Erotyka · 5 min czytania
Bajka o ssącej kurewnie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BAJKA O SSĄCEJ KUREWNIE
Zmrużcie oczka do snu, dzieci Lecz nim księżyc nam zaświeci Nim włożycie dłoń w majteczki I spuścicie się w porteczki, Chętnie wam opowiem bajkę Tylko napcham swoją fajkę O kurewnie co wciąż ssała W zamku - jasna rzecz - mieszkała Wraz z macochą, tatą-królem (który był nielichym ciulem) Oraz kupą dworskich ciurów Co na dziwki patrzą z murów Tęsknym wzrokiem i wzdychając Lecz nic w jajkach już nie mając Bo kurewna chociaż mała Już od dziecka ciągle ssała A najbardziej ze wszystkiego Chciała spermy i dlatego Mimo głośnych łajań taty (co jej często spuszczał... baty!) Każdy chodził wyjebany I do sucha wysiorbany Bo niegrzeczna ta kurewna Nawet Pinokiowi z drewna Usteczkami ssie pisiora I języczkiem międli wora "Ale w końcu przyszła pora By kurewny skrócić harce" - Myśl kurewskiej przyszła parce I macocha - kurwa stara (Co dawała za talara) Wyprosiła wnet na królu (Stetryczałym starym ciulu) By wygonić precz kurewnę I nie bacząc na łzy rzewne Króla-taty który czasem Lubił bawić się kutasem I w zaciszu swej komnaty Kazirodcze snuł fantazje Kiedy tylko miał okazję Z zamku biedną więc wygnali Galon ciepłej spermy dali (Której król w swej łaskawości Kazał nalać w tej ilości) I jak wieść ludowa niesie Zostawili samą w lesie Troszkę się tam pobłąkała Na swój los ponarzekała I szła ciągle wprost przed siebie Nagle słyszy ktoś się jebie Ktoś tu w krzakach ciężko dyszy Cicho, słabo, jakby myszy Zaglądnęła, a tam skrzaty Walą gruchę koło chaty Któryś chyba coś usłyszał Bo zapadła nagle cisza Pokraśniały krasnoludki Któryś schował flaszkę wódki Lecz sterczały wciąż ciuliki U tej sprośnej karlej kliki Gdy kurewna to ujrzała Aż jej buzia pojaśniała Widząc źródło szczęśliwości U tych kurduplastych gości I zaczęła robić loda Wnet zapanowała zgoda I szczęśliwe krasnoludki Pociągając sobie wódki Zgrabnie w buzię pakowały Co tam tylko w portkach miały Trwała jakiś czas sielanka Gdy kurewna na kolankach Ustawicznie ciągnąc druta Wciąż świeżego miała fiuta Ale cóż to by za bajka Była, gdyby jajka I fujary co bez liku W wąskim tkwiły jej przełyku Już tak aż do końca świata... Katem niech więc będzie tata Co na koniu właśnie jechał Obijając sobie miecha Patrzy, a tu w krzakach dziurka Nie rozpoznał że to córka