Fantastyka · 5 min czytania
Ariess cz. I (początek)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ariess
/historie nigdy nie zaczynają się na pierwszej stronie i nie kończą na ostatniej/
Parę minut po północy a Królowa Mab nadal nie chce mnie zabrać w swe słodkie objęcia. Ciekawe jak wygląda? Czy jest to smukła, wyniosła i lekko złośliwa kobieta z kruczoczarnymi włosami, od której wprost bije duma? Czy może miała siwowłosa staruszka piekąca ciasta co sobotę dla swych pociech? W dzień zapewne jest sobą , a pod ciemnym płaszczem zimnej nocy przechadza się od domu do domu i sypie swym magicznym piaskiem wszystkim po oczach. Otula ich wtedy spokojny, błogi sen. Cóż, z tego co widzę to do mnie jej się zbytnio nie spieszy. Przewracam się tak z boku na bok, a sekundy wydają się być nieznośnie długimi godzinami. Nie mogąc tego dłużej znieść zwlekłam się z dwuosobowego łoża. O tak – łoża. Bo nie było to zwykłe łóżko – było boskie! Brązowe grube bale, zdobione przeróżnymi kwiatami i liśćmi w zielonych odcieniach pokrywała prawie przezroczysta (również zielona) jedwabna tkanina. Była strasznie chłodna, tak, że jak się jej dotykało przywodziła na myśl śliskie skały lodowców. Na grubej pierzynie znajdowały się sterty poduszek. Misiowate, drapiące ciało i z wełny. W kolorze soczystej trawy, która dopiero co postanowiła przywitać się z pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Jak tylko umiałam najciszej wymknęłam się spod pierzyny i na palcach podbiegłam pod drzwi prowadzące na taras. Gdy je otworzyłam – zaskrzypiały przeraźliwie. Dźwięk poszedł echem po całym domu. Zamarłam bez tchu z ręką na pozłacanej mosiężnej klamce i ustami szeroko otwartymi. Odczekałam tak dwie minuty i nie słysząc żadnego odgłosu budzących się ze snu domowników, ostrożnie wyszłam na zewnątrz. Brnęłam bosymi stopami po mokrej trawie. Lekki wiatr nucił mi do ucha słodkie kołysanki, lecz teraz już nie chciałam usnąć. Nie chciałam ich słyszeć. Stanęłam jak wryta – oto, przed moimi oczyma gdzieś wysoko w górze wisiał księżyc. Księżyc w pełni. Był piękny. Ogromny, idealnie okrągły, przerażająco niesamowity. Spowity wielką tajemnicą, która się może zdawać trudną do odgadnięcia, ale podana nam jest na tacy, Przez najprzystojniejszego kelnera jakiego można sobie wyobrazić. -No tak! Wszystko jasne! - niemal krzyknęłam. Stało się proste czemu moja Królowa Mab nie chciała przyjść do mnie z wizytą. Na dzisiejszy wieczór były zaplanowane dla mnie inne rozrywki. Zaczęłam biec w dobrze znanym mi kierunku. Serce waliło jak oszalałe. Wydawałoby się,że żyje własnym