Melodramat · 5 min czytania
Anioł na oddziale furiatów, część 1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pierwszy raz, zobaczyłem ją jakieś dwa tygodnie temu. Siedziałem za biurkiem , zawalony wszelkiego rodzaju dokumentami, kiedy usłyszałem kroki na korytarzu. Przez szybę wypucowaną tak starannie, że w ogóle nie było jej widać, rzucił mi się w oczy wysoki, zbudowany mężczyzna. Na twarzy wymalowany miał strach, a może zdziwienie, nie przyglądałem mu się zbyt długo. Za rękę trzymała go mocno, niemalże kurczowo, dziewczynka 14, może 15 letnia. Szła powoli, niepewnie, rozglądając się dookoła. Szklistość jej soczyście zielonych oczu zahipnotyzowała mnie. Świat zniknął nagle, rozpłynął się, nie było już nic, prócz dwóch liściasto migoczących punkcików, tak delikatnych, że bałem się poruszyć, by przypadkowy podmuch powietrza, nie zmienił ich w pękające mydlane banieczki, a jednocześnie tak pewnych, silnych, że przykuły w bezruchu na tyle lat. Zdawało mi się, że czas stanął w miejscu. Mimo iż nasze spojrzenia zetknęły się na ułamek sekundy, mogłem odtworzyć dokładnie każdy szczegół zieloności jej oczu. Zupełnie niespodziewanie, przestała się rozglądać i podniosła wzrok, na towarzyszącego jej mężczyznę. Odpowiedział natychmiast, zatrzymując się, i przykucając tak, aby mogła być nieco powyżej jego głowy. Jej prawa dłoń, delikatnie dotknęła jego włosów, przejechała niby to od niechcenia po szyi, aby spocząć na ramieniu. Lekko drżała. Mężczyzna przez chwilę przyglądał się jej, po czym swoimi wielkimi ramionami objął cudowną istotkę tak mocno, że bałem się, by nie zniknęła gdzieś w środku niego. Trwali tak chyba całą wieczność, aż z dyżurki wyszła jedna z lekarek. Postawna, rudowłosa kobieta, w ciemnych, kwadratowych okularach, wykonała zapraszający gest rękoma. - Proszę do środka, panie Majewski- powiedziała, znudzonym głosem Dziewczynka otworzyła usta, wciągając głośno powietrze. - Młoda dama poczeka na zewnątrz- dodała Ruda dobitnie, rzucając jej ostre spojrzenie zza ciężkich oprawek. Tak więc, młoda dama usiadła na krześle z jedną nogą podwiniętą, drugą nerwowo machała w powietrzu. Postanowiłem podejść bliżej, przyjrzeć się białej spódniczce, tak zwiewnej, że mógłbym przysiąc iż zrobiona była z wiatru, bluzeczce błękitnej, delikatnej jak niebo, podczas tych pięknych czerwcowych dni,…