Rodzina · 3 min czytania
Autostrada do nieba
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Młoda, ruda dziewczyna stoi na środku drogi. Marszczy śmiesznie mały nosek upstrzony piegami, ściskając mocno szmacianą laleczkę. Jej jedyną przyjaciółkę od najmłodszych lat. Opuchnięte od płaczu powieki kontrastują z ostra zielenią oczu, jedno z nich ma sinawą obwódkę, spoglądają w jakieś okno starej, brudnej kamienicy. Powybijane szyby, zapach stęchlizny i to znajome od urodzenia uczucie samotności. Nagle w oknie pojawia się postać. Wysoki mężczyzna, po czterdziestce. Ubrany w biały, zabrudzony podkoszulek, trzyma w dłoni butelkę piwa. Chwieje się lekko, wychyla przez okno. Prawie wylatuje. Spadłby niczym upadły anioł. Nie... Brakuje mu dumy i honoru aniołów. Dziewczyna odwraca ze wstrętem wzrok. Pijak coś krzyczy, gestykuluje rękoma, jednak ona tego nie dostrzega. Pewnie znów chce tego samego... Rzuca okiem niecierpliwie w stronę wjazdu na ulicę. A co jeśli nie przyjedzie? Jeśli nie uda jej się uciec? Schodzi z drogi, siada na starych, rozklejających się walizkach. Okrywa szczelniej cienkim, dziurawym płaszczykiem. Coś spada jej na ramię. To biały, delikatny płatek śniegu. Pod zapalona lampa widać już kolejne. O różnorodnych kształtach, rozmiarach. Powoli ziemia staje się biała. Słyszy trzask drzwi w klatce. Tupot stóp. Zaciska dłonie w pięści, zamyka oczy. Oby to