muzyka · 6 min czytania
Bardzo zmęczony
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Byłem swego czasu jednym z najpilniejszych studentów pianistyki na Akademii Muzycznej im. Marii Agaty Wołowskiej-Szymanowskiej w P…wie. Wiosną1994 roku mój profesor poinformował mnie, że polecono mnie na stypendium na kursy letnie w Barcelonie, gdzie będę przez tydzień pobierał lekcje u legendarnego Vladimira S., ucznia Rachmaninowa i Szury Czerkaskiego. Cieszyłem się ogromnie, był to naprawdę wielki zaszczyt.
Pod koniec czerwca otrzymałem informacje o kursie. Odbędzie się w przepięknym Palau de la Musica Catalana w Barcelonie. Każdy z sześciu uczestników otrzyma u Mistrza jedną lekcję. Mistrz urodził się w Stanisławowie w 1901 roku , miał już swoje lata i ze względów zdrowotnych nie był w stanie udzielić więcej lekcji. Niemniej jednak, sam kontakt z tak historyczną postacią był dla nas młodych pianistów niezwykle wartościowy. Kurs odbędzie się w środę i w piątek, 13 i 15 lipca. Każdy z nas otrzyma dyplom.
Na lekcję pilnie przygotowywałem „Vier Klavierstücke” op. 119 Johannesa Brahmsa. Jako dziecko Vladimir S. studiował przez pewien czas u Maurycego Rosenthala, który znał Brahmsa osobiście. Nadszedł czas kursu. Na scenie malutki, siwiutki i zasuszony ze starości choć niezwykle dostojny Mistrz udzielał lekcji w asyście swej małżonki, Beatrice Ciolfi-Mampodani, szczupłej i eleganckiej Włoszki, pochodzącej podobno z jakiejś arystokratycznej rodziny. Dużo młodsza od niego siedemdziesięciolatka zajmowała się tłumaczeniem lekcji na wszelkie możliwe europejskie języki. Cokolwiek chciał powiedzieć Vladimir, mówił najpierw cichutko do niej z ciężkim słowiańskim akcentem po włosku, a ona tłumaczyła wszystko na angielski, francuski, hiszpański lub niemiecki. Wśród publiczności byliśmy my studenci - Akira z Japonii, Chaoying z Tajwanu, Beomseung z Korei, Giuseppe z Włoch, Aaron z Argentyny, i ja, Włodzimierz, z Polski – jak również lokalni nauczyciele fortepianu i paru amatorów muzyki fortepianowej.
Tego dnia w planie były lekcje z Aaronem, Akirą oraz ze mną. Nie wiem, jak poszły im lekcje, bo w tym czasie ćwiczyłem pilnie w innej części budynku. Na kilka minut przed jedenastą pojawiłem się na sali, moja lekcja była o godzinie jedenastej.
Mieli wspaniały fortepian. Grałem dziś dobrze, nawet ta końcowa rapsodia poszła nieźle, energicznie i czysto. Publiczność serdecznie uśmiechała się i wszyscy bili brawo. Zapadła cisza.
Vladimir zaczął nagle rozmawiać po włosku z żoną, dyskutowali coś, konwersacja trwała może minutę. Moja znajomość języków obcych była raczej żadna. Z liceum