Fantasy · 4 min czytania
Bajka o Eboli i Roztoczu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno, dawno temu, a może i nie tak dawno, daleko, daleko, a może jednak całkiem blisko – była sobie Ebola. Tutaj trzeba powiedzieć jasno jedną ważną rzecz: Ebola była pokręcona. Pałeczka miała siedem białek i nonsensowne RNA. Wirus ów był wrażliwy na światło słoneczne – dlatego Ebola chodziła na co dzień w okularach z przyciemnionymi szkłami. Tak jak ona była czuła na promienie UV – tak populacje gryzoni, małp i ludzi były czułe na nią. Bo trzeba przyznać: panna E była cholernie seksowna, tylko że miała wredny charakterek. Kto się w niej zakochał (powszechnie wiadomo, że miłość to choroba) – zapadał na gorączkę krwotoczną. Miłość do Eboli przebiegała gwałtownie – i kończyła się z reguły śmiercią. Trafieni strzałą Amora dostawali gorączki, bólu mięśni, wysypki, biegunki i zaczynali krwawić. Ofiary mdlały, wariowały, umierały. Góra dwa tygodnie i po zabawie. Dlatego obserwatorzy poczynań panny E twierdzili, iż jest ona ograniczona. Niby tak, bo ograniczała grono swoich wielbicieli eliminując ich; ale nazywanie jej ograniczoną było przesadą. Ebola była nie tylko seksowna, ale również inteligentna i cwana. Zawsze wiedziała jaką sukienkę włożyć by uwieść nowe ofiary i jaką wymówkę wymyślić, aby nie dostać nagany za wagarowanie. Dawno, dawno temu, a może i nie tak dawno, daleko, daleko, a może jednak całkiem blisko – był sobie Roztocz. Mikroskopijny pajęczak żył sobie na materacu łóżka. Oddychał sobie tchawkami, przebierał nogogłaszczkami, kłapał szczękoczułkami. Był niezwykle chudy, gdyż… miał tasiemca. W dodatku białko zawarte w jego odchodach powodowało u domowników alergię na Platformę Obywatelską. Traf, lub przeznaczenie chciał/o, iż Ebola zakochała się w Roztoczu, a Roztocz…