Psychologia · 4 min czytania
Bez tytułu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pewnego dnia, a był to najszczęśliwszy dzień mojego życia, odkryłam, że miłość ma kolor, smak, zapach, jest miękka i ciepła. Zobaczyłam, że szczęście ma kasztanowe włosy, zielone oczy, potrafi grać na gitarze i śpiewać smutne piosenki, które to szczęściu nie przystoją. Zrozumiałam, że moje pragnienia mają zmysłowe usta, szczery uśmiech i ciepłe spojrzenie. Pierwszy raz w życiu wiedziałam czego chcę. Wiedziałam, że niczego nigdy nie będę pragnąć tak bardzo, jak tego kalejdoskopu uczuć odbijającego się w jego oczach, nie będę marzyć o innych ciepłych i zmysłowych pocałunkach i w żadnych innych ramionach nie poczuję tego, co czuć mogę w jego bezpiecznym uścisku. Kiedyś miałam wszystko i byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Starałam się wszystkich zadowolić za wszelką cenę, ponieważ moim marzeniem było, by wszyscy wokół mnie byli szczęśliwi. Chciałam uprzedzać życzenia ludzi, których kochałam zanim zdążyli je wypowiedzieć, a nawet pomyśleć o nich. Zawsze myślałam, że miłością można wszystko naprawić i z nią budować świat, a nigdy mi nie przyszło do głowy, że miłość może być za silna i może wszystko zniszczyć. Tak właśnie było w moim przypadku. Kochałam tak bardzo, że zniszczyłam najlepszą rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Sprawiłam, że osoba, którą najbardziej kochałam, ceniłam, która była dla mnie wszystkim, poczuła się przeze mnie osaczona. Dziś wydaje mi się, że jestem nikim. Taka panna „Nikt”, sama, niekochana, niechciana, opuszczona sięgam dna. Zmienił się mój system wartości, w ogóle cała się zmieniłam. Zgorzkniałam, stałam się nieufna, porzuciłam przyjaciół, do nikogo się nie odzywam, w ogóle nie chce nikogo znać. Zniszczyła mnie miłość, strach przed jej utratą, w końcu jej strata. Jestem…