fantastyka · 4 min czytania
Bajka o Jaskiniowej Księżniczce
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno, dawno, nie tak znowu dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i dziewięcioma strumykami była sobie ukryta w skałach jaskinia. Jaskinia wcale nie przypominała grot z mrocznych rycerskich opowieści. Wręcz przeciwnie – jasna i przestronna, z kryształowymi oknami w pęknięciach i prześwitach wychodziła beztrosko przez sączący się z góry wodospad na lazurowe oczko wodne pokryte purpurowymi nenufarami. Na stu metrach kwadratowych tej nieregularnej przestrzeni mieszkała sobie jedna, samotna istota. Budziła się co rano ze stuletniego snu by w trudzie i mozole przecierać oczy i spoglądać na kolejny życiowy projekt porozpierdalany w zawieszonej między stalaktytami pracowni. Około południa, nieświadoma samej siebie Księżniczka, związywała swoje długie włosy motylowymi klamrami i schodziła kręconymi schodami do spiżarni by wydobyć z niej pół-produkty potrzebne do przygotowania uczty Lukulusa. Tuż po obiedzie wracała do pracy by nadać jej kształt i oczekiwaną przez „Księcia z Dalekiego Królestwa” formę. Od czasu do czasu, zmęczona brakiem postępu w swoich działaniach, zamykała za sobą drzwi do sypialni i zanurzając się w miękkim, puchowym łożu ozdobionym girlandami kwiatów liczyła barany by znaleźć się z powrotem w chmurach. Chmury wydawały jej się równie bliskie co dalekie, jakby szkicowane w głowie zamieniały się nagle w kamienie opadające na ziemię. Księżniczka potrzebowała sporo tego kamiennego materiału do swojej pracy więc uparcie i nieprzerwanie kreśliła kolejne chmury i rozrzucała je w wyimaginowanej przestrzeni. Potem w pracowni, kamyk po kamyku składała kolejne części układanki w całość. I tak mijały dni, miesiące, lata odliczane zamarzającym i budzącym się do życia wodnym potokiem. Aż