Psychologia · 6 min czytania
Apokalipsa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
,, A w owe dni będą ludzie szukać śmierci, lecz jej nie znajdą i będą chcieli umrzeć, ale śmierć omijać ich będzie „ Job 3,21 Łuk. 23,30
Dzień niby zwyczajny jak każdy inny. A jednak niezwykły. Zbudziła mnie mama. Wyraźnie przedstawiła sytuację. Zrozumiałem. Wstałem i spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Siódma rano. Śniadanie, które ledwo przechodziło przez zaciśnięte gardło i mama pakująca kanapki. - Jak na wycieczkę – pomyślałem Tymczasem w powietrzu wisiał niepokój. Coś nieokreślonego. Radio co pięć minut podawało ten sam komunikat. I ta data – data, którą tak wyraźnie widziałem w kalendarzu stojącym na moim biurku. Teraz jej nie pamiętam. Może to lepiej. Otworzyły się drzwi i weszła babcia. Na głowie miała chustę w niegdyś kolorowe, teraz wyblakłe od prania kwiaty. W ręku koszyk. - Pospiesz się! – powiedziała do mamy - Pospiesz się - powtórzyła jak echo mama zwracając się do mnie. Próbowałem zmusić się do pośpiechu. W końcu wyszliśmy. Maszerowaliśmy szybko, lecz nie biegliśmy. Ulice były puste jakby wymarli wszyscy ludzie. Żadnych samochodów. W powietrzu wciąż nieopisane fatum. Niestety nie wiedziałem z której strony mam wypatrywać niebezpieczeństwa. Wędrowaliśmy długo przez znajomą mi łąkę. Obok płynęła rzeka. Duszno. Nogi bolały od długiego marszu. Nad nami słupy wysokiego napięcia. Wyraźnie było słychać pracę zasilaczy elektrycznych. Cichy szmer, który wtapia się w ciszę i ją rozprasza potęgując ponury nastrój. W oddali ujrzałem las i skrzyżowanie dróg. Każdą z ulic w kierunku lasu szedł człowiek, później zauważyłem więcej ludzi, więcej , coraz więcej...Ulice wypełniał tłum. Pełno babć w chustkach na głowie i z koszykami w ręku, mamy ciągnące za rękę zapłakane dzieci, ojcowie uginający się pod ciężarem dźwiganych walizek z dobytkiem całego życia. Wszyscy szli, niektórzy potykali się, inni padali, wstawali, szli dalej. Wędrowali znikąd i do nikąd. Uciekali przed byle czym i dążyli do nieznanego byle czego. Myśleli, że najważniejsza jest droga... Obejrzałem się. Za mną również znajdował się tłum ludzi. Ludzi bez wieku i wyrazu. A przecież niedawno nie było nikogo. Jakiś człowiek stanął na środku skrzyżowania. - stójcie!!! – krzyczał – stać!!! Ludzie zastanówcie się co wy robicie! Dokąd zmierzacie? Lecz oni szli i szli nacierając na niego. Parli naprzód w milczeniu, z powagą, wręcz z celebracją, równo i dostojnie, jakby myśleli, że nikt nie zdoła ich zatrzymać. Zadeptali krzyczącego człowieka. Stratowali go i zagłuszyli. Ale tego nikt nawet nie zauważył. Przecież po drodze stratowano już wiele istot - przedmiotów, istot – rzeczy, dusz, głosów. Nikogo to jednak nie obchodziło. Za tłumem zostawała stratowana, czerwona miazga. Miazga ludzkich zdolności,…