Przyjaźń · 4 min czytania
Bez tytułu.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce grzało bardzo mocno. Błękit nieba był przysłonięty jego złotym blaskiem odbijając się od płyt nagrobkowych. Jedne były popękane, zakurzone i porosłe mchem. Inne zadbane lub całkiem nowe. Tak jak Twoja. Ciężko zrozumieć, że to stało się tak nagle. Nie chcę jednak znów płakać, ani pogrążać się w żałobie. Wiem, że tego byś nie chciał. A jednak los wystawił mnie na wielką próbę. Wielu często odwiedzających to miejsce spogląda na twój grób. Wiedzą, że jest nowy. Zatykają rękami usta ze zdziwienia, gdy spojrzą ile miałeś lat. Patrzą na mnie współczującym wzrokiem, czasem położą rękę na ramieniu. Ale ja nie płaczę. Ciągle wspominam nasze pierwsze spotkanie. Ten dzień różnił się całkiem od dzisiejszego. Niebo było pochmurne i wiał jesienny wiatr. Zastanawiałam się wtedy, co mam zrobić. W jaki sposób skończyć to żałosne życie? Pamiętam dokładnie, jak szłam w stronę lasu ściskając w dłoni sznur. Byłam przekonana, że nic, ani nikt mi nie przeszkodzi. Było mi zimno, dlatego wybrałam pierwsze lepsze drzewo. Wspięłam się na nie i zawiązałam sznur na jednej z gałęzi. Potem, gdy zeszłam na ziemię wszystko poszło gładko. Wystarczyło stanąć na jakimś kamieniu, założyć pętle na szyi i… Słyszałam Twój głos z daleka. Powoli wracała mi świadomość. Tym bardziej przerażająca im bardziej zdawałam sobie sprawę, że żyję. Powoli podniosłam powieki i zobaczyłam Ciebie. Chłopaka o ciemnych włosach i przerażonym spojrzeniu. Zieleń Twych oczu błyszczała jasno i widać było płomyczek radości, gdy zobaczyłeś, że żyję. Gdy tylko Cię ujrzałam od razu ciebie znienawidziłam. Gdybym tylko mogła się ruszać, bez wahania udusiłabym Cię. Chwilę potem nadjechała karetka, a z każdą sekundą nienawidziłam Ciebie coraz bardziej. Chwil spędzonych w szpitalu nie pamiętam dobrze. Może…