Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Bachus jak fraszka…

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Bachus jak fraszka…{/i}

{i}…dla Enki…{/i}

Klęcząc na eleganckiej, bogato zdobionej wersalce, siłowała się z powieszonym na ścianie obrazem. Próbowała go zdjąć, będąc jednocześnie przy tym delikatną, tak by po wszystkim nikt (w sensie jej ojciec) nie zorientował się, że w ogóle był on dotykany, a tym bardziej ściągany ze ściany koloru czerwonego wina, który tak świetnie przecież pasował do samego dzieła, {i}„Bachusa”{/i} autorstwa niejakiego Włocha – Caravaggio. Rzecz jasna nie był to oryginał, lecz któraś z kolei kopia, co bynajmniej nie umniejszało, ani nie odbierało piękna zamalowanemu farbami kawałkowi płótna.

W prawdzie powiedziawszy, dziwiła się sobie i swojej naiwności, ale musiała sprawdzić, przekonać się sama. Stanąwszy w końcu na meblu, objęła pedantycznie białą ramę, ciemne jak węgiel jej włosy opadły na wysoko zadarty nosek, a obraz wreszcie odkleił się od ściany i obróciwszy się, powoli, z gracją zeszła z wersalki, dumna z siebie położyła „Caravaggia” na wzorzystym dywanie {i}„Bachusem”{/i}odwróconym do ziemi.

Sięgnęła po długi śrubokręt i krwistoczerwony kubek parującej herbaty, leżące na wysokim, fantazyjnie rzeźbionym stole nie zakrytym żadnym obrusem lub dzbanem z kwiatami. Szybkim, nerwowym ruchem pociągnęła solidny łyk ciepłego płynu, nie spuszczając z oczu wierzchniej strony obrazu, by w końcu kucnąwszy i postawiwszy kubek obok kolana, drżącymi dłońmi sforsować deski, broniące dostępu do delikatnego płótna. Szybko odchyliła jedną z drewnianych części, gdzie wciąż nie dowierzając, spostrzegła ciemny prostokącik, gryzący się kolorystycznie z brudną bielą wyblakłego arkusza, na którym z drugiej strony znajdował się wizerunek antycznego boga.

Delikatnie wyciągnęła starą fotografię tkwiącą za ramą najprawdopodobniej dwadzieścia lat i przyjrzała się jej uważnie. Uwieczniała dwójkę młodych ludzi, kobietę i mężczyznę. Stali na tle powieszonego na ścianie {i}„Caravaggia”{/i} zupełnie nadzy. W ich rysach rozpoznała własnych rodziców, bez wątpienia byli niezwykle atrakcyjni i ucieszyła się na myśl, jak bardzo podobna jest do matki.

Odkąd pamięta, męczyło ją wrażenie, że słowa uchodzące spod wierszowego jej pióra, przybierają realne kształty. I broń Panie Boże – to żadna z jej kolejnych, wyszukanych, zawsze celnych metafor. Dosłownie, literalnie jej fraszki i wiersze ożywały niesione magicznym duchem i wiatrem w przestrzeń i rzeczywistość, na zawsze przestając być tylko snem. Zrozumiała to dziś, więc szybko napisawszy fraszkę o swych rodzicach i {i},,Bachusie”{/i}, postanowiła sprawdzić swój dar…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%