Wróć do katalogu

Zwykły dzień

Dzień lotniczy na lotnisku w Jasionce. Opis przeżyć podczas skoku ze spadochronem.

wariorr, opublikowano , 11 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zwykły dzień...

Poranek wstawał chłodny, bezwietrzny. Noc powoli odchodziła w nicość, a w brudną szarość nieba, przez zimną warstwę mgły wkradał się nieśmiało błękit. Słońca nie było jeszcze na widnokręgu, jednak wszystkie stworzenia zdawały się Go niecierpliwie wyczekiwać. Wstawał dzień... Przeraźliwy odgłos melodii „Dragostea din tei” ustawionej jako budzik w mojej komórce grał już od dobrych kilku minut zanim wreszcie postanowiłem zwlec się z łóżka. Ludzie, przecież jest 5 rano! Niech diabli wezmą takie poświęcenie! Na uczelnie jakoś nigdy nie potrafię się wybrać na ósmą. No ale to nie szkoła. Dziś mamy coś znacznie ciekawszego. Po wykonaniu wszystkich codziennych czynności pojechałem rowerem na Jasionkę. Od jakiegoś czasu bawiłem się w skoki spadochronowe, a dziś czekał mnie kolejny, lotniczy dzień. Dzień, którego nigdy nie zapomnę, choć meldując się w Aeroklubie Rzeszowskim o ósmej rano, jeszcze tego nie wiedziałem. Potężnym ziewnięciem i silnym uściskiem dłoni przywitałem pana Bogusława Marszałka, charyzmatycznego instruktora spadochronowego: - Co tam? Gotowy do skoków? Nie piło się wczoraj? Widzę, że Ty jakiś senny jesteś... - Piłem całą noc - zażartowałem - Ej, no to ja cie nie dopuszczę do skoku! Znasz regulamin. - Instruktorze, wstalem o piątej po prostu - No to dobra, bierz spadochrony, znoś na dół, ładuj do nysy i jedziemy na start. O 9 zaczynamy wylot Razem z kilkunastoma przyjaciółmi, tak jak ja spadochroniarzami, zaczęliśmy znosić na płytę lotniska ciężkie torby spadochronowe, kaski, tubę sygnalizacyjną i ogólnie cały sprzęt potrzebny do wylotu. Gdy już spadochroniarnia była prawie zupełnie pusta, zebraliśmy się na dole, pod Aeroklubem na płycie lotniska i zaczęliśmy ładować wszystko do starej wysłużonej nysy, która jeździ już chyba tylko na słowo honoru. Po dolaniu wody do cieknącej chłodnicy, usadowiłem się na kasku rzuconym przy niedomykających się drzwiach i razem z resztą ekipy nysa zaczęła toczyć się po trawie. Sama podróż nie trwa nawet pięciu minut jednak jest to niezwykle pasjonująca chwila. Trzymając się framugi drzwi (żeby nie wypaść na pierwszym zakręcie), a jednocześnie śmiejąc się z nowego dowcipu Jurka Nogi (oczywiście o blondynce i spadochronie) jakoś dojechaliśmy do celu. Słońce wisiało tuż nad linią horyzontu, robiło się ciepło i przyjemnie. Na niebie pojawiły się chmurki, ale dziś zwiastowały jedynie wolność i piękną pogodę. Na przenośnych stołach polowych poukładaliśmy spadochrony, na dwunogim stole, opartym o nysę rozłożona zostala radiostacja. Po chwili zaczęły wydobywać się z niej dziwne i mało zrozumiałe dla niewtajemniczonych odgłosy: „Sierra Charlie Bravo podkołuj na pas”, „kwadrat spadochronowy, tu wieża. Zezwalam na pierwszy wylot o godzinie 9:00”. Po chwili na lewo rozlega się warkot. Żółto-czerwony Jak-12 powoli sunie po trawie w naszą stronę. Skrzydła jak u kaczki kołyszą się śmiesznie na boki, gdy ten niewielki bądź co bądź samolot podskakuje na nierównościach płyty lotniska... Jestem w drugim wylocie. Siedząc na trawie i spokojnie owijając sobie stopy bandażem (w celu usztywnienia stawu skokowego, by nie skręcić nogi przy lądowaniu) patrzę na trójkę przyjaciół zakładających na siebie ciężkie spadochrony, dopinających ostrożnie wszelkie klamry i naciągających pasy (a jest tego trochę) Pierwsza trójka dziś to ludzie naprawdę doświadczeni. Wszystkie czynności wykonują machinalnie, nie spiesząc się jednak i starannie sprawdzając każdy szczegół. Tu nie może być mowy o rutynie. Nigdy nie wiadomo, co może się przydarzyć. Marszałek i tak wszystko sprawdzi po dziesięć razy zanim wpuści ich do samolotu. Ostatnie kilka słów odprawy i trójka znajomych swobodnym krokiem odchodzi do Jaka i znika w jego wnętrzu. Pilot zapala silnik, przez chwilę manipuluje przepustnicą po czym nagle zwiększa obroty i ... po chwili Jak jest już tylko punktem na błękitnej tafli nieba. Na wysokości 600m wyrzucona zostaje sonda, mająca określić kierunek i siłę wiatru. Taśma różnokolorowej bibuły opada prawie pionowo. Tylko się cieszyć. Jak na chwilę znika nam z oczu przelatując przez warstwę chmur. Wkrótce z radiostacji rozlega się komunikat: „Sierra Charlie Bravo na kursie do zrzutu”. Wszystko jest jasne, od samolotu kolejno oddzielają się małe czarne punkciki, jeden po drugim nic nie znaczące małe drobiny ludzkiego istnienia zawieszone w próżni błękitnego nieba. Punkty stają się większe, gdy nagle nad każdym z nich pojawia się kolorowy grzyb spadochronu. Teraz są już wolni. Szybują nad światem, są panami przestrzeni. Nie mam jednak czasu na myśli typowo poetyckie, przywołuje mnie do świadomości głos Marszałka: - Drugi wylot, ubierać się! Biorę ze „stołu” mój spadochron złożony jeszcze „na linę” i próbuję w niego „wejść”. Brak doświadczenia robi swoje i taśmy udowe udaje mi się dobrze założyć dopiero za trzecim podejściem. Trójka z pierwszego wylotu ląduje właśnie tuż obok, miękko opadając na trawę. Gdy już stoję ze spadochronem na plecach, wydarzenia zaczynają nabierać dziwnego pędu. Nie zauważam lądującego Jaka, ani Jurka Nogi – skoczka…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych