Horror · 7 min czytania
||||||||||||||||||||||||||
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pustka.
Strzępy myśli miotają resztkami świadomości, rozrzuconej gdzieś na kamiennej podłodze. Jest tak zimna, jak zimne są moje wspomnienia ostatnich kilkunastu godzin. Co jakiś czas tylko, znać dają o sobie zatrzymane w abstrakcyjnych pozach slajdy, sprawiające wrażenie, jakby zrodzone zostały w całkowicie innych umysłach. W tysiącach umysłów. Powoli, powoli skupiam się na teraźniejszości… Raz na kilka chwil do układanki dołączam nowy obraz… Wszystkie są dziwne, tak bardzo nieskładne… Zielony ogród - … - ciemny korytarz - … - przepaść - i… cisza… Przeszywająca mózg, chora, nienaturalna cisza… Jestem w niej. Wiszę pomiędzy prawą i lewą stroną nicości. Nie jest mi zimno. Chyba wiem dlaczego… często słyszałem o takich miejscach: Bezdźwięcznych, w ogóle nie wyglądających. Ludzie, wariaci, wiele opowiadali o ogromnej miłości, spokoju i cieple. Tutaj jednak nie czuć ani krzty miłości... Jedynie cisza... Teraz mogę już poruszyć głową... coś jednak blokuje moje ruchy. To ból. Okropny ból zastygłych w nienaturalnej pozycji mięśni. Otwieram oczy... Czy aby na pewno? Jestem tak bardzo zmęczony... Znikąd moich uszu dobiega ledwo słyszalne stukanie. Być może było tu, wraz ze mną cały czas, nie wiem... Przenoszę martwy wzrok w próżnię... Nie, to nie ma sensu, w tych ciemnościach nie jestem w stanie nawet oszacować wielkości pomieszczenia, a co dopiero dostrzec źródło dźwięku. Stuk... stuk... stuk... Krążę bezwładnie głową, obserwując raz po raz kolejne, nieprzeniknione cząsteczki otchłani. Jak to możliwe, że nie ma tu wstępu żaden, najmniejszy nawet promień światła?... Pytania bez odpowiedzi. Jak się tu znalazłem?... To na nic. Potrzebuję punktu odniesienia, solidnego fundamentu do zbudowania spójnego scenariusza. Co to za miejsce? Dotykam podłogi. Jest śliska, jednolita i… lepka. Lepka? Przykładam dłonie w jednym miejscu, przesuwam dalej, jeszcze dalej. Wszędzie. Podpieram tułów rekami i siadam oparty o ścianę. Zmiana pozycji kosztuje mnie wiele sił. Coś jednak nie tak... Odwracam się, przykładam dłoń i... końcówkami palców wyczuwam galaretowatą substancję, rozprowadzoną po wilgotnym tynku. Czym jest? Przykładam mokrą rękę do nosa, dotykam palców czubkiem języka... czy, czy to... krew...? KREW?!. - O, matko, gdzie ja jestem... gdzie ja jestem?! Zbieram wszystkie siły... Chcę wstać... Całe moje ubranie jest pewnie wymazane we krwi. Dopiero teraz wyczuwam jej zapach. Ciężki. Mdły. Ostatkiem sił unoszę się na nogach. - Arhh! - przeszywający ból krzyża, kolan i stóp. Z trudnością stawiam pierwszy, okropnie bolesny krok. Muszę zdobyć się na ten wysiłek, muszę…
Pustka.
Lekki półmrok delikatnie pieści opuszczone powieki… Czy… ja śnię? Otwieram nieznacznie oczy… Chciałbym… chciałbym, żeby to wszystko było tak proste, jak prosty może wydawać się zwykły sen. A może jednak jest to jeden z tych snów z których nie można się obudzić? Niepełnym spojrzeniem wyrywam niewielkie, rozmyte kawałki przestrzeni. To dziwne, przez zmrużone oczy wszystko wygląda, jak odbite w