Fantastyka · 5 min czytania
Baśń o Ludziach z Mchu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
W wiekach średnich, albo dalej Żył raz król, już dosyć... stary Nie miał on następcy tronu Więc ogłosił po kryjomu Według dość nowego obyczaju Casting na nowego władcę kraju
Wielu mężnych wojów się zgłosiło Każdy z nich wprost grzeszył siłą Król ogłosił z kwaśną miną „Ten kto smoka głowę da mi Będzie mężem mojej Ani."
Ania - córa króla, całkiem ładna, ale skora Do wybryków dość złośliwych Da do zupy muchomora Drażni paziów miłościwych Ale co tam... w razie fochów Zamykano ją do lochów
Po dość długim obwieszczeniu Każdy rycerz w zbrój chrzęszczeniu Ruszył w drogę by najszybciej Spełnić wymóg oczywisty Każdy smok co o tym słyszał Już testament swój rozpisał
Tylko rycerz w zbroi z ości Ruszył wprost na króla włości Gdy już dotarł do monarchy Oparł się o kraniec tarczy Rzekł wprost bez wahania „Me królestwo, moja Ania Bo łeb smoka to nie wyczyn Ja ci królu obiecuje przy tym Że czym większym ja zasłynę.” Mówiąc to miał dziarską minę
Król uśmiechnął się uprzejmie „Cóż to znowu są za brednie? Czym ty chcesz zaimponować? Czyż by cię bolała głowa?” „Ja ci królu... tak jak tu Przyprowadzę Ludzi z Mchu.”
Żona króla wnet pobladła Ze sufitu ćma opadła Damy dworu prawie mdlały Król oniemiał osowiały „Co ty bredzisz chłopcze drogi? Czy ty nie masz w sobie trwogi?”
Część 22 / 2
Nawet w snach u alchemików A tym bardziej u magików Taka myśl nie kiełkowała To legenda bardzo stara Może nawet nie prawdziwa Nikt nie wiedział czy te dziwa Bór przepastny w sobie skrywa
Lecz ów rycerz, nadział szyszak Oddalając się zazgrzytał Zbroja jego dosyć stara Różne dźwięki wydawała Nawet gdy już był za progiem Słychać było zgrzyty srogie
Ania jeszcze trochę stała Oczy wielkie wytrzeszczała Ale już po chwili Kiedy wszyscy się roili Przeszła do dłubania w nosie I zaczęła mieszać w sosie W którym to z przekory Umieściła muchomory
Rycerz kroczył niestrudzony W te odległe, straszne strony Widział wilcze złe pieczary Mijał ciemne kacze jary Szedł przez bagna, trzęsawiska Widział Krasnoludzie chaty z bliska
Raz na moment się zatrzymał By zapytać się olbrzyma Czy zna drogę może W tak odległym ciemnym borze Olbrzym łapy swe rozłożył „Ja ci chłopcze nie pomogę Cel twój wielce jest wspaniały Lecz te skrzaty pozmieniały Drogowskazy na tych drogach.” I pogładził się po rogach. „Ale pójdź gdzie czarcie kręgi Poprowadzą cię te wstęgi Co je do drzew przywiązałem Nie wiem czemu, zapomniałem.”
W czarcich kręgach na klepisku