Medycyna · 5 min czytania
Anioł i przyjaciel
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Było zimno. Deszcz padający coraz mocniej uderzał o parapet okna. Cały czas siedziałam przy oknie i czekałam….czekałam na cud. On leżał na stole operacyjnym i nie wiedział ,że może umrzeć. Lekarze robili co mogli ale i tak wiedziałam ,że to nic nie da. Tak po prostu musi być. Nagle poruszył się wiatr i uderzył w ogromnego kasztana naprzeciwko szpitala. Liście zaszeleściły próbując dać opór tej ogromnej sile. Właśnie wtedy w jeden z domów uderzył piorun. Nastała grobowa cisza. Dom zaczął się palić. Wtem z sali operacyjne wybiegła pielęgniarka. Popatrzyła na mnie swoimi okrągłymi oczami i uśmiechnęła się powstrzymując łzy. - On na pewno tam jest szczęśliwy.- Powiedziała i uciekła w głąb korytarza. Syreny zaczęły wyć a ja stałam jak osłupiała, po policzkach ciekły mi łzy. Wiedziałam że tak to się skończy ale nigdy nie dopuszczałam tego do swoich myśli. Drzwi sali operacyjnej otwarły się i pojawił się lekarz ze smutną miną a za nim pielęgniarki ciągnące łóżko. On na nim leżał. Jego twarz była zakryta. Lekarz zatrzymał się przy mnie a pielęgniarki poszły dalej. - Kazał żeby ci to przekazać jak…- Tu głos mu się urwał wręczył mi kopertę i odszedł. Na białej kopercie pisało krzywymi literami „dla niej”.
Nigdy nie mówiliśmy sobie po imieniu. On tak chciał. Uważał że tak będzie lepiej bo zawsze będziemy o sobie pamiętać a gdybyśmy mówili sobie po imieniu moglibyśmy zapomnieć. Byłam wolontariuszką. Przychodziłam do niego codziennie aż zostaliśmy przyjaciółmi. Chorował na białaczkę i miał za sobą kilka operacji. W wolontariacie powiedziano mi bym odwiedzała kilkoro dzieci ale z nim spędzałam najwięcej czasu. Jego rodzice bali się jego choroby i odwiedzali go rzadko. Gdy tylko czuł się lepiej chodziłam z nim na spacery ale nie dawno poczuł się gorzej. Ciągle miał dreszcze i nie mógł wstać. Siedziałam przy nim dzień i noc ,a jego rodzice nie przyszli ani razu. W końcu nadszedł dzień na ostatnią operację której nie przeżył.
Jego pogrzeb był skromny. Przyszła tylko najbliższa rodzina no i oczywiście ja. Tylko ja płakałam. Wszyscy byli jacyś dziwni. Tak