Wróć do katalogu

Anioł i przyjaciel

Przyjaciel na zawsze

marzycielka994, opublikowano , 5 min czytania, 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Było zimno. Deszcz padający coraz mocniej uderzał o parapet okna. Cały czas siedziałam przy oknie i czekałam….czekałam na cud. On leżał na stole operacyjnym i nie wiedział ,że może umrzeć. Lekarze robili co mogli ale i tak wiedziałam ,że to nic nie da. Tak po prostu musi być. Nagle poruszył się wiatr i uderzył w ogromnego kasztana naprzeciwko szpitala. Liście zaszeleściły próbując dać opór tej ogromnej sile. Właśnie wtedy w jeden z domów uderzył piorun. Nastała grobowa cisza. Dom zaczął się palić. Wtem z sali operacyjne wybiegła pielęgniarka. Popatrzyła na mnie swoimi okrągłymi oczami i uśmiechnęła się powstrzymując łzy. - On na pewno tam jest szczęśliwy.- Powiedziała i uciekła w głąb korytarza. Syreny zaczęły wyć a ja stałam jak osłupiała, po policzkach ciekły mi łzy. Wiedziałam że tak to się skończy ale nigdy nie dopuszczałam tego do swoich myśli. Drzwi sali operacyjnej otwarły się i pojawił się lekarz ze smutną miną a za nim pielęgniarki ciągnące łóżko. On na nim leżał. Jego twarz była zakryta. Lekarz zatrzymał się przy mnie a pielęgniarki poszły dalej. - Kazał żeby ci to przekazać jak…- Tu głos mu się urwał wręczył mi kopertę i odszedł. Na białej kopercie pisało krzywymi literami „dla niej”.

Nigdy nie mówiliśmy sobie po imieniu. On tak chciał. Uważał że tak będzie lepiej bo zawsze będziemy o sobie pamiętać a gdybyśmy mówili sobie po imieniu moglibyśmy zapomnieć. Byłam wolontariuszką. Przychodziłam do niego codziennie aż zostaliśmy przyjaciółmi. Chorował na białaczkę i miał za sobą kilka operacji. W wolontariacie powiedziano mi bym odwiedzała kilkoro dzieci ale z nim spędzałam najwięcej czasu. Jego rodzice bali się jego choroby i odwiedzali go rzadko. Gdy tylko czuł się lepiej chodziłam z nim na spacery ale nie dawno poczuł się gorzej. Ciągle miał dreszcze i nie mógł wstać. Siedziałam przy nim dzień i noc ,a jego rodzice nie przyszli ani razu. W końcu nadszedł dzień na ostatnią operację której nie przeżył.

Jego pogrzeb był skromny. Przyszła tylko najbliższa rodzina no i oczywiście ja. Tylko ja płakałam. Wszyscy byli jacyś dziwni. Tak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych