Z turkotem drewnianych kół wozu toczyłem się nieśpiesznie w stronę niewielkiego miasteczka portowego, które w bladym porannym świetle wyłoniło się przede mną.
Leniwie otworzyłem oczy i obraz, jaki ujrzałem nie wzbudził we mnie niepokoju.Było ciemno, jedyne źródło światła pochodziło od małej świecy na stole koło schodów.