Polityka · 3 min czytania
Awatar
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TV pokazało dzieło, zresztą „oskarowe”. Nosiło tytuł Avatar. Film długi, niebieski, nudny, łopatologiczny, aż do torsji i bez całego tego 3D nie do obejrzenia. Ale za to jakie wzbudził skojarzenia… No więc… PiS złożył wniosek o votum nieufności dla rządu. No i gitara. Wolno im. Co innego mnie zastanawia. Co się za tym przedziwnym pomysłem kryje? Przy aktualnym układzie parlamentarnym skazany jest na porażkę. Żeby okazać aktywność? Po co? Przecież wiadomo, że PiS jest w opozycji, nie podoba mu się żaden projekt rządowy, chociażby słuszny. Potem pomyślałam o moim ulubionym Prezesie właśnie przez pryzmat filmu. Można powiedzieć, że przefiltrowałam jego świetlistą postać. Oczywiście w spektrum światła niebieskiego (nie wiem dlaczego wyszło mi tak czerwonawo?). Wcale nie chodzi o to, że jest równie nudny jak bohaterowie filmu. Chodzi o awatara. Awatar Prezesa nazywa się Gliński. Niedawno został zaktywowany. Łazi jeszcze trochę nieudacznie, ale może się dostosuje do warunków. Nic w tym fakcie nowego. Prezes już uruchomił kiedyś awatara. Nazywał się Marcinkiewicz. Awatar okazał się krnąbrny, seksualnie nieodpowiedzialny i z okrzykiem: yes, yes, yes, zerwał połączenie z kontrolerem. Powiedzmy szczerze: zbuntował się przeciwko twórcy. Mamy nowego. Może to ulepszony model. Pytanie jakie się nasuwa na usta brzmi: dlaczego Prezes musi się posługiwać…