Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 5 min czytania

Anioł na oddziale furiatów, część 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przecież w niedziele, panu Majewskiemu wypadała terapia indywidualna! Zosia z całą pewnością była ważną, jeśli nie najważniejszą częścią życia Majewskiego, nie może być, że nie opowie mi o niej. Nie wiem co się ze mną dzieje. - Jestem lekarzem – powiedziałem do siebie w myślach. - Jestem szanowanym psychiatrą, a moim zadaniem jest pomóc Michałowi Majewskiemu. Powtórzyłem to zdanie kilka razy. Muszę wziąć się w garść, ta mała nie może mną zawładnąć, ona należy do kogoś innego... Miałem łzy w oczach. Nawet jeśli Zosieńka byłaby niczyją, nie mogłaby zostać moją. Mam 33 lata, żonę, dziecko w drodze. Zosia to też jeszcze dziecko. Moja mała Zofijka, mój anioł, moja nimfetka... Nie moja. Ktoś pukał. Otarłem pospiesznie kilka pogubionych łez, które nieopatrznie wydostały się na zewnątrz, będąc świadectwem mojej słabości, uległości wobec kruchej, delikatnej istotki. - Doktorze, pacjent Narutowicz odmawia przyjęcia leków... – siostra Emilia, zniecierpliwiona czekaniem, ściągnęła mnie wkońcu na ziemię. - Ekhm... już idę... przepraszam za zwłokę... – odparłem, unikając jej spojrzenia. Bałem się. Nikt nie może odkryć mojej fascynacji Zosieńką. Szedłem, dość nieprzytomny. Korytarz wydawał mi się niemiłosiernie długi, byłem pewien że minęło z dwie godziny, zanim doszedłem do okienka pielęgniarek, gdzie wydawane były leki. Rozejrzałem się. Narutowicz, przytrzymywany przez dwóch rosłych sanitariuszy napinał mięśnie, miotał się i rzucał obelgami. Niebieskie żyły pulsowały mu na skroniach, kontrastując z zaczerwienioną w przypływie emocji twarzą. Ależ byłem poirytowany! Ten palant nie interesował mnie zupełnie. Co ja tu robię? Na ziemię zstąpiły anioły, a ja tkwię wśród czubków. Nakazałem sanitariuszom, by zaprowadzili pacjenta do pokoju 12. Każdy wiedział co to oznacza. Skazałem Narutowicza na serię elektrowstrząsów, dzięki którym cały oddział będzie miał go z głowy, co najmniej na kilka dni. Wiedziałem, że akurat w tym przypadku, nie było to konieczne, ale cholera jasna, mam przecież ważniejsze sprawy, niż lęki i paranoje Narutowicza! Cały personel przyglądał mi się niepewnie. Histeryk narobił zamieszania, pacjenci powychodzili ze swoich sal i świetlicy, aby przyjrzeć się wydarzeniu. Dla nikogo nie było to nic nadzwyczajnego, tym bardziej nic fajnego, jednak ani siostra Emilia, ani żaden z pacjentów za nic nie przegapiłby widowiska. Może to zwykła nuda, a może to samo co zmusza człowieka do patrzenia na zwłoki zmasakrowane po wypadku samochodowym.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Anioł na oddziale furiatów, część 3 — czytnik · opowiadania