Historia · 3 min czytania
"..."
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tego dnia słońce świeciło niezwykle jasno. Ciepłe promienie ogrzewały kolorowe liście drzew. W tym blasku wydawały się być jeszcze bardziej złociste. Co jakiś czas jeden z nich odrywał się od swej matki i unoszony leciutkim wietrzykiem, spadał na ziemię - ku swym braciom. Koło kupki opadłych tej jesieni liści, małe dzieci wraz ze swymi rodzicami szukały kasztanów. Co chwila w całym parku można było usłyszeć cieniutki głos: „Mamusiu, znalazłem, znalazłem”. Uśmiech na twarzach obojga dodatkowo wypełniał to miejsce radością. Nieopodal roześmianych dziecięcych twarzy, na ławkach można było dostrzec kolejne, tym razem starsze. Ładna pogoda przyciągała w to miejsce wiele zakochanych par. Wszystkie ławki były zajęte. Na niektórych siedzieli starsi panowie, komentujący kończącą się właśnie rundę jesienną; na innych kruchutkie staruszki, wymieniały się wzajemnie swymi życiowymi historiami. Większość jednak oblegali młodzi, pełni chęci do życia, a co najważniejsze szczęśliwi ludzie. Jak tu się nie cieszyć gdy ma się obok siebie ukochaną osobę, która odwzajemnia nasze uczucia? Na jednej ze świeżo wymalowanych ławek siedział samotnie chłopak. Wysoki, ciemnowłosy o wielkich, czarnych jak węgiel oczach. Miał na sobie zielone, dresowe spodnie, na plecy narzuconą niebieską bluzę, natomiast głowę osłaniała żółta czapeczka z daszkiem. Nie był to strój starannie dobrany. Na twarzach przechodzących obok ludzi…