Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

All that jazz.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Powinieniem ją uprzedzić – zganił się w myślach, po raz piąty przyciskając guzik domofonu z jej nazwiskiem. Wiedział, że jest w środku, gdyż stare ściany budynku trzęsły się od głosu Elli, którą obydwoje ubóstwiali. Nie rozumiał, czemu mieszkała w takiej ruderze - zarabiała wystarczająco dużo by przenieść się w jakieś bardziej ekskluzywne miejsce. Gdy kiedyś ją o to zapytał, roześmiała się mówiąc, że kocha zapach swojej klatki schodowej. - Pewnie domofon znów nie działa – mruknął. No cóż, wpadnie innym razem, to przecież tylko kilka płyt. Gdy jednak się odwrócił, ciężkie drzwi otworzyły się. Wyjrzała zza nich pulchna, pomarszczona twarz. - Pan do Aurelki? – zapytała. Kiwnął głową. Staruszka pokazała w uśmiechu wszystkie zęby, które jej pozostały. - Proszę – otworzyła drzwi na całą szerokość. – No, proszę. Niech się nie wstydzi. – dodała widząc, że nie jest pewien czy ruszyć za nią. – Wie pan, wzywaliśmy, tego... speca od domofonu, ale w tych czasach... To był kolejny powód dla którego nie chciałby tu żyć. Rozmowa z emerytkami należała do rzeczy, których zdecydowanie nie cierpiał. Życie w apartamentowcu pozwalało mu na zupełną anonimowość. Właściwie to nie znał żadnego swojego sąsiada. Aurelia zaś nieustannie opowiadała o paniach Janinkach czy Czesiach, z taką pasją, jakby mówiła, co najmniej,o spotkaniu z wybitnym pisarzem. Często je też fotografowała – ostatnia jej wystawa to właściwie same babuszki. - No, to ja tu mieszkam. – powiedziała starowinka zasapanym głosem. - Dziękuję pani – wybąkał i pędem ruszył na górę, bojąc się, że samotna, zapewne, kobiecina upatrzy sobie w nim partnera do utyskiwań. Ciekawe, jak one sobie radzą w pięciopiętrowym budynku, bez windy,pomyślał. Dobrze, że Auri mieszkała na drugim. Skrzypiące schody i tak już zdążyły doprowadzić go do szału. Zapukał. Odpowiedziała mu muzyka i niezbyt wprawny śpiew mieszkanki kamienicy, próbujący nadążyć za divą. Nacisnął klamkę. Drzwi były otwarte. Lekko je pchnął i wszedł do przestronnego hallu. - Doo-ah, doo-ah, doo-ah! – dobiegło z jakiegoś pokoju. I nagle pojawiła się. Zobaczył ją w wielkim lustrze wiszącym na ścianie. Zamiatała. Nie. Nie zamiatała – tańczyła z wielką miotłą. Jej bose stopy wystukiwały jakiś szalony rytm, długą spódnicę zawinęła sobie za pasek, by mieć większą swobodę ruchów. Nie mógł oderwać wzroku od jej długich, szczupłych nóg. Czemu nigdy ich nie pokazywała? Z głośników popłynął następny utwór. - Sweeeetheart, tommorow is another day! – darła się niedoszła piosenkarka do kija od szczotki, kołysząc biodrami. Bardzo pociągająco kołysząc biodrami – poprawił się w myślach. Dlaczego wcześniej nie zauważył, że umie się tak poruszać? Właściwie, to nigdy nie rozpatrywał jej pod kątem seksualnym. Przyjaźnili się od czasów ASP i szybko przyzwyczaili się do różnicy poglądów w tych sprawach. On sypiał najczęściej z modelkami, które fotografował, twierdząc, że nie ma czasu na amory. Ona zaś, co rusz wikłała się w związki z różnymi, jego zdaniem, popaprańcami, za każdym razem zarzekając się, że tego to już na pewno będzie kochać aż po grób. Niestety jej miłość była równie silna, co krótka, tak więc koniec - końców, zawsze lądowała w jego apartamencie, z winem w ręku i łzami w oczach. W apartamencie. Ale nigdy w łóżku. „I won’t dance” z Louisem Armstrongiem wyrwało go z rozmyślań. Na twarzy tancerki zagościł wielki uśmiech. Pojedyncze pukle włosów wypadły z koka, zaplątanego niedbale gumką na czubku głowy, i opadły

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%