Fantasy · 4 min czytania
Alkadia cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po kilku godzinach spędzonych na rozmyślaniu, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, Alkadia postanowiła pójść już do domu. Nagle poczuła lekki ból. Po policzku spłynęła jej ciepła ciecz. Dotknęła jej palcem i spojrzała nań. Serce zabiło jej mocniej, oblała ją fala gorąca. To krew – pomyślała – Ale co się stało? Zapewne zahaczyła o jakąś gałąź. Dziewczyna spróbowała wymacać ranę i po chwile jej palce wyczuły rozszarpaną krawędź skaleczenia. Przez twarz przebiegł jej skurcz bólu, kiedy zaczęło ją szczypać i piec. - Ojojoj! – jęknęła cicho. – akurat teraz? Litości bogowie...! Ku jej zaskoczeniu ranka zaczęła się powoli zasklepiać, zastrupiać i w momencie jedynym śladem była tylko stygnąca krew i niewielka blizna w kształcie bladego promyka księżyca. Dziewczyna ze strachem pochyliła się nad wodą i próbowała dojrzeć szramę. Ale jedyne co ujrzała, to jej zniekształcone, wystraszone oblicze. Po chwili odeszła od jeziora w stronę wioski. Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie. Coś złego i tajemniczego wisiało w powietrzu. Zrobiło się duszno, cicho jak makiem zasiał. Alkadia najchętniej nie wychodziłaby z lasu, zostałaby tam na zawsze. Weszła z ociąganiem do domu i bez słowa poszła do drugiej izby, gdzie miała swoje posłanie. Położyła się i przykryła kocem. Zamknęła oczy i w momencie ogarnęło ją ogromne zmęczenie...
Od pierwszych chwil snu w głowie dziewczyny tańczyły dziwaczne obrazy. Tak dziwaczne i absurdalne, że Alkadiana zapomniała o nich wybudzona nagle ze swoich marzeń. - Alkadia, Alkadia! – wołał głos. Dziewczyna otworzyła oczy i zamrugała. - Co się dzieje? – usiadła i zobaczyła Dhalię i Moldraka pochylonych nad sobą – O co chodzi? - Przykro nam, że dowiedziałaś się prawdy w taki sposób. Ale to może i dobrze? – odezwał się mężczyzna. - I tylko po budzicie mnie w środku nocy? - Nie, nie po to. Wstawaj. – dziewczyna wstała posłusznie. Na sukienkę kobieta zarzuciła jej ciepłą chustę, przez ramię…