Psychologia · 8 min czytania
Akustyka życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Stało się to niespodziewanie. Pewnego wyjątkowo słonecznego i bardzo ciepłego popołudnia, podczas niedzielnej sjesty. Była zima a temperatura w słońcu przekraczała 20 stopni Celsjusza! Leżałam na sofie, okno balkonowe otwarte było na oścież i na dźwięki, które dobiegały z zewnątrz. Pewnie słyszałam je wcześniej dziesiątki razy ale dopiero teraz docierały do mnie, do mojej świadomości. Odkrycie! Zdziwienie. Wsłuchiwałam się w ...życie za oknem. W ten ciepły dzień w większości mieszkań ich "oczy na świat" zostały szeroko otwarte. Studnia akustyczna pomiędzy kamienicami idealnie potęgowała "stuki puki" sąsiadów i przechodniów: podszyty ciepłym wiatrem śmiech; rozgrzane słońcem głosy; lekkie kroki stóp wyswobodzonych z ciężkiego obuwia; swobodne rozmowy; niespieszne spacery; ożywiony świergot ptaków. Pod koniec zimy poczułam - a właściwie usłyszałam - lato!
Zastanowiłam się nad tym głębiej, usiłując przypomnieć sobie jak słyszę pory roku. Plaśnięcia stóp w wielkich kałużach, chrypienie i kichanie to zdecydowanie deszczowa jesień. Bębnienie kropli o parapet, wiatr w uszach, wzmożony szum drzew o poranku. Przeciągłe gęganie odlatujących gęsi. Lub, jeśli aura jest łaskawa, delikatny szum coraz bardziej suchych liści, szuranie stóp w stosach tych, które już opadły. Czy babie lato ma jakiś dźwięk... Pewnie tak, ale słyszą go chyba tylko pająki, wyczulone na odgłosy tak delikatnej materii.
Zima natomiast bywa trzeszcząca pod stopami podczas mrozów. Zachrypnięta w trakcie ciągnących się tygodniami gryp i chryp (wolę nazywać to zmysłowym basem;). Trzaska ogniem w kominku. Dźwięki nikną stopniowo pod kolejnymi warstwami spadających kryształów śniegu. I zdecydowanie jest przytłumiona przez czapki, szale, nauszniki i warstwę białego puchu, wyciszającego otoczenie. Trochę inaczej sytuacja ma się w miastach gdzie biały śnieg szybko zmienia się w szarą breję, która daje odgłos wciągającego bagna.
Jest jeszcze wiosna, ale tę pamiętałam najmniej, bo (wtedy) była już ponad rok temu. Jak mówi moja znajoma Joasia - pamięć mam dobrą, ale krótką;) Jeśli się wysilę, słyszę zeszłoroczno-wiosenne bzyczenie budzących się do życia owadów. Stuk coraz wyższych obcasów kobiet i zacierania, na ich widok, męskich rąk;) Poza tym, da się słyszeć szybszy przepływ krwi i ptasie trele, o czym pisałam już tutaj.
Część 22 / 2
Wtedy, leżąc pośród dźwięków budzącego się w kościach, żyłach, mieszkaniach i umysłach lata, zagłębiałam się w życie. Było tak niesamowite, że miałam chęć chłonąć odgłosy i przepuszczać je przez siebie jak przez sito. Przetwarzać je w głowie nie zatrzymując się za długo nad żadnym z nich. Przeskakiwać od jednego do drugiego, od cichnącego do nagle bardziej wybijającego się. Pewnie trwało to chwil kilka ale dało mi wiele radości, dziecięcego zaskoczenia i cieszenia się po prostu z otaczającego świata.
Dostrzeganie tego (dźwięków, widoków, zapachów, smaków) co w danym momencie nas otacza, jest ponoć jednym z warunków osiągnięcia szczęścia w życiu. Kontakt z teraźniejszością jest bardzo ważny dla odczuwania zadowolenia. Ale podobno aż 70% życia spędzamy rozpamiętując przeszłość lub snując plany na przyszłość. Na nasze postrzeganie świata wielki wpływ mają lęki, kompleksy i urazy z przeszłości oraz projekcje przyszłości (w dużym stopniu projekcje negatywne, bo powodowane powyższymi lękami...). Koło się zamyka a my tkwimy w środku. Wyjściem są "ćwiczenia z teraźniejszości", czyli nauczenie się życia tu i teraz:) Dostrzeganie np. chmur na niebie, uważne słuchanie otaczającego świata, świadome używanie zmysłów.
Droga do uważnego życia w teraźniejszości nie jest usłana różami - w końcu jesteśmy przyzwyczajeni do bujania w obłokach. Ale można się nauczyć stopniowo doświadczać coraz więcej