzieci dzięki swym nienaturalnym proporcjom wielkości głowy do oczu. Zawsze odbierane są jako niewinne. -Jestem bardzo grzeczny, sam sprzątam zabawki i podlewam kwiatki.
[Chłopczyku jeśli ty jesteś grzeczny to ja dzisiaj jadłam trzy posiłki. Nie byłam zaczepiana przez pijaków na dworcu. Natomiast życie to niekończące się pasmo szczęścia.]
Rozmowa Agnieszki z nową opiekunką była krótka. Okazało się, że Kasia pochodzi z małej wioski. Nie ma gdzie mieszkać i przyjechała do miasta w poszukiwaniu lepszego jutra. Wyniosłem z Kasią na strych, dwa pudła niepotrzebnych zabawek. Po tym zamieszkała w moim pokoju. Przez cały dzień miała dla mnie dużo czasu. Z wielkim przejęciem czytała książki. Wypytywała o moich przyjaciół, zainteresowania. Po południu zrobiła pyszny polski obiadek. Kartofelki, schaboszczak z kapustą i kompot. Tym mnie urzekła. Normalna polska dziewczyna pośród bezkresu dziwadeł. Po obiedzie zapytała się co będę chciał na podwieczorek, do wyboru miałem budyń lub kakao z cukrem. Podsumujmy, Agnieszka to moja mama, bardzo ją kocham, chodź gotuje obiadki z paczki. Kaśka jakimś cudem gotuje świetnie korzystając z tak zapomnianych produktów jak ziemniak, świniak tudzież marchewka. Ma dla mnie czas, potrafi słuchać i rozmawiać. Gdyby tak połączyć zalety obu pań, to co będzie, no co ? Szczęśliwe dzieciństwo !!
Zmęczony rozmyślaniami, zasnąłem z twarzą przyciśniętą do kuchennego blatu. Lewa ręka, z zaciśniętym widelcem w pięści odgrażała się że to jeszcze nie koniec posiłku. Szkoda tylko że głowa która spoczęła koło talerza z obiadem nie była tego samego zdania. Prawa ręka nie zabrała głosu w tej sprawie, zwisała bezwładnie wzdłuż tułowia.
Kasia podniosła mnie do góry i postanowiła przenieść do łóżka na popołudniową drzemkę. Pojedzony Piotruś, leci sobie psiejsko czarodziejsko do łóżka, niesiony przez ładną dziewczynę. To jeszcze nic, jak wstanę to będzie budyń z sokiem malinowym i wisienką.
Kasia zrobiła sobie kawkę i usiadła z kolorową gazetką na bujanym fotelu. [Fajny ten mały, chociaż czuje że coś ukrywa. Dawno się nie czułam, tak dobrze i spokojnie. Jestem najedzona, nikt nie krzyczy, nikt cię nie biję. Żadnych trosk, jest tak pięknie, że aż nierealnie. Jak robiłam ten obiad to myślałam, że zjem te kotlety na surowo. Mam nadzieje ,że mały tego nie zauważył. Gdyby tak pomieszkać tutaj z pół roku, może rok, odłożyć trochę pieniędzy. Uspokoić zmysły, życiem w normalnej rodzinie. ]
Sen powoli odchodził, chłodna kobieca ręka głaskała mnie po blond włoskach. -Piotrusiu, wstań pójdziemy na spacerek. -Spacerek, a obiecany budyń z sokiem malinowym i wisienką, będzie ? Zauważyłem że ma takie fajne kurze łapki jak się uśmiecha. -Będzie ale wieczorem na kolację.
Lubię zaskakiwać, najpierw ubrałem się, jak na wycieczkę po Syberii. Potem zapytałem. -W co mam się ubrać, zimno jest ?
Kasia zajrzała do przedpokoju. -Świetnie, już się ubrałeś, poczekaj chwileczkę założę jakiś cieplejszy sweter i pomaluje usta.
W lustrze zobaczyłem jak ściągą spódnicę i sweter. Wyjątkowo zgrabna jak na opiekunkę. Jej ubrania były stare i znoszone, wyglądała przy mnie jak uboga krewna. Muszę coś zrobić żeby nie poczuła się niezręcznie.
-Wiesz co Kasiu, mogę ci mówić po imieniu, rybcia. Z jej twarzy odczytałem lekkie zmieszanie.
-No tak, dziwne z ciebie dziecko. -Ubierz tą zimową kurtkę Agnieszki. Czasami odnoszę wrażenie że mamcia ma więcej ubrań niż jest wstanie nosić.
Kiedy Kasia ubierała kolorową kurtkę ja zadzwoniłem do Agnieszki. Widziałem jej zaskoczenie jakby po raz pierwszy widziała komórkę.
-Coś nie tak, przekazałem tylko że wychodzimy na spacer. -Nie tylko, telefon komórkowy u małego dziecka jest raczej niecodziennym zjawiskiem. -Takie czasy, idziemy ?
Po schodach oczywiście zbiegłem udając wodza Indian. Sąsiadka z dołu wymownie pukała się w czoło. Dziecka nie widziała czy jak ? Najważniejsze ,że Kaśkę rozbawiłem na dobre. Na zewnątrz jest zimno, z ust wydobywają się kłęby pary. Intensywnie wirują by za chwilę zniknąć. Krótki żywot nadrabiają pięknem. Kawałki zimnego szkła zastygły na gałęziach.
Opatulone postacie uciekają od pani zimy. Byle szybciej wrócić do ciepłego domu lub biura. Homo ciepło lubus, nowy rodzaj człowieka. Chyba tylko dzieci i misie lubią jeszcze zimę. Spojrzałem na Kasię, miała takie małe iskierki w oczach. Czarne włosy targał wiatr. Nie sprawiała wrażenia zmarzniętej.
Szliśmy chodnikiem trzymając się za ręce. Jak zwykle bacznie przyglądałem się ludziom, zresztą nie tylko ja. Starsza Pani w wysłużonym płaszczu ocenia wzrokiem Kasię, zapewne próbuje znaleźć relację pomiędzy nami. Mama z synem, brat z siostrą. Zawsze kobiety interesowały związki międzyludzkie. Młody zniszczony mężczyzna ze smutną mina, przeszukuje śmietnik w poszukiwaniu puszek. Nasze spojrzenia spotykają się na krótką chwilę. W jego oczach nie widzę nic. Jakbym patrzył w kamerę, absolutne zero emocji. Wypalony automat szuka sposobu by zarobić na chleb. Myślę ,że nadmierna troska o to co do gara włożyć, zabije każdego.
Grupka młodych ludzi, ogląda z zainteresowaniem, sklepową wystawę z telefonami komórkowymi. Zapamiętale dyskutują nad wyższością jednej marki nad drugą. Ich jeszcze nie interesuję walka o byt. Dla nich pieniądze to wyjście do kina lub nowy T-shirt z nadrukiem ulubionego zespołu. Ich pierwsze starcie z prawdziwym życiem może być katastrofą. Właściwie to zależy tylko, od zasobności portfela ich rodziców lub szczęścia. Inni nagle odkryją ,że ukończenie wyższej uczelni w tym kraju nie daje nic. Zresztą we Francji ludzie po Sorbonie też szukają pracy. Paradoks.
Po drugiej stronie chodnika młoda dziewczyna pcha wózek. Ma jakieś piętnaście lat. Obawiam się że to jej dziecko. To taki znak naszych czasów. Wszystko dzieje się szybciej. Szybciej, żyjemy, dojrzewamy , starzejemy się. Dzieci rodzą dzieci. Jej partner z wygoloną głową wygląda na jeszcze mniej dojrzałego. Pewnie będzie z nią do czasu, aż będzie musiał wybrać pomiędzy kupnem mleka a wyjściem na imprezę z kumplami.
Młoda dziewczyna próbuje wciskać reklamy przechodniom. Dla każdego ma uśmiech na sprzedaż. Jeden grymas twarzy wart dwadzieścia groszy. W myślach odlicza sekundy, które jej zostały do końca zmiany. Cały czas boi się że jej opiekun który czai się za rogiem. Zauważy że jest nie efektywna albo dała przez przypadek komuś dwie ulotki. Ta praca jest już drugą próbą, wcześniej skręcała długopisy.
Ciągnąc Kaśkę za rękę idę dalej. Wprost na mnie ładuje się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil byq73
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…