Podróże · 4 min czytania
Autobus
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wsiadłem do autobusu. Zdjąłem plecak, w którym to trzy lata ciągłego noszenia zostawiły ślad w postaci odrywającego się lewego ramiączka. Skasowałem bilet- dopiero drugi raz wkładając go do kasownika. Usiadłem w 2-osobowym rzędzie foteli od strony kierowcy, mniej więcej na czwartym miejscu od końca autobusu. Przede mną siedziała kobieta, ładna, ale niezadbana. Wchodząc do pojazdu kilka sekund wcześniej zauważyłem, że jej makijaż klasyfikuje się już do wymiany, albo chociaż do jak najszybszego zmycia go z twarzy. Trzymała na rękach zawiniątko. W zawiniątku było dziecko. Spało. Na miejscu od strony okna raz siedział raz stawał chłopiec- jej syn. Z wyglądu, mowy i zachowania miał wredne siedem lat. Za mną kolejne rzędy miejsc czekały w osamotnieniu na czyjeś miękkie pośladki, które mogłyby nieco rozgrzać ich plastkiowo-gumowo-materiałowe ciała.
Siedziałem na miejscu od wewnątrz. Plecak posadziłem koło siebie. Jakoś nie był rozmowny. Postanowiłem go trochę rozerwać i otworzyłem największą przegrodę. Wyjąłem z niej nieco zmęczony już egzemplarz "Dymu i luster" Neila Gaimana, pożyczony wieki temu od Takiego Jednego. Zabrałem się za lekturę. Czytałem właśnie o córce sów kiedy to kierowca postanowił, że pokona zakręt szybciej i ostrzej niż do tego przyzwyczajony jest statystyczny autobusowy pasażer. W tym właśnie momencie książka wypadła na korytarz, który dzieli rząd siedzeń za kierowcą i ten mniej bezpieczny. Upadła grzbietem do góry. Przeżyła.
Podnosząc ją zauważyłem kątem oka, że obok siedzi kraciasty płaszcz. A w nim piękna kobieta. Włosy miała schowane pod czapką tak dużą jak u rastafarian, ale czarną i bardziej subtelną. Kilka blond loków wydostawało się spod niej, zawadiacko opadając na policzki. Nos miała niewielki, idealnie kształtny. Usta zlewały się z kolorem lekko przyróżowionych z mrozu polików. Wargi były ściągnięte do siebie, jak u…