Inne · 7 min czytania
A wystarczyło wziąć lekarstwa ...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jeden z tak wielu identycznych Przesadziście ogarnięty Do chorej granicy ładu Z długoterminowym planem Na przyszłość
“Czasem równie dobrze wolałabym nie żyć.” Chciała to głośno powiedzieć. Tak żeby wszyscy wścibscy sąsiedzi z jej klatki to słyszeli, żeby on w końcu to usłyszał. Zamiast tego po prostu się uśmiechnęła. Był to bardziej wymuszony grymas, ale kogo to niby obchodzi. W ciasnych i schematycznych ramach tej rzeczywistości, tego świata nie ma miejsca dla słabych. Skoro się uśmiecha to wszystko jest w porządku. A skoro wszystko jest tak dobrze to można wrócić do swoich zajęć, to znaczy przyglądania się życiu ulicy i zostawić histeryczkę w spokoju. Przypadkowe spojrzenie rzucone na lustro w korytarzu. Warstwa czarnej kredki i tuszu spłynęła, zostawiając wyraźny tor miejsc, po których spłynęły słone łzy. Ciekawe skąd bierze się ten posmak? Zresztą nieważne. Mało jest już rzeczy tak naprawdę ważnych. Wychodząc trzasnęła głośno drzwiami. Nie krępuj się dziewczyno, urządź sobie małą demonstrację sił, chociażby po to, żeby nie przegrać tak całkowicie. Kogo ona okłamuje? Poniosła klęskę na całej linii. Głęboki wdech. I powoli wypuszczamy powietrze. Zimno. Cholernie zimno. I wszędzie ciemność poprzecinana rozświetlonymi oknami i latarniami. Pokrojona. Ciekawe czy ją to boli? Pod którąś z latarni stoi panna trudniąca się najstarszym zawodem świata. Z rozmysłem zaciąga się dymem i wypuszcza zgrabne kółeczka, a było ich sześć. Tej to dopiero musi być zimno. Patrząc na jej strój robi się dziewczynie smutno. Bo oto niewiasta stoi w spódniczce, która spódnicą jest tylko z nazwy. Bardziej przypomina pasek - długości około ośmiu centymetrów. Białe kozaczki na niebotycznie wysokich obcasach. Niczym miniaturowe szczudła, a ona ja jakiś przerażający arlekin. Zresztą jej makijaż za wiele się od twarzy pajaca nie różni. Jeżeli się pominie grubą warstwę z rozmysłem naniesionych na twarz mazideł, to widać, że są mniej więcej w tym samym wieku. Zresztą jedna i druga nie ma niczego. Czy jej się wydaje, czy owa pani szczerzy się do niej? Straszliwie uśmiecha, tak jakby ktoś rozciął jej usta od ucha do ucha. Krwawa szrama. Kiwa długim palcem zakończonym różowym tipsem, w którym ktoś poutykał jakieś świecące kamyczki. Biegnij. Uciekaj. Wydaje jej się, że chodnik perfidnie próbuje się pod nią zarwać. Tak jakby biegła po tafli wykonanej z cienkiego szkła. Tak delikatnej, że najmniejszy nieostrożny ruch ją zniszczy. Zresztą już się rozpada. Coraz głębiej. Spada. Upada w ciemność. Obdrapane ściany kamienic. Łuszczy się z nich tynk. Jak skóra na chorym człowieku. Odpadają płaty. Chorobą jest czas. Nie przestawaj iść. Dalej. W jednym z takich podłych zaułków siedzi jakiś bezdomny dzieciak. Zupełnie różny od swoich rówieśników. Gdzie wesoły uśmiech? Wesoły uśmiech jest obecnie obowiązkowy. Ma wielkie ciemne oczy, pełne melancholii i dziwnego spokoju. Siedzi bez ruchu. Trzeba naprawdę dobrze się przypatrzeć, żeby zdać sobie sprawę, że to żywy człowiek. Powoli oddycha, Spójrz, faluje…