All that jazz.
Historia pewnego romansu. Raczej zarys niż opowiadanie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Powinieniem ją uprzedzić – zganił się w myślach, po raz piąty przyciskając guzik domofonu z jej nazwiskiem. Wiedział, że jest w środku, gdyż stare ściany budynku trzęsły się od głosu Elli, którą obydwoje ubóstwiali. Nie rozumiał, czemu mieszkała w takiej ruderze - zarabiała wystarczająco dużo by przenieść się w jakieś bardziej ekskluzywne miejsce. Gdy kiedyś ją o to zapytał, roześmiała się mówiąc, że kocha zapach swojej klatki schodowej. - Pewnie domofon znów nie działa – mruknął. No cóż, wpadnie innym razem, to przecież tylko kilka płyt. Gdy jednak się odwrócił, ciężkie drzwi otworzyły się. Wyjrzała zza nich pulchna, pomarszczona twarz. - Pan do Aurelki? – zapytała. Kiwnął głową. Staruszka pokazała w uśmiechu wszystkie zęby, które jej pozostały. - Proszę – otworzyła drzwi na całą szerokość. – No, proszę. Niech się nie wstydzi. – dodała widząc, że nie jest pewien czy ruszyć za nią. – Wie pan, wzywaliśmy, tego... speca od domofonu, ale w tych czasach... To był kolejny powód dla którego nie chciałby tu żyć. Rozmowa z emerytkami należała do rzeczy, których zdecydowanie nie cierpiał. Życie w apartamentowcu pozwalało mu na zupełną anonimowość. Właściwie to nie znał żadnego swojego sąsiada. Aurelia zaś nieustannie opowiadała o paniach Janinkach czy Czesiach, z taką pasją, jakby mówiła, co najmniej,o spotkaniu z wybitnym pisarzem. Często je też fotografowała – ostatnia jej wystawa to właściwie same babuszki. - No, to ja tu mieszkam. – powiedziała starowinka zasapanym głosem. - Dziękuję pani – wybąkał i pędem ruszył na górę, bojąc się, że samotna, zapewne, kobiecina upatrzy sobie w nim partnera do utyskiwań. Ciekawe, jak one sobie radzą w pięciopiętrowym budynku, bez windy,pomyślał. Dobrze, że Auri mieszkała na drugim. Skrzypiące schody i tak już zdążyły doprowadzić go do szału. Zapukał. Odpowiedziała mu muzyka i niezbyt wprawny śpiew mieszkanki kamienicy, próbujący nadążyć za divą. Nacisnął klamkę. Drzwi były otwarte. Lekko je pchnął i wszedł do przestronnego hallu. - Doo-ah, doo-ah, doo-ah! – dobiegło z jakiegoś pokoju. I nagle pojawiła się. Zobaczył ją w wielkim lustrze wiszącym na ścianie. Zamiatała. Nie. Nie zamiatała – tańczyła z wielką miotłą. Jej bose stopy wystukiwały jakiś szalony rytm, długą spódnicę zawinęła sobie za pasek, by mieć większą swobodę ruchów. Nie mógł oderwać wzroku od jej długich, szczupłych nóg. Czemu nigdy ich nie pokazywała? Z głośników popłynął następny utwór. - Sweeeetheart, tommorow is another day! – darła się niedoszła piosenkarka do kija od szczotki, kołysząc biodrami. Bardzo pociągająco kołysząc biodrami – poprawił się w myślach. Dlaczego wcześniej nie zauważył, że umie się tak poruszać? Właściwie, to nigdy nie rozpatrywał jej pod kątem seksualnym. Przyjaźnili się od czasów ASP i szybko przyzwyczaili się do różnicy poglądów w tych sprawach. On sypiał najczęściej z modelkami, które fotografował, twierdząc, że nie ma czasu na amory. Ona zaś, co rusz wikłała się w związki z różnymi, jego zdaniem, popaprańcami, za każdym razem zarzekając się, że tego to już na pewno będzie kochać aż po grób. Niestety jej miłość była równie silna, co krótka, tak więc koniec - końców, zawsze lądowała w jego apartamencie, z winem w ręku i łzami w oczach. W apartamencie. Ale nigdy w łóżku. „I won’t dance” z Louisem Armstrongiem wyrwało go z rozmyślań. Na twarzy tancerki zagościł wielki uśmiech. Pojedyncze pukle włosów wypadły z koka, zaplątanego niedbale gumką na czubku głowy, i opadły
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marelle
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…