Horror · 3 min czytania
Agonia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Autobus pełny ludzi jechał przed siebie. Panował radosny nastrój, bo jechaliśmy na wycieczkę. Część ludzi śpiewało, część z uśmiechem na twarzy rozmawiało, inni jedli i pili.
Siedziałem z bratem na przednim siedzeniu i szukałem dla siebie dziewczyny na czas wycieczki a może i na całe życie. Jak zwykle byłem sam i jak zwykle szukałem tej jedynej.
Brat pokazywał różne dziewczyny ładne i roześmiane, ale ja patrzyłem tylko na jedną: smutną blondynkę siedzącą w kącie na samym końcu autobusu. Była jedyną osobą niebiorącą udziału w ogólnej wesołości. Siedziała nieobecna, jej duże błękitne oczy smutne i przesiąknięte chęcią zapomnienia patrzyły pusto przed siebie. Usiłowałem nawiązać kontakt wzrokowy i chociaż chwilami patrzyła w moim kierunku a w okolicach ust błąkał się cień uśmiechu nie sądziłem, że mnie widzi.
Zapragnąłem jej bardzo i nic się już więcej nie liczyło. Chciałem ją poznać i wyruszyć tylko z nią w tę najpiękniejszą drogę ludzkiej egzystencji, jaką jest życie we dwoje, wyruszyć wspólnie z nią.
Autobus zatrzymał się i ludzie ruszyli do wyjścia. Cały czas ją obserwowałem. Ona nie szła, ona płynęła i miałem wrażenie, że ludzie rozstępują się przed nią. Sunąc rozsiewała wokół siebie aurę dostojeństwa i tajemnicy. Zdawała się kierować instynktem, bo oczy miała zamknięte. Długie blond włosy zsunęły się na twarz i rozsypały.
A kiedy już wszyscy znaleźli się na zewnątrz autobusu, ona zaprosiła nas…