Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 3 min czytania

BEZ TYTUŁU

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zwykle wybiegaliśmy na łąki samotności w nadziei,że nasza niezależność wypełni nam poczucie pustki zamieszkującej w naszym sercu i duszy. Duszy? Nie, nigdy nie mieliśmy dusz, zaprzedaliśmy je za nasz talent, nasz talent do wyrządzania krzywd innym. Było nam smutno za pierwszym razem,lecz przyzwyczailiśmy się do stałych zmian w naszym życiu, do łez,przez nas wylewnych. Wiedzieliśmy, że jesteśmy skazani na samotność,a mimo wszystko jak najgorsi tchórze,staraliśmy się chwilowo uszczęśliwić kosztem innych. Zasiadając do pisania, z szafy wychodziły potwory,działo się tak zawsze. "Gdyby któregoś razu nie wyszły byłoby źle"-pomyślałem. Mieliśmy już swoje ulubione demony zamieszkujące w nas zamiast dusz. Moim był malutki słodki skrzat ,który zazwyczaj wbijał nóż w plecy po głębszym zapoznaniu. Najgorzej było, gdy łzy perliły się na naszym policzku,a żaden człowiek nie potrafił ich dostrzec. Teraz myślę,że były dwie możliwości,albo nie chcieli,bo tak było łatwiej,albo faktycznie ich nie było. To znaczyłoby,że nasz smutek był doskonale grany,gdyż sami się na niego nabieraliśmy. Zawsze chcieliśmy,żeby ludzie byli od nas zależni. Najpierw uspokajaliśmy ich czujność, a potem zabijaliśmy ich wszelkie nadzieje. Zwykle kończyli bezradni, z początku smutni,potem wściekli na nas. Było to dla nas normalne, jest do tej pory. Z nikim długo nie mogliśmy utrzymywać kontaktu, tych ,do których czuliśmy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%